wtorek, 20 września 2016

Bad dream

   Śniący nie może umrzeć, jeśli to się stanie, śniący nigdy się nie obudzi.
Kłamstwo. Właśnie umarłam we śnie co najmniej pięć razy, nie wiem, straciłam rachubę. Byłam na polu bitwy, wszędzie latali ludzie z karabinami, na ziemi walały się trupy, pourywane kończyny, serpentyny wnętrzności...
   A ja miałam w ręku tylko nóż kuchenny. A oni wszyscy polowali na mnie.
   W głowie dudniła mi nazwa prochów. Cerberos. CErberos. CERberos. CERBeros. CERBEros. CERBERos. CERBEROs. CEERBEROOOS.
    Wstałam o piątej rano.
    Podeszłam do lustra i umyłam twarz. Spojrzałam na swoje odbicie, nawet jednego siniaka nie miałam, nawet pół opuchlizny, oczy zdrowe jak jeszcze nigdy. Reszta ciała sprawna, żebra nie połamane, szczęka na miejscu.
    Wyszłam z celi nie ubierając się.
    W samych gaciach i topie biegłam do pokojów nauczycieli i instruktorów. Obszerne dobrze wyposażone pokoje wyglądały jak apartamenty z gazetek. musiałam znaleźć ten z numerem pięć.
     Otworzyłam drzwi bez pukania. Wparowałam do środka jak huragan. Chwyciłam go za kark i wywlokłam na plac. Był ubrany tylko w jakieś wyświechtane bokserki. Rzuciłam nim o hydrant mimo głośnych protestów i wierzgania. Wrzasną z bólu i skulił się, błagając bym nie robiła mu krzywdy. Poczułam gniew, wielką falę, która zalewała mnie od środka, przestałam nad sobą panować, wszystko przykryła czerń. Warknęłam. Uniosłam zaciśniętą pięść i zaczęłam go bić. Zobaczyłam krew na knykciach. Kucałam w kałuży jego moczu. Już nie krzyczał. Wydawał z siebie ciche dźwięki, pełne bólu, zupełnie jak katowane zwierze.
     Ktoś złapał mnie za nadgarstki i odciągną. Odskoczyłam do tyłu i z całych sił przygniotłam swoim ciężarem tą osobę. Wytrącony z równowagi mężczyzna upadł na plecy i klnąc obrócił mnie do siebie twarzą. Drapałam go po rękach, gdy próbował ponownie mnie unieruchomić. Coś krzyczał, bardzo niewyraźnie, coś jakby....
     - TESS! USPOKÓJ SIĘ!- Znieruchomiałam.
     Mrugnęłam kilka razy, czerń zasłaniająca moje oczy znikła. Leżałam na ziemi, nade mną klęczał Hades. Przyglądał mi się ze zgrozą.
     - Już? Przeszło Ci?- Nie odpowiadałam - Pytam czy Ci przeszło!?- zdzielił mnie otwartą dłonią w policzek - Tess!
     - Czemu mnie bijesz?
     Zaczęłam ponownie się nakręcać, zupełnie jakby ktoś wymienił mi baterie. Podwinęłam nogi i oparłam stopy na jego brzuchu. Kopnęłam z całej siły, przekoziołkował nade mną i upadł na plecy z głośnym jękiem. Szybko wskoczyłam na niego i założyłam dźwignię na prawej ręce mojego nowego nowego przeciwnika. Przebłysk. Przypomniałam sobie po co wyszłam z celi.
    - Hades, spójrz na mnie. - obróciłam go możliwie najbrutalniej tak, by patrzył prosto na mnie - Widzisz to? Złamania, obicia, otarcia, siniaki... Widzisz moje oko? Jeszcze wczoraj było całe czerwone i nic na nie nie widziałam. Wytłumacz mi czemu teraz wyglądam tak, a nie jak żałosna kupka nieszczęścia.
    Rano zobaczyłam w lustrze zdrową silną kobietę, nieskazitelnie urodziwą. Nawet moje włosy wyglądały lepiej.
    - Co mi podaliście jak spałam.
    - Nie wiem o czym... - Złamałam mu nadgarstek jednym ruchem ręki - Aggghhh... Ty suko...
    - Zadałam pytanie. Odpowiadaj.
    - Nic Ci nie podaliśmy, więc mogłabyś... - ujęłam jego głowę w dłonie i przyłożyłam nią o posadzkę kilka razy. Zemdlał.
