Rozdziały :D

wtorek, 23 listopada 2021

Peekaboo

    Spaliśmy w drodze, na wygodnych fotelach opancerzonego samochodu, który transportował nas do portu na granicy. Byliśmy w trasie już od kilku godzin i nie zapowiadało się byśmy mieli zaraz dojechać. Autostrada zlewała się w jedną długą linię bez szczególnych atrakcji. Nawet samochodów było mało. Tylko te pieprzone tiry na prawym, lewym i środkowym pasie. Gdyby mogły to by i poboczem jechały pewnie. Zawsze to pięć minut więcej z rodziną w skali życia. Chyba, że pukasz grzybiareczki, wtedy żona zostawia Cię dość szybko, lub przenosi rzeczy do innego pokoju. Trwa, ale jej nie ma. Więc po co się spieszyć? 

   Śniłam o rzeczach, których już pewnie nigdy nie zrobię. Nie wychowam dzieci, więc w snach bujałam je na huśtawce w wymyślonym domu, przytulałam wymyślonego męża i głaskałam wymyślonego psa. Jechałam na wymyślone wakacje i opalałam się trzymałam za ręce wymyśloną rodzinę. Budzenie się z tego było gorzkie i bolesne, a jednocześnie dobre, bo nie potrafiłabym już się tego podjąć. Jestem tak umazana krwią, że dotykanie dziecka byłoby jak bezczeszczenie go. 

    - Zatrzymamy się na chwilę? - spytałam milczącego kierowcy - potrzebuje skorzystać z toalety i zapalić. 

     Kiwną tylko głową i zjechał na pobocze. 

    Najpierw poszłam do łazienki, umyłam twarz i skorzystałam z toalety. Mycie jednej ręki jest bardzo zabawne. Wyglądam wtedy jak cyganka prosząca o grosik. Wyciągnęłam wymięte papierosy z kieszeni i odpaliłam jednego. Zaciągnęłam dym głęboko uśmiechając się na myśl o tym, że nie dostanę raka. Heh, cerberos ma masę plusów. Moja wspaniała ręka została w aucie. Ułożyłam ją w pudełku z heretycznym uwielbieniem, głaszcząc wlot do skrytki na przekąski. Mój skarb.... 

     Hades jak zwykle denerwująco nienagannie wyglądający leżał niczym wampir na rozłożonym fotelu. Ręce skrzyżowane na piersi. Zupełny brak typowo otworzonych ust w trakcie snu- wyglądał jak figura woskowa z tym naburmuszonym wyrazem twarzy. Tak perfekcyjny, że aż się żygać chce. Namazałabym mu na twarzy wąsy, ale pewnie by go to obudziło, a ja nie miałam ochoty na razie z nikim  rozmawiać. Kierowca pokazał mi cztery palce na dzień dobry, co oznaczało, że jeszcze czeka nas właśnie tyle godzin jazdy. Włożyłam dłoń do pudełka z protezą i pogładziłam ją. Zasnęłam i znów odpłynęłam w krainę snów czując pod palcami jej martwy chłód. 

                                    *   *   *   *

   Po kilkunastu godzinach w końcu dojechaliśmy do portu. Było już po wschodzie słońca, mewy darły ryje jak o każdej zresztą porze dnia i nocy. Hades skończył układać włosy po swojej "drzemce", która jak się potem okazało była tylko pretekstem do taktownego ignorowania mojej obecności. Już nigdy nie poświęce pięciu minut na ciche otwieranie paczki chipsów żeby go przypadkiem nie obudzić. Nasz kierowca ukłonił się, położył bagarze na ziemi i w milczeniu odjechał spowrotem do rezydencji. Ja nie wiem co biorą Ci ludzie, ale skubany nawet nie ziewnął w trakcie jazdy. 

    - Musimy znaleźć Toma. Ostatni meldunek od niego otrzymaliśmy przedwczoraj, w barze "Pod Muszelką". Pojde tam, jako dżentelmen, samotnie, bez twojej...

    - Moja obecność jest bardziej niż konieczna. To miejsce w którym mój kobiecy urok pozwoli nam na zdobycie wielu informacji. 

