Nie mogę się powstrzymać od cienia uśmiechu, gdy wspominam dzień mojej nieudanej wycieczki do więzienia. Siedziałam w wozie pancernym, skuta łańcuchami, otoczona przez policjantów, którzy mieli wymalowaną odrazę na twarzy. Nikt nic nie mówił, ciszę przerywało jedynie chrobotanie podwozia na wybojach. Ja już opanowana, poważnie przestraszona i zagubiona jak jeszcze nigdy, oczekiwałam na najgorsze.
Gdy byliśmy w połowie trasy samochód nagle się zatrzymał. Policjanci poderwali się z miejsc i położyli ręce na kaburach pistoletów w oczekiwaniu na rozwój sytuacji.
- Ian, co tam się dzieje, czemu stoimy?! - wrzasnął jeden z nich.
Jednak Ian, kierowca, milczał. Wszyscy byli coraz bardziej spięci, jeden z moich nadzorców próbował dostać się do szoferki, jednak jego starania przerwało coś, czego nikt się nie spodziewał.
Numero uno włożył swoją głowę do okienka, które było jedynym połączeniem mojej kabiny z przednią częścią samochodu. Nie zdążył powiedzieć nawet słowa- jego głowa z głośnym plaśnięciem potoczyła się na podłogę, a reszta ciała upadła mi niemalże pod nogi. Ian zapewne nie żył, policjant numer jeden- z pewnością własnie zakończył swoją służbę.
Policjant numer dwa wyciągną pistolet i przyszykował się do obrony. Stanął do mnie plecami i mierzył w przeciwnym kierunku, krzycząc jakieś niezrozumiałe rozkazy. Makabryczny widok coś we mnie poruszył- uświadomiłam sobie, że nie chcę skończyć jak ten wykrwawiający się worek mięsa pod moimi nogami. Musiałam coś zrobić.
Jak zahipnotyzowana, zacisnęłam łańcuchy spajające moje nadgarstki na jego szyi.
Numer dwa walczył dzielnie, miałam przewagę zaskoczenia, nie miałam zamiaru mu odpuścić. Na filmach to zawsze wygląda tak prosto, gdy ofiara ma coraz mniej tlenu to staje się pasywna, poddaje się, nie walczy... Gówno prawda. Im bliżej śmierci, tym bardziej się stawia. Po dwóch minutach zmagań, wrzasków, charknięć i turlania się po podłodze- udało mi się zabić numer dwa.
Zabrałam mu kluczyki, rozpięłam kajdanki i zaczęłam szukać jego broni. Upuścił ją podczas naszych zmagań, leżała pod ławą na której wcześniej siedziałam. Sprawdziłam ile naboi jest w magazynku (zaledwie cztery) i stanęłam twarzą do drzwi wyjściowych.
Ktoś od jakiegoś czasu nimi szarpał, jakby próbował się do mnie dostać.
- Drugi strażnik też nie żyje, więc proszę nie strzelajcie do środka! - Nie miałam zamiaru umierać. Nie miałam też zamiaru jechać do więzienia. Liczyłam na przyłączenie się do ludzi, którzy napadli na wóz. - Rzucę Wam kluczyki do szoferki, będzie łatwiej otworzyć drzwi!
- Okey, ale bez gwałtownych ruchów, rozumiemy się?! Jak otworzymy drzwi masz siedzieć na środku, broń połóż pod drzwiami i nie próbuj nas wyruchać, bo mamy znaczną przewagę złotko!
Wykonałam wszystkie polecenia, tym razem, przy pomocy klucza- oprawcy dostali się do środka ciężarówki. Nie zdążyłam nawet słowa powiedzieć! Worek na głowę, wiązanie, co tam się działo, uwierzcie mi- dawno nie czułam się tak sponiewierana i upokorzona.
- Zamknij się i nie utrudniaj. Nic Ci się nie stanie jeśli będziesz grzeczną dziewczynką.
JASNE. Oczywiście, ale o co chodzi?!Czemu zamiast mi coś wyjaśnić najzwyczajniej w świecie mnie porywają?! Oczywiście skoro nikt nie raczył mi nic uzmysłowić- darłam się, wierzgałam, kopałam, piszczałam i próbowałam gryźć przez worek- co przyniosło jeden skutek.
Zostałam zdzielona kijem przez łeb...