    Wstałam i skierowałam swą ciekawość na osobę którą zmasakrowałam. Pielęgniarz, od którego regularnie maniłam leki przeciwbólowe, plastry i maści leżał w kałuży swoich szczyn. Sądząc po urywanych ruchach klatki piersiowej- żył.
    - Ej, podawałeś mi coś w nocy?- Nie reagował, chyba był dalej nieprzytomny. Nadepnęłam na jego dłoń, w której miał złamany palec - Ooo obudziła się dzidzia. Pytam czy  podawaliście mi coś w nocy. Lepiej mów prawdę albo nogi Ci z dupy powyrywam. I mówię tu całkiem poważnie.
     Szacował czy jestem zdolna do wyrwania mu nóg. Widziałam to w oczach tego skurwysyna. Płakał z bólu i pluł krwią, ale zrozumiałam co tam sobie mruczał pod nosem.
    - Dostałaś... tylko trochę... większą dawkę niż... zwyk khe khe khe... zwykle.
    Niż zwykle. Czyli nie dali mi tego tylko w biurze. Dostawałam to gówno regularnie.
    Olałam pielęgniarza, który zaczął prosić mnie o pomoc. Tym razem to Hadesa podniosłam za kark i zaczęłam go tachać do swojej celi. Dalej był nieprzytomny. Posadziłam go więc na swoim łóżku i związałam sznurówkami ze wszystkich moich par butów, a trochę ich było.
    Zdzieliłam go tak jak on mnie. Nic. Żadnej reakcji. Przeszukałam jego kieszenie i znalazłam zestaw napełnionych strzykawek. Wyjęłam jedną i bez zastanowienia wbiłam ją w szyję Hadesa. Drgną, następnie otworzył szeroko oczy i rozchylił usta w niemym krzyku. Jego źrenice przysłaniały całą tęczówkę, wyglądał jak zastygły w przerażeniu posąg...
     - Obudzony?
     - Ocipiałaś do reszty?! - Na moich oczach jego odrobinkę wgnieciona czaszka wróciła do bardziej zdrowego kształtu - Całą dawkę prosto w szyję, chciałaś żebym padł z przedawkowania? Odsuń się na moment.
      Zrobiłam co kazał. Nie wiem czemu.
      Mógł dzięki temu spokojnie rozerwać dwadzieścia par sznurówek które szczelnie zawiązałam na potrójne supełki dookoła jego szczupłych nadgarstków...
      - W tych strzykawkach jest Cerberos?
      - Tak- powiedział rozmasowując nadgarstki - I dla ścisłości, w jednej jest dawka która mogłaby zabić na miejscu osobę nieprzystosowaną do regularnego zażywania. Więc nawet nie myśl o użyciu.
       - Jak długo to dostaje? Nie rób takiej miny, pielęgniarz tarzał się we własnych fekaliach ze strachu, wyśpiewał mi wszystko. Że dostałam w nocy więcej niż zwykle. Zwykle- to słowo informuje o tym, że dostaje to regularnie. Sądząc po moich codziennych rześkich pobudkach, gdy jestem pełna energii i siły na trening- wnioskuje...
       - Skończ z tą dedukcją. Tak, dobra, wygrałaś, dostajesz to od kilku tygodni dzień w dzień, odkąd jesteś w ośrodku, podajemy Ci lek dożylnie w nocy. Zadowolona? Co Ci z tej informacji?
       Wbiłam sobie strzykawkę w udo i wstrzyknęłam połowę zawartości ampułki do organizmu. Poczułam jak serce przyspiesza, jak nastawia się wybity palec w prawej ręce, wszystkie starte knykcie się regenerują... Czad.
     - To tak zawsze? Mam teraz niby więcej siły? - Podeszłam do Hadesa i uścisnęłam jego wyciągniętą dłoń, jednocześnie łamiąc mu kilka kości paliczkowych na dzień dobry - Hahaha, niezłe, podoba mi się.
     Hades nawet się nie skrzywił, w ułamku sekundy jego obrażenia znikły. Dłoń nówka sztuka, nie śmigana....
      - Skończyłaś się bawić?
      - W sumie... Tak :) A teraz chce pogadać z jakąś grubą rybą o moim przeniesieniu ze szkolenia dla Świeżaków.  Chce wejść na inny poziom Hades. I nie rób mnie w chuja, że niby nie mogę.

