czwartek, 20 sierpnia 2020

Tantrum

- Zabije go, ZABIJE! - wrzeszczałam we śnie. Znów byłam w lesie. Znów odgrywałam swój taniec śmierci, łącząc moje ciało z cerberosem. Wrzał we mnie ogromny, niepochamowany gniew. Podnosiłam i opuszczałam pięści na zmasakrowaną głowę mojego przeciwnika. 

Kim jesteś? 

Twarzy nie dało się już poznać. Całe ciało było tylko workiem pełnym mięsa i płynów- przez szczątki ubrań dało się stwierdzić, że to człowiek, ale nic innego już na to nie wskazywało. 

Siedziałam nań okrakiem wciąż krzycząc i bijąc- słyszałam co chwilę przerywane mokre dźwięki swoich ciosów, pięści zapadających się w ludzki dżemik- który sama zrobiłam. Ciap, ciap, ciap...

Coraz mniej przypominałam człowieka. W moim umyśle już dawno skuliłam się gdzieś w rogu obserwując swoje czyny bardziej jako widz niż twórca. Moje ciało zmieniało kształt. Kości łamały się i łączyły na nowo, co nie przeszkadzało jednak w kontynuowaniu tej masakry. Stawałam się zwierzęciem,  chyba wilkiem. Pokrytymi sierścią łapami rozgarniałam szczątki i...

-Tess! 

Poderwałam się do pozycji siedzącej. Oddychałam jak po przebiegnięciu maratonu, cała zlana potem i roztrzęsiona zapytałam tylko słabo:

- Jest tu ktoś? - Serce niemal wyrwało mi się z piersi. Dotknęłam palcami swojej twarzy i odkryłam z zaskoczeniem, że płacze. Łzy spływały po moich wychudłych policzkach, z jednej strony zapadały się w bliznę, która zostanie już ze mną na zawsze. Nawet cerberos nie potrafił stworzyć idealnej kopii mojej dawnej skóry. Czułam pod opuszkami delikatne wgłębienie, zbyt gładką taflę odtworzonej części ciała. 

- Tess znów krzyczałaś i walałaś się po łóżku.  Następnym razem coś sobie złamiesz jak będziesz tak szaleć... a już na pewno zaplączesz się w prześcieradło i spadniesz na podłogę. - Tom patrzył na mnie jak na głupie dziecko, które nic nie rozumie - idź do jakiegoś psychiatry czy coś, bo ryczysz jak dziecko przez głupie koszmary.

- Znów śniło mi się to samo. Jesteś pewien, że to nie wydarzyło się naprawdę? Ja... nie pamiętam wszystkiego, może to jakiś rodzaj wspomnień, albo...

- Przestań. Po prostu zamknij się. Odwala Ci, prawie nic nie jesz. Odmawiasz wyjścia z pokoju, nie mamy nawet jak Cię przeprowadzić do rezydencji Zeusa, bo kopiesz i gryziesz, gdy ktoś do Ciebie podchodzi... Tess weź sie w garść, nie zabiłaś Hadesa.

- To dlaczego nie pozwalacie mi go zobaczyć! 

- BO NIE CHCESZ WYJSĆ Z WYRA!

- ON SAM TU MOŻE PRZYLEŹĆ!!!

Tom wydał z siebie przeciągły ryk wściekłości i rozczarowania. Niemal wbił sobie palce w oczodoły i stał tak, w bezpiecznej odległości od mojej pryczy. Wiedziałam jak bardzo jest zdenerwowany moim zachowaniem. Tłumaczyłam mu, że nie moge stąd wyjść i nie mogę nic jeść bo albo ktoś mnie zaatakuje, albo zostane otruta. Nie chciałam walczyć i wypluwać sobie żołądka więc ogłosiłam strajk i postanowiłam zostać w swojej małej przytulnej celi dopóki Hades osobiście się tu nie pojawi i udowodni mi, że żyje. Bo jeśli go zabiłam, to każdy w tym ośrodku dla popaprańców będzie chciał mnie wykończyć. Hades jest pupilkiem, ulubieńcem, idolem i gwiazdą Honolulu dla płatnych morderców. Ja zaś jestem tylko marnym pionkiem, który zdążył narobić sobie wielu wrogów. 