I żegnamy się z rzeczywistością, zemdlałam, urwał mi się film, byłam jak szmaciana lalka w ich podejrzanych łapach.
Minęło sporo czasu, nim ocknęłam się z potwornym bólem głowy. Siedziałam na krześle, pośrodku ogromnej sali wypełnionej po brzegi podejrzanymi ludźmi. Każdy był uzbrojony i ubrany jak na potańcówkę harleyowców. "Po prostu fantastycznie"- pomyślałam- "Mam przesrane, już mogę zacząć zmawiać ostatni paciorek..."
- Czy ktoś wyjmie jej knebel z gęby nim zaślini się na śmierć?- powiedział ktoś z tłumu.
Podeszła do mnie ogromna kobieta, która spokojnie mogłaby położyć na rękę Puszkara w szczytowej formie. Dość brutalnie wyjęła mi z "gęby" knebel i rzuciła nim o ziemię. Oblizałam się i podziękowałam jej skinieniem głowy, na co prychnęła i wróciła na swoje miejsce.
Wszyscy rozstąpili się jak morze czerwone przed jednym z facetów. Był wysoki, postawny, miał minę jakby wszyscy poza nim na świecie nie znaczyli absolutnie nic i, co zaskakujące, był ubrany w garnitur.
Jak nic szef całej tej barwnej zbieraniny.
- Panno... Tess? Mogę się do Pani zwracać po imieniu?
- Czemu nie, panie...?
- Oh, gdzie moje maniery, nazywam się Hades, witamy w piekle - uśmiechnął się jak gwiazda reklamy pasty do zębów i jakby w oczekiwaniu na oklaski i śmiech przekrzywił lekko głowę. Oczywiście wszyscy się zaśmiali, ah, jakiż on wyluzowany i zabawny, boki zrywać normalnie...- Mam nadzieję, że siedzisz wygodnie, chcieliśmy uniknąć uszkodzenia Cię w trakcie podróży, niestety słyszałem, że stawiałaś jawny opór, który moi ludzie musieli zdusić w zarodku. Mam nadzieję, że nam wybaczysz, to koszmarny początek znajomości.
- Nic mi nie jest, tylko głowa mnie boli. Właściwie mam kilka...
- Faaaantastycznie, skoro nic Ci nie jest to mogę przejść do rzeczy. Gówno mnie obchodzi co sobie teraz myślisz, naprawdę. Nie zadawaj pytań, daj mi skończyć, ja przedstawię Ci cała Twoją obecną sytuację w pigułce, a Ty grzecznie mnie wysłuchasz.
- Mam...
-... Się zamknąć i dać mi skończyć, tak. Zostałaś tu przyprowadzona, bo nie było nam na rękę by tracić następną dobrą osobę w więzieniu, z którego ciężej się Was porywa. Jak widzisz wszyscy moi towarzysze wyglądają jak nieokrzesane małpy z bronią w ręku, zaklinam się na Boga w niebie, że do nich dołączysz. Nazywasz się Tess, masz dwadzieścia jeden lat, zamordowałaś szesnaście osób z zimną krwią, jesteś doszczętnie spłukana i masz przejebane. Poza tymi murami każdy policjant na świecie właśnie dostaje list gończy z Twoją uroczą buźką i dopiskiem, że bezzwłocznie należy Cie unicestwić bez zadawania pytań. - klasnął w dłonie i rozejrzał się dookoła - Czy na razie się nie pomyliłem?
- Wszystko ok, tylko...
- Wyśmienicie. Widzisz, jesteśmy taką małą organizacją, niemal jak rodzina, powaga. Zajmujemy się werbowaniem takich uroczych małych dziewczynek jak Ty i szkoleniem ich w byciu odrobinę mniej uroczymi obiektami, zdolnymi zabić wszystko co się rusza, począwszy od staruszków, skończywszy na niemowlakach w kołyskach. Dotarło? Oferujemy Ci pracę, dobrze płatną, cholernie niebezpieczną pracę, której musisz się podjąć, albo podrzucimy Cię na komisariat i tam się Tobą zajmą. Znów pojedziesz pancernym samochodem do więzienia, tym razem bez przeszkód, a tam do woli będziesz mogła dawać dupy niewyżytym lesbijkom pod prysznicem i wyposzczonym strażnikom w ich pokojach. Może nawet zrobią Ci jakiś śliczny tatuaż na twarzy tuszem od długopisu. Masz dobę na przemyślenie mojej szczodrej oferty. Dobę panno Tess. Czy wyraziłem się jasno?