                                                                 *******
 
     Siedziałam na krześle. Bardzo drogim krześle. Nie byłam już tak pewna siebie i wyszczekana.
Nade mną, pode mną, dookoła mnie... Wszędzie pływały rekiny. Za szybką. Grubą szybką. Kurewsko wielkie bestie wszędzie. Nienawidziłam czuć się osaczona. A kryształowe krzesło na którym mnie posadzono, nie budowało mojej pewności siebie. Wręcz przeciwnie.
     Czekam już od godziny, pomyślałam, że chcielibyście o tym wiedzieć.
    Czekam na takiego jednego typka, w sumie ponoć fajny gość. Nazywa się Zeus (powaga, cała ta organizacja leci sobie w kulki z mitologią chyba) trzyma w szachu niemal cały świat. Śpi na fosie, myje się forsą, zapewne nią szcza i sra codziennie rano, po tym jak już umyje się w deszczu diamentów... Ogółem mówiąc, bogaty, wpływowy człowiek.
    A ja, taka nic nie znacząca Tess, siedzę sobie tutaj i czekam aż raczy zejść i zamieni ze mną słówko albo dwa. Zależy na ile słówek znajdzie czas.
     Stukałam paznokciami o oparcie. Bo to odprężające. Dopóki sto kamer nie zwróciło się w moją stronę. Dopóki na moim ciele nie znalazło się sto laserów, dzięki którym działka uprzejmie informowały mnie, że jeszcze jedno drgnięcie, a nie zostanie ze mnie nawet skalp...
     Kocham tą siedzibę.
     Całym moim serduszkiem.
     - Panno Tess. - A oto lokaj rodu pojebów. Niech zgadnę. Hermes. Dam sobie głowę uciąć że tak nazwali tego dupka. Albo Sebastian. - Czy mogłaby Pani udać się za mną? Systemy alarmowe zostały już wyłączone dla Pani.
     - Jak się nazywasz? - Musiałam to wiedzieć.
     - Mój ród od pokoleń służy rodzinie Zeusa. Mamy przyjemność zwać się jego Hermesami.
     Żartujecie sobie ze mnie.
     Szliśmy korytarzem, wzdłuż którego błyskotliwy projektant wnętrz- w przepływie pasji i natchnienia- powiesił obrazy, oprawione w wysadzane drogimi kamieniami ramy. Portrety przedstawiały ponurych mężczyzn, podobnych z wyglądu, wszyscy byli w mniej więcej tym samym wieku. Fajnie. Trzydzieści jakże oryginalnych bohomazów. Właśnie na to wydałabym swoją fortunę. Oczywiście.
     - Musi pani jeszcze chwileczkę poczekać przed drzwiami. Za chwilkę panią poproszę do środka.
     Drzwi. Dobrze dobrane słowo. Dobrze ze nie powiedział "drzwiczkami"- wtedy mogłabym nie wytrzymać i zaczęłabym się śmiać, a mam poważne wątpliwości czy tutejszy alarm nie włącza się na dźwięk bardziej wesoły od monotonnego głosu Hermesa...
     To były jebutne wrota. Portal. W życiu nie widziałam tak wielkich drzwi.
     Znów godzina czekania.
     A potem, uśmiechnięty Hermes zapraszający mnie do środka.
     I jeden z większych wstrząsów mojego życia.
 





poniedziałek, 19 września 2016

Cerberos


    Zrozumiałam, że pokorne ciele dwie matki ssie. Plotki rozchodzą się tu szybciej niż w najmniejszej wsi. Mogłam go ładnie przeprosić, powiedzieć "no rzeczywiście mój błąd będę grzeczna będę pana słuchać" ale nieeee... musiałam się z nim lać...
    Więc teraz muszę przyjmować wyzwania.
    - Garda mordeczko, gardaaa!
    Nie zdążyłam. Moment rozproszenia i leże na glebie. Twarzą w błocie, obolała po czterech poprzednich sierpowych na twarz.
    Witam ponownie, oto ja, Tess, obecnie ledwo przytomna. "Jakie wyzwania Panno Tess"- spytacie! A ja Wam odpowiem- "Banda napalonych na walkę skurwieli postanowiła mi pokazać, że nie będę bić ich ukochanego nauczyciela, który jest przecież niemalże szefem całej tej barwnej organizacji zrzeszającej samych napalonych do walki chorych psychicznie zabójców .-." Dokładnie.