Tom zdjął palce z oczu i przyjrzał mi się z rezygnacją. Wyglądał szałowo z tymi wszystkimi tatuażami w iście gotyckiej stylizacji. Naprawdę doceniałam, że stroił sie na spotkania ze mną.

- Czy choć raz możesz nie zepsuć mi dnia? Od ponad miesiąca leżysz tu i pijesz kranówkę. Niszczysz się, bo ubzdurałaś sobie, że jestem debilem i nie umiem rozpoznać kiedy należy przerwać bitwę. Zatrzymałem Cię w czas. Jeszcze jedno kopnięcie, a Hadesowi nie pomógłby nawet pan Bozia. Przysięgam, że skurwiel leży sobie teraz na hamaczku w ośrodku, do którego usiłujemy Cię przenieść i korzysta z należnego urlopu, dlatego nie przyjdzie tu do Ciebie, żeby odtańczyć salse na środku pokoju... kapiszi?

Podszedł bliżej obserwując mnie. Czekał, aż się na niego rzucę, tak jak na wszystkich tych kretynów, których do mnie przysyłał. Włazili mi tu bez pukania, naruszali moją przestrzeń osobistą i oczekiwali, że bez słowa wyjaśnień za nimi popląsam? Niedoczekanie. Jednak Toma znałam. Jego nie chciałam atakować. Pozwoliłam mu usiąść obok i obetrzeć moje łzy. 

- Obiecujesz? 

- Obiecuje. Nie zabiłaś go. Byłaś blisko, ale pacan żyje i ma się dobrze. 

Pokiwałam głową i przez chwilę tak sobie po prostu trwaliśmy. On przeczesując palcami miejsca na których wędrowały łzy, ja siedziałam jak zasmarkany przedszkolak, patrząc na niego i udając że wcale nie jestem zawstydzona. 

- Strasznie schudłaś, czuje twoje kości pod palcami.

- Dieta kranówkowa. I Cerberowa. Polecam.

Zśmiał się cierpko, jakby nie do końca bawił go mój żart. Zatrzymał dłoń na moim podbrudku i delikatnie przyciągnął moją twarz do swojej. Jego usta były na wysokości mojego ucha, czułam powiew oddechu na szyi, gdy wyszeptał:

- Wstawaj śmierdzielu, przeprowadzamy się do pałacu Zeusa.

                                      ******

Byłam na siebie zła. Co ja sobie wyobrażałam.  Że buzi dostane? Eh... no trudno, czas sie pakować. Wrzucałam swoje rzeczy do jednej torby, nie było tego wiele. Gdyby ktoś nagrał mnie w tej celi jak układam swoje graty zostałabym uznana za minimalistkę... Cztery koszulki, długie i krótkie spodenki do biegania, dwa sportowe staniki i cztery pary babciogaci oraz skarpetek. Oto mój dobytek. Ponoć na miejscu dostane wszystko czego potrzebuje, ale nie zaryzykuje przeprowadzki bez moich ubrań. Co jak tam są tylko identyczne mundurki? O nie, nie, nie. Nie zostane klonem jak to upiorne niby rodzeństwo, które zaprowadziło mnie wtedy do klatki. 

Gdy wszystko było już gotowe stanęłam przed drzwiami do swojej celi i położyłam dłoń na klamce. Dalej się bałam mimo zapewnień Toma, że wszystko będzie w porządku.  

Nie powiedziałam mu tylko, że najbardziej boje się siebie. 

Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam klamkę. Wyszłam poza swoje małe śmierdzące terytorium i udałam się w stronę pokoju nauczycielskiego, gdzie czekała na mnie eskorta. Tom wyszedł po tym jak usiłowałam go spoliczkować. Bawiło go to. Ja go bawiłam. Zrobiłam się słaba bez jedzenia i Cerberosa. Pilnowałam by od ponad dwóch tygodni nikt mi nic nie podawał i oto efekty. Nie moge nawet klepnąć tego matoła w twarz. 

W pokoju czekał wysoki mężczyzna o smutnej twarzy. Nie przedstawił się nawet- tylko poinformował mnie, że będzie kierowcą pojazdu, którym przetransportuje mnie do rezydencji. Szliśmy i jechaliśmy w kompletnym milczeniu. Polubiłam go. Gdy samochód zatrzymał sie pod znaną mi już rezydencją, Bob (bo tak go nazwałam) otworzył mi drzwi i poczekał aż wysiądę. 

- Jesteśmy na miejscu, zaprowadzę Cię do komnaty, w której zamieszkasz.

I jak powiedział tak zrobił. Przeszliśmy przez ochroniarzy,  weryfilacje, przeszukania i inne cuda na kiju. Finalnie dotarliśmy do mojej komnaty, która okazała się być ogromnym wielopokojowym pomieszczeniem. Miałam prywatną łazienkę z wanną i prysznicem, sypialnię z ogromnym łóżkiem i pachnącą pościelą oraz garderobę wypełnioną ciuchami na każdą okazję.  Nawet był kombinezon z kewlarowymi wzmocnieniami. Byłam wzrouszona. I do zabijania i do tańcowania. Po salonie mogłam biegać i robić fikołki. Wysoki sufit- wielgachny metraż... ciekawe co muszę robić wzamian za te luksusy, bo... nikt mi tego nie wytłumaczył tak do końca. Skoro w głównej akademii są normalni ludzie i oni są wynajmowani po szkoleniu na płatnych morderców na całym świecie, to co dzieje sie z nami? Przez cerberosa walka ze mną jest wręcz nieuczciwa dla zwykłego śmiertelnika. 

Po co im my? 

Położyłam się na nowym łóżku i rozmyślałam nad tym pytaniem dopoki nie usłyszałam pukania do drzwi. Poczułam zapach jedzenia i pociekła mi ślinka. Podbiegłam do wejścia i otworzyłam je na oścież patrząc na lokaja z tacą jak na owieczkę. 

Jeśli się mnie przestraszył- nie okazał tego. Zaprezentował przygotowane dania wymieniając ich skomplikowane nazwy i podał mi je życząc smacznego. W takich warunkach szybko wróce do formy. Jadłam powoli i małymi porcjami. Wiedziałam, że nie moge sie poddać temu przerażającemu głodowi,  który mnie wykańczał. Wszystko smakowało nieziemsko i czułam się jak w niebie. Doszłam do wniosku, że dziś się już nic nie wydarzy. Nikt nie przychodził, nikt nie dzwonił na telefon, który znalazłam przy łóżku, (nie dało sie z niego dzwonić, mogłam tylko odbierać połączenia) a na dodatek drzwi do pokoju zostały zamknięte na klucz. Stałam się więźniem luksusowego apartamentu- na razie czułam sie z tym dobrze. Wzięłam długą pachnącą kąpiel w wannie i ubrałam jedną z piżam,  które wisiały w garderobie. Wprawdzie słońce jeszcze nie zaszło, ale po takiej ilosci jedenia i stresu- postanowiłam się zdrzemnąć.  