Miałam w tym momencie dwie potrzeby. Wrzaśnięcia na tego buca i zabicia go gołymi rękoma. Ale coś w nim budziło moją grozę. Postanowiłam więc nikogo nie denerwować, wybadam teren, a dopiero potem poderżnę mu gardło za przerywanie mi i olewanie każdej mojej próby cywilizowanej komunikacji.
- Jasno i klarownie panie Hades - uśmiechnęłam się jak wioskowy przygłup - wprost nie mogę się doczekać tego szkolenia.
Spojrzał na mnie bez cienia emocji i skiną głową. Dwóch dryblasów przecięło liny pętające moje nadgarstki i nogi. Chwiejnie wstałam, czując jak moja głowa wiruje na wszystkie strony. Oparłam się o jednego z moich wybawców i spojrzałam w miejsce w którym jeszcze przed chwilą stał Hades.
Jego jednak już tam nie było.
Gdy byliśmy w połowie trasy samochód nagle się zatrzymał. Policjanci poderwali się z miejsc i położyli ręce na kaburach pistoletów w oczekiwaniu na rozwój sytuacji.
- Ian, co tam się dzieje, czemu stoimy?! - wrzasnął jeden z nich.
Jednak Ian, kierowca, milczał. Wszyscy byli coraz bardziej spięci, jeden z moich nadzorców próbował dostać się do szoferki, jednak jego starania przerwało coś, czego nikt się nie spodziewał.
Numero uno włożył swoją głowę do okienka, które było jedynym połączeniem mojej kabiny z przednią częścią samochodu. Nie zdążył powiedzieć nawet słowa- jego głowa z głośnym plaśnięciem potoczyła się na podłogę, a reszta ciała upadła mi niemalże pod nogi. Ian zapewne nie żył, policjant numer jeden- z pewnością własnie zakończył swoją służbę.
Policjant numer dwa wyciągną pistolet i przyszykował się do obrony. Stanął do mnie plecami i mierzył w przeciwnym kierunku, krzycząc jakieś niezrozumiałe rozkazy. Makabryczny widok coś we mnie poruszył- uświadomiłam sobie, że nie chcę skończyć jak ten wykrwawiający się worek mięsa pod moimi nogami. Musiałam coś zrobić.
Jak zahipnotyzowana, zacisnęłam łańcuchy spajające moje nadgarstki na jego szyi.
Numer dwa walczył dzielnie, miałam przewagę zaskoczenia, nie miałam zamiaru mu odpuścić. Na filmach to zawsze wygląda tak prosto, gdy ofiara ma coraz mniej tlenu to staje się pasywna, poddaje się, nie walczy... Gówno prawda. Im bliżej śmierci, tym bardziej się stawia. Po dwóch minutach zmagań, wrzasków, charknięć i turlania się po podłodze- udało mi się zabić numer dwa.
Zabrałam mu kluczyki, rozpięłam kajdanki i zaczęłam szukać jego broni. Upuścił ją podczas naszych zmagań, leżała pod ławą na której wcześniej siedziałam. Sprawdziłam ile naboi jest w magazynku (zaledwie cztery) i stanęłam twarzą do drzwi wyjściowych.
Ktoś od jakiegoś czasu nimi szarpał, jakby próbował się do mnie dostać.
- Drugi strażnik też nie żyje, więc proszę nie strzelajcie do środka! - Nie miałam zamiaru umierać. Nie miałam też zamiaru jechać do więzienia. Liczyłam na przyłączenie się do ludzi, którzy napadli na wóz. - Rzucę Wam kluczyki do szoferki, będzie łatwiej otworzyć drzwi!
- Okey, ale bez gwałtownych ruchów, rozumiemy się?! Jak otworzymy drzwi masz siedzieć na środku, broń połóż pod drzwiami i nie próbuj nas wyruchać, bo mamy znaczną przewagę złotko!
Wykonałam wszystkie polecenia, tym razem, przy pomocy klucza- oprawcy dostali się do środka ciężarówki. Nie zdążyłam nawet słowa powiedzieć! Worek na głowę, wiązanie, co tam się działo, uwierzcie mi- dawno nie czułam się tak sponiewierana i upokorzona.