   Nie wstawałam. Leżałam mordą w błocie z rozbawieniem obserwując jak krew miesza się z rozpaćkanym piachem. Jest super, naprawdę właśnie o tym marzyłam, by codziennie dostawać po mordzie, by nie móc odpocząć w żadnej części dnia, by spać po siedem godzin, jeść papkę pełną witamin albo owsianki i jogurciki, bo mamy być perfekto i fit i sprawni i w ogóle fantastyczni...
    Mam kurwa dość więc tak sobie poleżę, pośmieje się i zacznę bredzić głupoty to może dadzą mi spokój...
    - Ej, widzieliście kiedyś jak ta szmata z kimkolwiek rozmawia?
    - Nie, jakaś dzika jest, słyszałeś co odstawiła w banku?
    - Nie, a co się tam stało?
    - Stary totalnie oszalała! Zabiła kilkanaście osób i nawet nie uciekała tylko chichrała się na kolanach jakiegoś trupa!
    - Posrana jakaś...
   Będę to ignorować, od wczoraj nie słucham niczego innego, zaczęłam nawet tęsknić za budzikiem. Wszystko było lepsze od ich gadania, jakby byli lepsi. Mam dookoła 57 innych morderców, psycholi, ale uważają się za lepszych, bo szanują organizację i jej przedstawicieli, bo organizacja daje im pracę i azyl... A ja nie szanuje tutaj nikogo. Jestem więc be.
   Powolutku zaczęłam się podnosić, nie zawracałam sobie głowy wycieraniem się z błota, to nie miało sensu, zaraz pewnie znów wyląduje na glebie... Spojrzałam z uśmiechem na swojego przeciwnika, krąg dookoła nas zacisną się jeszcze bardziej, wszyscy w napięciu czekali na mój ruch...
Podeszłam do niego zalotnie kręcąc biodrami, podniosłam ręce w geście rezygnacji i bezbronności, nie stawiał oporu gdy oplotłam go rękoma dookoła szyi i złożyłam dłuuugi pocałunek na jego
zakrwawionych ustach. Ludzie dookoła krzyczeli, słyszałam gwizdy, perwersyjne teksty... Oh, show must go on. Zacisnęłam zęby na jego wardze, szarpnęłam głową i wyrwałam kawał mięsa z jego parszywej gęby. Wrzeszczał jakbym co najmniej wywierciła mu jaja z korzeniami.
    Wszyscy w szoku patrzyli jak wypluwam kawał tkanki i z obrzydzeniem charczę na swoje ręce.
    Rozejrzałam się dookoła i doszłam do wniosku że chyba mnie dziś zamordują...
   Całe szczęście nie mieli takiej okazji.
    - ROZEJŚĆ SIĘ DO CHOLERY JASNEJ! - wrzeszczeli porządkowi - NO JUUUŻ Z DROGI LUDZIE!
    Każdy odsuwał się od nich na kilka metrów, mieli paralizatory, pistolety, pałki teleskopowe, sieci do pętania, liny- przede wszystkim- wyglądali jak banda wkurwionych ruskich, mieli mordy gorsze od ludzi z Wsierossijki...
   - Co tu się dzieje?! Ty!- Wskazał na mnie palcem- Co to za zamieszanie!?
   - Broniłam się, zwykła bójka.
   - Won do swojej celi! W podskokach!
   - Tak jest!
    Korzystając z tego daru od mojego niesamowitego farta- zrobiłam co mi kazał, zwiałam do celi w podskokach, aż się za mną kurzyło, musielibyście to zobaczyć na własne oczy by móc się śmiać z całej sytuacji tak jak ja. Zamknęłam się na cztery spusty i wskoczyłam za łóżko, chowając się przed całym światem.
    Musiałam przemyć rany. Zdjęłam z siebie ubranie, w samej bieliźnie podeszłam do umywalki. W lustrze widziałam cień dawnej sobie. Poobijana, zakrwawiona Tess. Szczuplejsza, groźniejsza, niepodobna do zapracowanej młodej dziewczyny którą byłam. 
    Zmoczyłam mały ręcznik i zaczęłam myć nim swoje obolałe ciało. Zaciskałam zęby szorując rany i krwiaki, jęczałam z bólu, gdy musiałam dokładnie wyszorować zmasakrowaną twarz. 