    - To, że Ty w to autentycznie wierzysz jest najbardziej przerażające. 

    - W to że uda mi się zdobyć informacje? 

     - Że masz... jakiś urok. Fascynujące. A szczególnie kobiecy. 

    MOŻE nie byłam w swojej szczytowej formie, ubrana w strój przewoźnika indyjskich przypraw, ale dalej miałam coś czego nie odbierze mi żadna stylówka. Rozsądek i perswazje. Wiecie o co chodzi. 

    Szliśmy przez miasteczko, w którym niewiele się działo. Mężczyźni usiłowali sprzedać trochę marnie wyglądających ryb, koty wylegiwały się na słońcu, a kobiety.... nie widziałam żadnych kobiet w zasadzie. Trochę to podejrzane. 

    - Załóż rękę, wyglądamy przez ciebie słabo- powiedział i podał mi futerał z moim cacuszkiem- powinnaś wiedzieć, że ludzie, którzy tu mieszkają widzieli już wiele dziwnych rzeczy. Nasz cel często cumuje swój MAC- ship niedaleko stąd i spędza w tym porcie wolny czas. 

     Założyłam protezę, żeby nie zwracać uwagi na swój pusty rękaw. 

    - I Tom wyjechał ponad tydzień temu żeby go znaleźć i nic? Te statki są ogromne!

     - Tess... takim wielkim statkiem nie podpływa się do portu. Osadziłby się na mieliźnie. Jest pewnie skitrany za tamtym klifem hen daleko od lądu... 

    Nie znam się totalnie na tym temacie. Dla mnie to czarna magia. 

     Usłyszeliśmy dźwięk tłuczonego szkła i śmiechy- chyba zbliżaliśmy się do karczmy/zajazdu/baru. Odgłosy hucznej zabawy stawały się coraz wyraźniejsze, aż ujrzeliśmy wejście do piasku (to taki żart, bo pod Muszelką, czaisz... muszelki leżą na... nie ważne). Hades otworzył mi drzwi wolną ręką, a ja dziarsko wkroczyłam w środek cyklonu jaki się tam rozgrywał. Masa kobiet, kompletnie pijanych chichotała i paplała ściśnięta w niewielkiej przestrzeni. Barman wyglądał jakby nie spał od kilku dni, widziałam ślady po wyschniętych ścieżkach łez na jego zapadniętych policzkach. Od strony stolików chmara tych szarańczy kłębiła sie wyjątkowo intensywnie. 

     - Obawiam się- wrzasnęłam by mógł mnie usłyszeć- że to twoje wdzięki będą bardziej porządane  w tej sytuacji. 

    Hades był kompletnie przerażony. Widziałam to na jego twarzy. Ależ będzie ubaw. Popchnęłam go delikatnie do środka niczym mama kaczka ucząca swoje pisklę pływania. Niezdarnie podreptał przed siebie kiwając się na boki przez obciążenie bagarzami. Szedł w stronę stabilnego zadania. Wynajmował pokój u barmana, który obserwował go podejrzliwie, dopóki nie zobaczył grubego pliku banknotów. Jego twarz w jednym momencie rozświetlił uśmiech, wyszedł zza kontuaru i wziął rzeczy od Hadesa. Ukłonił mi się i gestem zaprosił w stronę schodów prowadzących na piętro. Pokój który dostaliśmy miał dwie sypialnie i własną łazienkę. Największy luksus jak podejrzewam. 

    - Świetnie wyciszony - powiedział właściciel i mrugnął w stronę Hadesa- może Pan zostać na trzy dni, na tyle starczy z zapłaty.

    - Nie mam zamiaru być tu dłużej niż do wieczora- był autentycznie zdegustowany sugestywnym mrugnięciem. Wyglądał jakby miał zwymiotować- a teraz wyjdź, musimy się rozpakować. 

    Zostaliśmy sami.

    - Musimy znaleźć Toma.

    - Przedewszystkim musimy znaleźć Nasz cel. Tom jest dużym chłopcem. Ja zacznę sprawdzać wschodnią część miasteczka, a ty zajmij się zachodnią. Każdy budynek trzeba dokładnie zbadać czy przypadkiem tam się nie ukrywa ten przebiegły lis... 