Nic mi się nie śniło. Jestem w szoku jak spokojna się stałam. Żadnych morderstw, pogoni, bólu... drzemka oczywiście zmieniła się w dziesięciogodzinny sen, przez co wstałam o jakiejś pojebanej godzinie. Spojrzałam na zegar- zbliżała się szósta. Kiedyś już bym biegała. Dziś czekał mnie tylko maraton gastronomiczny- albowiem ujrzałam na stole piękną tacę z cudowną górą maślanych rogalików i masą dodatków. Jadłam jak mały robocik, kęs po kęsie czując jak rosnę w siłę. Gdy już wywaliło mi górkę na brzuchu i poczułam się pełna- postanowiłam się poddać. Przegrałam ze śniadaniem, na talerzu zostały dwa rogaliki i trochę sałatki owocowej w śmietanie. 

Ciekawe, co dziś będę robić? Czekałam na kanapie z książką w ręce.  Nie szczególnie mnie interesowała, ale pozwalała zabić czas. Czy w tej rezydencji cokolwiek się dzieje? 

Usłyszałam szmer i głosy na korytarzu. Były coraz bliżej mojego pokoju. Rozmowy przerodziły się w kłótnie i wreszcie- kroki zatrzymały się pod moimi drzwiami, które ktoś otworzył z impetem.

-... i mówię Ci, że ona zgodziła się na to wszystko jak była jeszcze w szoku po walce. To nie powinno sie w ogóle liczyć! - Hades szedł za Zeusem i skamlał swoją litanię dalej- dlaczego w ogóle pozwoliliście jej tu wejść to wariatka!

- Sklej jadaczkę, patrz jaka jest zdziwiona - Zeus, ten mały tłusty dzieciak maszerował dziarskim jak na walenia krokiem- cześć Tess, kope lat, wyglądasz koszmarnie, ale już nie cuchniesz więc postanowiłem Cię odwiedzić. 

- Witam w moich skromnych progach, Hades jak pięknie dziś wyglądasz, do twarzy Ci ze zrośniętą czaszką! - uśmiechnęłam się, autentycznie szczęśliwa,  że moje poczucie humoru wróciło. Dość już dziczenia w wyrze.

-Widzisz? -powiedział Zeus do Hadesa- wygląda marnie, ale to dalej nasza Tess, manier się nie nauczyła, a teraz wyjdź stąd muszę zamienić kilka słów z tym kościotrupkiem. 

Hades spojrzał na mnie z furią w oczach i wyszedł. Trzasną drzwiami jak zdenerwowany nastolatek. 

- Tess, ajajaj co to było za starcie! Brawo. Jestem dumny. Tuż po walce objecałaś mi dozgonne posłuszeństwo i obiecałaś przyjechać jak tylko sie wyliżesz.  Długo czekałem słyszałem, że oszalałaś... ale nie ważne- jesteś. Bardzo dobrze, bo mam dla Ciebie małe zadanko. Dopiero zacznie się prawdziwa zabawa! - zaklaskał podekscytowany- zobaczysz po co was tworzymy i oh, mam wrażenie, że Ci się to spodoba. 

- Powiesz mi teraz czyyy... mam zgadywać? 

- Wszystkiego sie dowiesz w swoim czasie słonko. Na razie musisz dużo jeść i odzyskać pełnie sił. Przed snem będziesz dostawać dawkę cerberosa i za tydzień będiesz jak nowa. Wtedy pójdziesz z Tomem na misje, którą musimy wypełnić już od jakiegoś czasu. On Cię wszystkiego nauczy!

Zeusowi świeciły się oczka ze szczęścia. Już wiedziałam, że będzie źle. Skoro widok Hadesa katującego te wielkie hybrydy go nudził... to co mogło go tak cieszyć? 

2 komentarze:

  1. Faaajne. Tylko zastanawia mnie czemu wszyscy uzywaja uroczych zdrobnień jak 'słoneczko' :p
    Masz też 2 literówki ;)
    Super, czekam na kolejnego posta, co to będzie za zadanie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrobnienia są bardzo sarkastyczne i dość irytujące ot dlaczego :D

    OdpowiedzUsuń

Byłoby miło, jakbyś, no wiesz, coś napisał :v tak z serca :v