    Nie widzę na prawe oko. Dopiero teraz to do mnie dotarło. 
    Chciałam płakać. W tym momencie przechodziłam taki swój mały wewnętrzny kryzys.
    Szybko się uczyłam, harowałam na siłowni i zajęciach, chciałam być najlepsza, chciałam udowodnić sobie ze mogę osiągnąć najwyższy stopień w tym społeczeństwie, że stanę się mordercą na posyłki bogatych ludzi, narobię się kupy szmalu i... 
    Po co.
    - Dla siebie. Robię to dla siebie, tego chce. - powiedziałam do dziewczyny w lustrze - Chce by ktoś mnie potrzebował, bym była niezastąpiona. 
    Spojrzałam na nią zdrowym okiem i uśmiechnęłam się. Ona zrobiła to samo. 
    - A teraz lulu. Musisz im jutro pokazać że się nie boisz. 
    Zadowolona z siebie, że tak szybko zażegnałam wszelkie wątpliwości mojej wewnętrznej miękkiej ciepłej kluski, odwróciłam się w stronę łóżka i już miałam się na nie położyć... Gdy zobaczyłam ze siedzi tam Hades. 
    Co. 
    Od kiedy on tu sobie tak beztrosko...? 
    - Dobry wieczór Tess. Skończyłaś gadać do siebie? 
    Przez chwilę stałam w bezruchu. Jak mogłam go przeoczyć? Gdy wparowałam do celi ledwo widziałam gdzie stopy stawiam, ale ciężko jest nie zauważyć gościa w garniaku, który siedzi sobie na moim łóżku, tyłkiem na podusi.  
    A może dostałam za mocno w łeb? 
    Boże, obiecuje, będę już grzeczna tylko przestań zsyłać mi wizje w których...
    - Jeśli skończyłaś, może byś się ubrała? Brzydzi mnie patrzenie na twoje odsłonięte ciało. 
    Żartowałam, Panie Boże, jeśli istniejesz, cofam moją prośbę. 
    - Wynoś się stąd - syknęłam.
    - Przyszedłem by odwołać naszą walkę na arenie, nie chcę użerać się z Tobą w tak niedojrzały i wulgarny sposób, poza tym moglibyśmy nawzajem się pozabijać, co byłoby dość kłopotliwe dla organizacji....
     - Powiedziałam. Wynoś. Się. Stąd.- Cedziłam przez zęby. 
     - Daj mi skończyć. Odwołam walkę oficjalnie, zostaniesz wysłana na kurs dzięki któremu szybciej ukończysz pierwszy etap, będziesz mogła w przeciągu trzech miesięcy wybrać swoją specjalizację, dostaniesz prywatnych nauczycieli, tylko zgódź się na odwołanie walki. 
     Wyrwałam swą kołdrę spod okrutnej tyranii jego tyłka i owinęłam się nią aż pod brodę. Postanowiłam go jeszcze nie wyrzucać. 
      - Jaki masz w tym cel. Boisz się że przegrasz? 
      - Nie boję się porażki, ani samej walki. Nawet wierzę w to, że mógłbym wyjść z niej bez szwanku, podczas gdy Ty, wiłabyś się z bólu pod moim butem. Chodzi o to, że Tobie nie może stać się krzywda. 
      - Czy Ty usiłujesz mnie wkurzyć? Prowokujesz mnie do...
      - Słuchaj, jesteś ważna. Twój organizm nie odtrąca działania Cerberosa, nie mogę więc narażać Cię na razie na śmierć. - Otworzyłam usta by zalać go potokiem pytań, ale jak zwykle mi przerwał - zamknij się na moment. Nie dziwi Cię to, że tak świetnie sobie radzisz? Nim do nas trafiłaś, mogłaś przebiec maksymalnie drogę do autobusu, podnosiłaś małe ciężary, wykazywałaś niską tolerancję na stres, ciężkie warunki, niewyspanie... A w zaledwie dwa tygodnie magicznie zmieniłaś się w psychopatkę o ciekawych zdolnościach manualnych. Umiesz się bić, jesteś silna jak na kobietę, masz wilczą wytrwałość, biegasz jak demon i ciężko Cię ostatecznie powalić, bo po jakimś czasie wstajesz niewzruszona. 
     - Nie myślałam o tym...