    - Ale jak ty sobie to wyobrażasz skoro nawet nie wiem jak on wygląda.  

    - Wyobraź sobie, że ma trzykrotnie większe ego od ciebie 

     Ukłoniłam się tak jak nauczył mnie mój rosyjski rehabilitant i wyszłam. Hades przez swoją nieporadność z kobietami stał się ślepy na dość oczywiste fakty. Tak wielkie ego mogło znajdować się tylko pod naszymi stopami, piętro niżej, w oku cyklonu z cyckami. 

    Zeszłam na dół stromymi schodami trzymając się poręczy moją sztuczną ręką. Dźwięk świergotów kobiet był dla mnie teraz melodią w której wyłapywałam nieścisłości- męskiego głosu, podtrzymującego ten nieprzerwany śpiew. Gdy zeszłam na dół ustawiłam się w pozycji do biegu. Sala była skrajnie zatłoczona, miałam więc dwie opcje, albo iść górą, albo dołem. Sięgnęłam za pasek i wyciągnęłam zabawkę, którą podarował mi niedawno mój nowy przyjaciel- inżynier Zeusa. Mały mechanizm który po naciśnięciu imitował dźwięk wystrzału. Nacisnęłam spust i obserwowałam jak morze kobiet rozstępuje się na boki, robiąc mi serię małych ruchomych ścieżek do stolików na końcu sali. Śmiechy przemieniły się w przerażone wrzaski. Muzyka dla moich uszu. Mknęłam między nimi jak najszybciej, w obawie, że zaraz znów się stłoczą jedna na drugiej. Jakimś cudem, dotarłam do miejsca w którym niegdyś znajdowało się centrum zainteresowania wszystkich tych bab. 

     - Cześć Tom- krzyknęłam- kopę lat. 

    Znajoma sylwetka mojego drucha chwiejnie podniosła się ze stołu. 

    - Teeeeeess? A so ty tu robisz? 

    - Szukam jego. - wskazałam palcem na faceta, któremu dwie młode kobiety siedziały na kolanach. Po jednej na każdym. 

     Był obwieszony biżuterią. Miał rozpiętą koszulę, zza której wystawała prawdziwie włoska męska klata. Pan z katalogu dla pań. 

    - Mnieeeee? - wybełkotał zupełnie jak Tom- ale ja juszszsz ni mam miejzsca- autentycznie smutny wskazał na okupywane kolana. 

    - Tom pozwól ze mną na chwilkę. 

    Sala niemalże opustoszała. Tom powłócząc nogami słaniał się za mną w kierunku schodów. Musiałam go wepchnąć na górę, bo spadłby bez mojej pomocy. Ile musi wypić osoba, w której żyłach niemalże płynie czysty cerberos, by doprowadzić sie do takiego stanu? Trącił jak gorzelnia. Był w bardzo dobrym nastroju. 

    - Teeeeesss... teskniłem za toooobą,  wieeesz? 

   - Widziałam jak za mną tęskniłeś.- oh czyżby nuta wyrzutu i zazdrości w moim głosie? Nie byłam z siebie dumna.

    Zatrzymał się na półpiętrze i odmówił dalszego tuptania. Obrócił się z pijacką nonszalancją i przygwoździł mnie do poręczy. 

    - Nigdy nie wątp w to co mówię, szczególnie jeśli mówię o moich uczuciach. 

    Już nie brzmiał jak pijak. Mówił ze stanowczością osoby świadomej. Położył mi rękę na talii i upadł twarzą na moje ramię. Słowa trzeźwe ciało pijane. Klasyka. 

    Owinęłam prawą rękę na wysokości jego bioder i przerzuciłam to wielkie wytatuowane cielsko przez swoje ramię. Był ciężki. Wdrapałam się jakoś na schody i weszłam do pokoju, który wykupił Hades. Położyłam nieprzytomnego Toma na łóżku i natychmiast wyszłam, obawiając się, że cel ucieknie pod moją nieobecność. Zbiegłam na dół i wypatrzyłam tego pijaka, który dalej siedział przy stole zabawiając się z dwoma kobietami na raz. Podeszłam ostrożnie z zamiarem uśpienia go ciosem w głowę, ale o dziwo, złapał mnie za rękę nim zdążyłam to uczynić. 