- Zamknij się i nie utrudniaj. Nic Ci się nie stanie jeśli będziesz grzeczną dziewczynką.
JASNE. Oczywiście, ale o co chodzi?!Czemu zamiast mi coś wyjaśnić najzwyczajniej w świecie mnie porywają?! Oczywiście skoro nikt nie raczył mi nic uzmysłowić- darłam się, wierzgałam, kopałam, piszczałam i próbowałam gryźć przez worek- co przyniosło jeden skutek.
Zostałam zdzielona kijem przez łeb...
I żegnamy się z rzeczywistością, zemdlałam, urwał mi się film, byłam jak szmaciana lalka w ich podejrzanych łapach.
Minęło sporo czasu, nim ocknęłam się z potwornym bólem głowy. Siedziałam na krześle, pośrodku ogromnej sali wypełnionej po brzegi podejrzanymi ludźmi. Każdy był uzbrojony i ubrany jak na potańcówkę harleyowców. "Po prostu fantastycznie"- pomyślałam- "Mam przesrane, już mogę zacząć zmawiać ostatni paciorek..."
- Czy ktoś wyjmie jej knebel z gęby nim zaślini się na śmierć?- powiedział ktoś z tłumu.
Podeszła do mnie ogromna kobieta, która spokojnie mogłaby położyć na rękę Puszkara w szczytowej formie. Dość brutalnie wyjęła mi z "gęby" knebel i rzuciła nim o ziemię. Oblizałam się i podziękowałam jej skinieniem głowy, na co prychnęła i wróciła na swoje miejsce.
Wszyscy rozstąpili się jak morze czerwone przed jednym z facetów. Był wysoki, postawny, miał minę jakby wszyscy poza nim na świecie nie znaczyli absolutnie nic i, co zaskakujące, był ubrany w garnitur.
Jak nic szef całej tej barwnej zbieraniny.
- Panno... Tess? Mogę się do Pani zwracać po imieniu?
- Czemu nie, panie...?
- Oh, gdzie moje maniery, nazywam się Hades, witamy w piekle - uśmiechnął się jak gwiazda reklamy pasty do zębów i jakby w oczekiwaniu na oklaski i śmiech przekrzywił lekko głowę. Oczywiście wszyscy się zaśmiali, ah, jakiż on wyluzowany i zabawny, boki zrywać normalnie...- Mam nadzieję, że siedzisz wygodnie, chcieliśmy uniknąć uszkodzenia Cię w trakcie podróży, niestety słyszałem, że stawiałaś jawny opór, który moi ludzie musieli zdusić w zarodku. Mam nadzieję, że nam wybaczysz, to koszmarny początek znajomości.
- Nic mi nie jest, tylko głowa mnie boli. Właściwie mam kilka...
- Faaaantastycznie, skoro nic Ci nie jest to mogę przejść do rzeczy. Gówno mnie obchodzi co sobie teraz myślisz, naprawdę. Nie zadawaj pytań, daj mi skończyć, ja przedstawię Ci cała Twoją obecną sytuację w pigułce, a Ty grzecznie mnie wysłuchasz.
- Mam...
-... Się zamknąć i dać mi skończyć, tak. Zostałaś tu przyprowadzona, bo nie było nam na rękę by tracić następną dobrą osobę w więzieniu, z którego ciężej się Was porywa. Jak widzisz wszyscy moi towarzysze wyglądają jak nieokrzesane małpy z bronią w ręku, zaklinam się na Boga w niebie, że do nich dołączysz. Nazywasz się Tess, masz dwadzieścia jeden lat, zamordowałaś szesnaście osób z zimną krwią, jesteś doszczętnie spłukana i masz przejebane. Poza tymi murami każdy policjant na świecie właśnie dostaje list gończy z Twoją uroczą buźką i dopiskiem, że bezzwłocznie należy Cie unicestwić bez zadawania pytań. - klasnął w dłonie i rozejrzał się dookoła - Czy na razie się nie pomyliłem?
- Wszystko ok, tylko...