     - A My tak. Przed atakiem na Bank byłaś słaba jak nowo narodzone dziecko. Szef tego Piekła Zeus z jakiegoś powodu postanowił Wypróbować na Tobie nowy lek. Cerberos. Firma w której pracowałaś należała do niego, więc nie trudno było Ci wrzucić proszki do żarcia. Po tygodniu zażywania zamordowałaś szesnaście osób i zaczęłaś się zachowywać jak zwierzę, ufasz swojemu nowemu morderczemu instynktowi, nowej sile. 
     - Więc... To wszystko to tylko... Jakiś lek? Nie ja? 
     - Po prostu od niego nie zdechłaś, jak kilkadziesiąt innych osób. Poza Tobą mamy piątkę innych zabójców, którzy tolerują Cerberosa ale żaden w tak zadowalającym stopniu jak Ty. 
     Usiadłam na ziemi. fala nowych szokujących informacji uderzyła we mnie z potęgą tsunami. 
     Jestem jakimś eksperymentem? 
     - Hades idź sobie. 
     - Tylko tyle masz do powiedzenia? Żadnych pytań? 
     Spojrzałam na niego z całą nienawiścią jaką miałam w sobie. W moim obecnym stanie pewnie i tak wyglądałam żałośnie. 
     - Radzę Ci wyjść. Zamknij moją celę od zewnątrz i daj mi spokój. 
     - Przyjdę jutro, pojutrze, i jeszcze następnego dnia, dopóki nie dasz mi odpowiedzi. 
     - Nie musisz. 
     -...?
     - Nie odwołam tej walki. Chce Cię zabić. Naprawdę. Za sześć dni widzimy się na Arenie złamasie.
     - Tess, bądź rozsądna! - wrzasnął, tracąc całą otoczkę opanowanego Hadesa - W zarządzie urwą mi nogi jak Cię rozwalę. 
      Nie miałam ochoty się z nim kłócić. Po prostu rzuciłam w niego kołdrą i skoczyłam na oślepionego przeciwnika. Podniosłam go ponad ziemię i wyrzuciłam z mojej celi, trzaskając drzwiami. 
     Oparłam się plecami o ścianę dysząc ze zmęczenia. Na dziś miałam dość. Odwróciłam się w stronę łóżka i już miałam się na nim położyć i udać się w rejs do krainy Morfeusza gdy... 
     - Pardon - Otworzyłam drzwi, zerwałam z osłupiałego Hadesa swoją kołdrę i ponownie trzasnęłam nimi tak, że echo niosło się po całym obiekcie. 
    Zasnęłam myśląc o Cerberosie. 
    

sobota, 13 sierpnia 2016

Fight

   Pobudka. Mamy godzinę piątą rano. Czas wstawać, no już, wstawaj leniu.
   Dlaczego jakiś niewyżyty debil ustawił wszystkie budziki na tą godzinę. Pięćdziesiąt osiem różnych telefonów właśnie wypluwa z siebie jakieś badziewne systemowe dzwonki, nieliczni posiadają jeden utwór, którego słuchają do znudzenia- więc czemu by nie ustawić go na budzik?
   Właściwie spytasz "Czemu do cholery tak wcześnie?!" Analizujesz "Kiedy ja ostatnio wstałam/wstałem o tej godzinie?!" A ja odpowiadam. Czas biegać.
    Każdy trybik zakłada właśnie spodenki, koszulkę, obwisłą bluzę- porozciąganą na rękawach- zawiązuje buty i bez mycia zębów wychodzi ze swojej celi.
    Trybik, ah, to taki żart, każdy z nas jest częścią tej wielkiej maszyny- jesteśmy więc małymi trybikami Hadesa.
    Ja, jak zresztą pewnie wiecie, nazywam się Tess i jestem tu nowa. Budzę się tak codziennie od dwóch tygodni. Śnię już o tym cholernym budziku, mam pieprzone sny o wstawaniu, o bieganiu na tej gównianej bieżni, w kółko i wciąż aż do wyrzygu- Dwadzieścia okrążeń, na czterystu-metrowej bieżni, osiem kilometrów w pełnym słońcu. Po jakimś czasie zastanawiasz się czy skóra może się stopić, a mięśnie zamienić w gąbkę lub ektoplazmę... Później nie jest lepiej. Wszystkie trybiki idą na śniadanie.
    Tragedia, powód do płaczu.
    Czemu?!