     Trzymał teraz mój prawy nadgarstek w żelaznym uścisku. 

     - Jeśli jesteś kobietą, o której opowiadał mały Tom przez ostatnie dni, to powinnaś wiedzieć, że jestem celem, na którym Wam zależy. Rozłupanie mojej czaszki raczej nie przysporzy Ci chwały. 

    - Jeśli jesteś facetem, który słuchał o mnie przez kilka dni, to wiesz, że moge to zrobić. I nawet nie będę żałowała. 

    - Tak, bo jesteś szaloooona. 

    - Właśnie - powiedziałam z rekinim uśmiechem. - szalona jak diabli, więc wstań sam z siebie nim oberwiesz z ukrytego działka w mojej protezie. 

     Spojrzał na mnie z ukosa, z wyrazem niedowierzania na twarzy.

    - Masz działko w protezie?

    - Tak.

    - To brzmi jak dobry argument - puścił mnie i zgonił z kolan dwie niezadowolone z obrotu sprawy kobiety- prowadź mała wariatko. 

    Ruszyłam w stronę schodów myśląc o tym jak bardzo nie chce mi się na nie znowu wchodzić (to moje nemezis). Ten gość szedł za mną z nonszalancją godną żigolaka. W pokoju czekał na nas autentycznie zszokowany Hades i śpiący na moim łóżku Tom.

     - Ale... jak... - zaczął zdezorientowany tempem moich poszukiwań Hades- jak ty go tak po prostu... 

    - Hades, dzieciaku, jakbym miała trzy razy większe ego to bym siedziała z cygarem w ustach otoczona pięknymi kobietami. W tym barze były chyba wszystkie laski z miasta. To było oczywiste. 

    - Aha - odparł bystro - więc... Znaleźliśmy Cię Posejdonie - zwrócił się do faceta, którego przyprowadziłam - czy zrobisz w końcu to, o co prosimy Cię od roku? 

     Posejdon... kolejne idiotyczne imię. Świadczyło tylko o tym, że należy do tej samej organizacji co my. Nie wydawał się szczególnie poruszony. Chyba miewał wcześniej wizytację. 

     - Dobrze wiesz, że musicie mnie zmusić, bym opuścił port i udał się do rezydencji... nie zostawię swojego statku, już o tym rozmawialiśmy. Mam tam... ważne rzeczy, które wymagają mojej stałej opieki. Mogę nie pojawiać się tam przez pięć dni, potem grozi to już konsekwecjami, których nie udźwigniesz Hades, choćbyś się zesrał w te swoje włoskie spodnie od garnituru. 

     Parsknęłam śmiechem, zawsze bawią mnie przytyki w stronę Hadesa. On jednak nie wydawał się zadowolony z takiej odpowiedzi. Podszedł do Posejdona i popchnął go w stronę swojego pokoju. 

     - Musimy porozmawiać dupku. Na osobności. 

     Wyszli zostawiając mnie z cicho pochrapującym Tomem. Nawet nie chciałam podsłuchiwać. Gdy nadejdzie czas, wszystkiego się dowiem. 

    Przycupnęłam przy swoim łóżku, obserwując jak on oddycha. Położyłam mu dłoń na zaniedbanych włosach, czując pod palcami, że nie mył się ostatniej nocy. Gładziłam je delikatnie myśląc o tym jak na mnie patrzył na półpiętrze. Jakbym była... cenna. Ciekawe, nigdy nie czułam, by komukolwiek na mnie zależało. Moi rodzice woleli zalewać swoje życia alkoholem i trzymali mnie dla zasiłków. W szkole spałam. Ominęła mnie szansa na nastoletnią miłość, a dorosłość stanowczo nie zachęcała do amorów, gdy przepracowana wypruwałam flaki na spłatę kredytu i utrzymanie. Tutaj jednak leżał żywy dowód na to, że można czuć do mnie coś więcej niż pogardę. 

     Jest pijany- Szepnął cichutki głosik w mojej głowie- wytrzeźwieje to wycofa to co powiedział, albo nic nie będzie pamiętał. 