- Wyśmienicie. Widzisz, jesteśmy taką małą organizacją, niemal jak rodzina, powaga. Zajmujemy się werbowaniem takich uroczych małych dziewczynek jak Ty i szkoleniem ich w byciu odrobinę mniej uroczymi obiektami, zdolnymi zabić wszystko co się rusza, począwszy od staruszków, skończywszy na niemowlakach w kołyskach. Dotarło? Oferujemy Ci pracę, dobrze płatną, cholernie niebezpieczną pracę, której musisz się podjąć, albo podrzucimy Cię na komisariat i tam się Tobą zajmą. Znów pojedziesz pancernym samochodem do więzienia, tym razem bez przeszkód, a tam do woli będziesz mogła dawać dupy niewyżytym lesbijkom pod prysznicem i wyposzczonym strażnikom w ich pokojach. Może nawet zrobią Ci jakiś śliczny tatuaż na twarzy tuszem od długopisu. Masz dobę na przemyślenie mojej szczodrej oferty. Dobę panno Tess. Czy wyraziłem się jasno?
Miałam w tym momencie dwie potrzeby. Wrzaśnięcia na tego buca i zabicia go gołymi rękoma. Ale coś w nim budziło moją grozę. Postanowiłam więc nikogo nie denerwować, wybadam teren, a dopiero potem poderżnę mu gardło za przerywanie mi i olewanie każdej mojej próby cywilizowanej komunikacji.
- Jasno i klarownie panie Hades - uśmiechnęłam się jak wioskowy przygłup - wprost nie mogę się doczekać tego szkolenia.
Spojrzał na mnie bez cienia emocji i skiną głową. Dwóch dryblasów przecięło liny pętające moje nadgarstki i nogi. Chwiejnie wstałam, czując jak moja głowa wiruje na wszystkie strony. Oparłam się o jednego z moich wybawców i spojrzałam w miejsce w którym jeszcze przed chwilą stał Hades.
Jego jednak już tam nie było.
Katarzyno, wiesz, że kocham Twoje opowiadania i poprawiam Twoja książkę. Widzę w tym potencjał, ale... PAMIĘTAJ ZE NA JUTRO CHCE NOWY ROZDZIAŁ KSIĄŻKI, DOTARŁO?! A co do opowiadania, jestem fanem, zakochałem się, chodź na szluga stoję pod Twoja braną xD
OdpowiedzUsuń*Bramą
UsuńNo nieźle Kaś, widzę że masz wenę :) Paweł sklej pizde z tym rozdziałem, dziewczyna ma remont na głowie xD
OdpowiedzUsuńOpowiadanie miodzio, czekam na dalsze rozdziały ;)
Paweł, dzięki? xD Już idę na szluga, Shandi słońce, wróciłaś do Polszy? Dziękuję Wam za szybką reakcję na moją prośbę o opinię xD
OdpowiedzUsuńKlimat jest zajebisty! Ale błagam, nie skazuj na takie katusze, że rozdziały są krótkie :'( Daj nacieszyć czytelniczy głód. Czekam na rozwój wydarzeń(*˘︶˘*)
OdpowiedzUsuńP.S. Nie krępuj się, jakbyś dodała odrobinę więcej przymiotników do każdej "obrzydliwej" sceny, mile połechtałabyś maleńkiego niespełnionego mordercę, gdzieś tam w środku ( ^ω^)
Mam dziwną tendencję do znęcania się nad ludźmi i ukrócania rozdziałów xD Ale postaram się pisać dłuższe :3 Dziękuję :D I, Kitsune, ja czekam na kontynuację Twojej wesołej twórczości od 2014 roku ,kto ma gorzej ;-;
UsuńPrzeczytałem to już "chwilę" temu i trochę mi umknęło xD
OdpowiedzUsuńale tak czy siak "z serca" - Część pierwsza 'miód malina' aż przypomniał mi się jeden fajny film, którego nazwy nie pamiętam i pomyślałem sobie, że to będzie równie świetna rzecz, a wiem na co Cię stać :D, aż tu trzeba przejść do części drugiej i... może to normalne ale uśmiech od ucha do ucha lekko oklapł; trzyma poziom, dalej "czekam na więcej" ale (ehh źle mi się piszę w tak małym oknie) błędów nie zabrakło, nie pamiętam gdzie to było ale coś tam, gdzieś tam było nie tak,a może mi się zdawało?
Kurcze, poszukam tych błędów, ja naprawdę potrzebuje niani która będzie mnie bić po głowie za każde potknięcie więc nie krepuj się ;-;
Usuń