    Bo w tej cudownej placówce zwanej Piekłem jest dwadzieścia krzesełek na stołówce. A trybików włącznie ze mną jest pięćdziesiąt osiem. Prosta matematyka- nie mam gdzie siedzieć. Pałaszuje owsiankę i jogurt z owocami w zastraszającym tempie. Nie chce przecież stać zbyt długo z tą tacą, boję się, że ją upuszczę. A za to jest kara, widziałam jak jeden z nowych chłopaków coś upuścił, starsi od razu złamali mu nos i kazali wszystko zlizywać z podłogi. Krew, która kapała z rozbitego kinola też musiał zlizywać, wyobraźcie sobie ze na bieżąco brudził i zmywał podłogę. Przez pół godziny.
    Po śniadaniu mam czas na odpoczynek, całe dziesięć minut nim rozpoczną się lekcje. Zdążę umyć zęby, przebrać się, rzucić na łóżko i od razu wstać, bo następny dzwonek znów woła mnie w inne miejsce. Nowych uczą wszystkiego, posługiwania się bronią, prowadzenia każdego rodzaju samochodów, fizyki, podstaw wszystkiego co może się nam przydać. Za rok wybiorę swoją specjalizację i zostanie mi przydzielona osoba do pomocy. Kierowcy dostają strzelca, strzelcy włamywacza, włamywacze pirotechnika i tak dalej i na odwrót i czego dusza zapragnie.
    Najbardziej lubiłam lekcje terenowe. Uczyliśmy się tam posługiwania bronią białą, samoobrony, przetrwania, robienia broni z niczego i wielu innych ciekawych rzeczy.
     Dziś niestety czekała mnie dłuuuga pogadanka z Hadesem. Na jaki temat? Oczywiście na temat rozmów, manipulacji, umiejętności uzyskiwania informacji, ogólnie o robieniu sieczki z mózgów.
    Nienawidziłam każdej minuty z tych wykładów. Każde słowo Hadesa było dla mnie jak kubeł zimnej wody wylany na głowę w upalny dzień- uświadamiał nas, jakimi debilami byliśmy nim go poznamy i jak wspaniali będziemy, gdy się do niego upodobnimy. Gówno prawda, czy tylko ja tego typa nie trawię?
    Wszyscy siedzieli na tyłkach wlepiając w niego rozmarzone ślepia, niemal ciekła im ślina po brodzie, niektórym naprawdę niewiele brakowało. A ja, jak niewzruszony posąg, ostoja spokoju i opanowania- stałam oparta o ścianę i żułam gumę, ostentacyjnie starzejąc balonami. Hades- nieporuszony- udawał, że mnie tam nie ma, że jestem ścianą, która od czasu do czasu z niewyjaśnionych przyczyn pyka i przeszkadza, choć nie na tyle by ja wyburzyć. Na razie. Czekałam aż wybuchnie, aż ta otoczka perfekcyjnego przywódcy zniknie i pojawi się prawdziwy On- Nieokrzesany gbur, który pierwszego dnia nie dał mi dojść do słowa, zupełnie jak Susan, otyła debilka zza bankowego okienka. Irytowali mnie na tym samym poziomie.
    Po trzygodzinnej lekcji zostaliśmy wypuszczeni, przerwa na szluga.
    Dziś postanowiłam do kogoś zagadać.
    Drogi pamiętniczku, to już czternasty dzień mojej męki, chyba zaczynam...
    - Czy Ty jesteś poważna do cholery jasnej?
    Hades. Wszędzie rozpoznam głos tej niedociucianej wypindrzonej szumowiny, której, przysięgam na Boga, wetknę parasol w dupę i wtedy przekonamy się jak pięknie śpiewa.....
    - Jak najbardziej.
    - Wkurzasz wszystkich. Na moich lekcjach w szczególności, czyżby nudziła cię Manipulacja Panno Tess? Nadajesz się tylko do strzelania, rzucania nożami i żarcia robali?
    - Na razie z czystym sumieniem przyznam, że nie nadaje się do niczego, przypominam, moje szkolenie trwa zaledwie...
    - Oh, proszę Cię, skończ z tymi kłamstwami. Widziałem Twoje wyniki.
    - W sensie te śmieszne plusiki, które wstawiacie nam do dzienniczków, jakbyśmy byli w podstawówce?
    - Dokładnie. A teraz pozwól, że Ci coś pokażę. Mam nadzieję iż przekona Cię to do większego skupienia na moich zajęciach.