    Zatrzymałam dłoń i powoli zaczęłam ją wycofywać. Ten cichy wredny głos miał rację. Nie powinnam brać do siebie tych pijanych słów wypowiedzianych prawdopodobnie pod wpływem impulsu. Jestem żałosna. 

     Tom obrócił się powoli w moją stronę. Otworzył swoje oczy przypominające dwie czarne dziury i szepnął: 

    - Nie przestawaj proszę.

    Zastygłam jak spłoszone zwierze. Jego opuchnięta od alkoholu twarz wyrażała szczerą prośbę o kontynuację przerwanej czynności. Powoli skierowałam dłoń w stronę jego głowy wplątując palce mechanicznej dłoni pomiędzy czarne włosy. Czubkami palców delikatnie zarysowałam powierzchnię skóry. Przymknął delikatnie oczy i rozchylił usta z których wypełzło ciche westchnienie. Czy to się dzieje naprawdę? 

    Dotknął mojej twarzy ledwo muskając zarys szczęki. Zacisnął dłoń na karku i przesunął moje usta do swoich. 

     - PO MOIM TRUPIE!

      Drzwi do pokoju wyleciały z zawiasów gdy ciało Hadesa pchnięte siłą Posejdona wleciało do środka. Był nieprzytomny. Nim zdążyłam zareagować Tom poderwał się z łóżka i osłonił mnie własnym ciałem. 

    Zatłukę ich.... 

    Posejdon wparował do pokoju z oczami zaczerwienionymi od działania cerberosa.

     - Mówiłem Ci że nie będę brał tego świństwa, a ty mi to dodajesz do wody?! 

     - Uspokój się, bo zaraz Ci w tym pomogę - warknął Tom. 

     Posejdon wyglądał jakby coś rozsadzało go od środka, dugotał na całym ciele, ślina ściekała mu po brodzie, a oczy przepełnione krwią ciskały wściekłe spojrzenia pomiędzy mną a Hadesem. Zachowywał się jak zaszczute zwierze.

    - Kurwa mnie to BOLI- wrzasną - nie mogę brać tego świństwa, to kurwa BOLI.... 

    Widziałam jak Tom powoli wysuwa z kieszeni wielorazowy dozownik do Cerberosa. Przejęłam go i najdelikatniej jak tylko mogłam wbiłam go w jego udo. Ciałem wstrząsną dreszcz, a z oczu pociekły krwawe łzy. Zerwał się z podłogi i doskoczył do Posejdona. Zaczęli się szarpać na środku pokoju, raz jeden był na górze, raz drugi. Jednak widziałam, że to nasz cel ma chwilową przewagę siłową, którą zaczął wykorzystywać dość agresywnie. Gdy wziął głowę Toma między swoje dłonie i zaczął ją ściskać postanowiłam zainterweniować, zanim odegrałaby się tu scena jak z japońskiego festiwalu.... 

    Wparowałam z impetem w jego kolano. Dźwięk pękających kości i wrzask bólu zagrał w moich uszach. Zdążyłam jeszcze chwycić go za kostkę nimmną rzucił, dzięki czemu stracił równowagę i runął jak długi. Oderwana od powierzchni ziemi przeleciałam nad Hadesem i z łoskotem uderzyłam w ścianę pozostawiając w niej drobne zagłębienie. Całe powietrze uleciało z moich płuc, a proteza zamontowana na szybko przed wejściem do baru spadła z mojego kilkuta. 

    Posejdon zobaczył, że śmiercionośna broń którą mu groziłam jest w zasięgu ręki. Podczołgał się do niej i z okrzykiem triumfu obrócił ją w moim kierunku i nacisnął jedyny guzik, który się na niej znajdował. 

     Na podłogę wysypały się ze skrytki na przekąski czerwono białe cukierki cynamonowe. 

     Wykorzystując jego dezorientację i fakt, że chwilowo nie mógł chodzić- wstałam i podbiegłam do niego.

     - Dobranoc słodki książę- powiedziałam, poczym wymierzyłam pozadnego kopniaka w tył czaszki Posejdona.

                                  *     *     *     *  

    Hades, Tom i ja doszliśmy już do siebie. Każdy poobijany, ale żywy i przytomny. Pełen sukces! 

     - Czemu chujek jest tak cholernie silny?- spytałam.

     - Bo cerberos działa na niego zupełnie inaczej. Kompletnie go nie trawi. Malutka ilość zapewnia mu chwilowy przypływ niesamowitej siły, ale po pięciu minutach spowrotem jest sobą. - wytłumaczył Hades. 

     - To na chuj mu to dałeś... 

     - Żeby go wkurwić, mieć jawny powód do spacyfikowania go, związać jak szynkę na święta i zawieźć do siedziby na spotkanie z Zeusem... Posejdon od roku nie wykonał powierzonej misji. Szlaja się tylko po miastach potrowych... chleje, dupczy i ćpa... - westchnął i przetarł twarz - nie spodziewałem się tylko że będzie aż tak silny.... ostatnio pokonałem go sam, ale widzę że z czasem staje się potężniejszy. I ten post od Cerberosa... 

     Tom milczał odkąd uratowałam mu tyłek. Siedział wpatrzony w ścianę, wyglądał jak bardzo smutny demon, z krwawymi wyschniętymi szlakami łez przecinającymi jego wytatuowaną twarz. Stracił trochę włosów z boku głowy, Posejdon pewnie je wyrwał gdy zmasakrowałam mu kolano. Chciałam go dotknąć...

     Postanowiłam jednak najpierw spacyfikować Posejdona na tyle, by nam nie przeszkadzał, gdy się obudzi. Z bagarzu Hadesa wyciągnęłam naręcze grubych trytytek i linę. Plastikowymi obrączkami zapięłam jego kostki i nadgarstki, a liną obwiązałam go jak zdobycz na pajęczynie. Przez chwilę podziwiałam swoje dzieło. Piękne. 

    Podniosłam jeszcze z podlogi protezę i zamontowałam ją- tym razem porządnie. Nie miałam zamiaru się z nią rozstawać, bo faktycznie, bez niej wyglądałam na łatwy cel. Cukierki niestety były nie do odratowania. Wrzuciłam je do skrytki bez opakowań żeby łatwiej się je szamało, a teraz leżały na brudnej podłodze, na której walały się szczątki mebli, tynk ze ściany i trochę krwi... Już wiem czemu Hades tak sowicie zapłacił temu karczmarzowi. Na remont pokoju wystarczy z nawiązką.

    Podeszłam do chłopaków i podniosłam Toma z podłogi ciągnąc go za łokieć. pozwolił mi się zaciągnąć do łazienki, gdzie mogłam w odrobinę bardziej intymnych warunkach zapytać-

     - Nic Ci się nie stało? - zmoczyłam ręcznik i zaczęłam wycierać jego twarz z krwi- myślałam że roztrzaska Ci czaszkę.

     - Zrobiłby to. Ostatnio jestem bezużyteczny- wypalił - nie mogłem ani uratować twojej ręki, ani obronić Cię przed tym zezwierzęconym kretynem.

     Chwycił mnie za metalową dłoń, czego oczywiście nie poczułam, i przyciągnął do siebie. Patrzył czarnymi oczami jakby chciał wejrzeć w moją duszę, badał mnie wzrokiem pełnym troski i... strachu. 

     - Tom nic mi nie jest. Ręką nie odrośnie, ale to była moja wina. 

    - To ja posłuchałem się Zeusa i nie powiedziałem Ci jaki jest cel misji. Gdyby nie moja głupota, miałabyś teraz obie dłonie. Gdyby nie moja słabość nie rzuciłby tobą o ścianę... 

     - A nawet oba łokcie, ale skoro to był rozkaz Zeusa to nie miałeś wyboru. Poza tym zawsze chciałam polatać. Też czasami potrzebuje pomocy, to normalne. Taki mamy zawód. 

    Przyłożył swoje czoło do mojego i trwał tak zawieszony w momencie czułości. Czułam jak jego oddech sie uspokaja, a mięśnie rozluźniają pod wpływem moich uspokajających słów. Powoli zaczęłam ściągać z niego przepocone i brudne ubrania, odsłaniając matową od czarnego i czerwonego tuszu skórę. Sieć skomplikowanych tatuaży zdobiła niemalże szczelnie całe jego ciało. Zatrzymałam się na guziku od spodni i uśmiechnęłam się.

     - Musisz się umyć. Cuchniesz Tom - i wyszłam, zostawiając go z tym spragnionym wyrazem twarzy sam na sam z prysznicem. 

     Zemsta za sytuację z celi była słodko gorzka. 

     Hades siedział przy głowie Posejdona, pilnując go jak grzeczny pies. Patrzył na mnie zdegustowany i nie krył, że wie co jest grane.

     - Nie macie gustu, oboje. I jesteście obrzydliwi.  

     - Obiecuje dalej masturbować się tylko do twojego wyobrażenia Hades. Dawaj go do samochodu i spadamy za pół godzinki. Zadzwoń po szofera czy coś. 

      - Wracamy jego statkiem. Na MAC-u jest towar, którego potrzebujemy do badań i kilka myśliwców dla Zeusa. 

     Wstał i klasycznie otrzepał się z paproszków. W tym przypadku na niewiele się to zdało. Zarzucił spętanego Posejdona na ramię i poszedł w stronę schodów. Obrócił się tylko na chwilę i syknął, że za pięć minut mamy być na dole. Co za kutas. Podreptałam w stronę łazienki. Spod drzwi buchała para, musiał myć się we wrzątku. Zapukałam. 

    - Przynieś mi z pokoju obok jakieś ciuchy!- odkrzyknął. 

     Znalazłam pokój z jego rzeczami i wzięłam jeden z czystych kompletów. Kusiło mnie, by zobaczyć co jeszcze ma ze sobą, ale nie chciałam naruszać tej prywatności. Wróciłam pod łazienkę, w której już nie słyszałam szumu wody i zostawiłam pakunek pod nimi. Zapukałam ponownie i odsunęły się gdy zza drzwi wyłoniła się czarna ręka ociekająca wodą. Wymacała czyste ubrania i porwała je szybko do środka. 

     - Poczekaj jeszcze z dwie minuty. Muszę zgolić włosy. 

    Hotelową maszynką to w dwie minuty możesz co najwyżej zdrapać sobie skórę z głowy - pomyślałam. Czekałam oparta plecami o ścianę. Gdy wyszedł odziany w klasyczną czerń, zrobił obrót dookoła własnej osi i spytał-

    - Jak Ci się podobam? 

    Brakowało mu włosów z jednej strony głowy. Spodziewałam się zobaczyć tam jeszcze więcej tatuaży, ale łeb świecił czystą bladą skórą osoby, która więcej czasu spędza w laboratorium niż na opalaniu. 

     - Wyglądasz jeszcze gorzej. 

     - Tak właśnie miało być - uśmiechnął się jak rekin i mrugnął do mnie porozumiewawczo- wiem, że i tak na mnie lecisz. 

     Zeszliśmy na dół. Właściciel przybytku płacząc liczył pieniadze, które dodatkowo zostawił mu Hades. Napiwek za trzydniową imprezę Posejdona, który utrzymywał Toma w stanie upojenia i za wszystkie zniszczone rzeczy. W barze nie było nikogo, poza nami. Za drzwiami minęliśmy Hadesa. 

      - Jezu chodź ile można na ciebie czekać- powiedziałam i zaśmiałam się gdy zaczął na mnie krzyczeć. Uwielbiałam denerwować tego dupka.

     Ruszyliśmy do portu, w którym Tom pokazał nam łódź Posejdona.

     - Tym popłyniemy na Cyklade. Tak nazwał statek.

     - Jestem autentycznie w szoku, że wybrał właśnie tą nazwę... - odparłam sarkastycznie. 

     Zapakowaliśmy się w czwórkę i odpaliliśmy silnik. Skierowaliśmy łódź w stronę pełnego morza z zamiarem odbicia przy klifie, za którym cumował wielki MAC- ship Cyklada. Zaczęłam się obawiać, co znajdziemy na jego pokładzie. Czemu nie chciał wrócić nim do rezydencji? 

1 komentarz:

Byłoby miło, jakbyś, no wiesz, coś napisał :v tak z serca :v