    Nie wiem co knuł, ale odmówić nie mogłam. Patrzyło na mnie pewnie z tuzin kamer, każdy dookoła mnie był potencjalnym wrogiem, psem na smyczy tego szaleńca. Ruszyłam więc za nim- ku nieznanemu, nie, to zbyt dramatyczne, ruszyłam za nim ku przygodzie. Uwielbiam pozytywne akcenty. Szczególnie, gdy moje życie zaczyna się komplikować.
    Ale o czym my to... A! I szliśmy przez ośrodek jak te małe gąski, zmierzając do podziemi. Hades otworzył drzwi do piwnicy jednym z licznych kluczy i gestem ręki zaprosił mnie do środka. Pomieszczenie było dobrze oświetlone przez nowoczesne lampy- nigdzie nie wisiała nawet najmniejsza pajęczyna. Miejsce bardziej sterylne od sali operacyjnej. W powietrzu unosił się lekki zapach cytryny i chloru. A przede mną roztaczał się iście przerażający widok. Schody, pełno schodów ciągnących się w dół, dół, dół....
    - Nie macie tu windy?
    - To tylko 40 schodków, na cholerę nam tu winda?
    - Jestem zmęczona, nie możesz mi tego pokazać później?
    - Złaź, nie marudź, bardziej wypoczęta nie będziesz...
    Schodzenie nie było złe, myśl o powrocie napawała mnie jednak czystą grozą. Wejście na czterdzieści schodków po treningu nie jest czymś łatwym, a musiałam oszczędzać siły, bo za dwie godziny rozpoczynały się zajęcia z samoobrony, na których nikt nie będzie się nade mną rozczulał, bo Hades ciągał mnie po schodach w tą i spowrotem... E-e...
     Zeszliśmy na dół, do pomieszczenia które nie było już tak dobrze oświetlone. Długi korytarz ciągną się w nieskończoność, po jego bokach, co dziesięć metrów pojawiały się drzwi ze stali.
    - Co tu trzymacie? Zwierzątka?
    - Można by tak to ująć, w tych celach znajdują się osoby które złamały nasze prawa, które podniosły na mnie rękę, albo... po prostu mnie wkurwiali. Jak Ty. - spojrzał na mnie z góry i uśmiechnął się ponuro- Wiesz po ile tu siedzą w ciemnościach? Niektórych zamyka się tylko na jeden dzień, by ich utemperować i pokazać, że możemy z nimi zrobić wszystko, inni trafiają tu na tydzień, a wyjątkowo oporne egzemplarze... Na rok. Spędziłaś kiedyś rok, zamknięta w zimnej, nieoświetlonej celi? Nie ma tam zupełnie nic, nie ma łóżek, półek, tylko czyste ściany w kolorze czarnym, przez które masz wrażenie że siedzisz w próżni. Cele są wyciszane, więc słyszysz każde uderzenie swojego serca. Dostajesz jeden posiłek dziennie- miskę zupy i chleb. Dociera do Ciebie to co mówię?
    - Grozisz mi, że tu skończę, tak?
    - Owszem. Nie chciałbym jednak tego robić, jesteś wysportowana, sprawna i wyjątkowo bystra, o ile nie uaktywnia się ten Twój... Tryb berserka? Wiem, że czasami tracisz nad sobą panowanie, w tym dniu, gdy zaatakowałaś bank coś się w Tobie popsuło, możemy to naprawić, chcesz?
    - Lubię mój brak opanowania, jest przydatny w momentach zagrożenia... Nie chce niczego naprawiać, rozumiesz? I radzę mi nie grozić. Pamiętaj, że dopóki niewolnik jest bezbronny, to słucha swojego pana. Jednak daj niewolnikowi chociażby kij... - dźgnęłam go palcem w klatkę - Bam! I pan wącha kwiatki od spodu.
    Mierzyliśmy się wzrokiem przez krótką chwilę, dopóki Hades nie pchną mnie na ścianę. Uderzyłam głową w cegły i potknęłam się o własne nogi. Krzyknęłam z bólu i zaskoczenia, czułam pulsujący ból w skroni, z której lała się krew.
    Naprawdę się zdenerwowałam.
    Spojrzałam do góry i zauważyłam, że Hades bierze zamach nogą- kopnął mnie w żebra i zamierzał powtarzać tą czynność dopóki się nie poddam i nie przeproszę za swoje słowa. Nie miałam jednak zamiaru tak sobie leżeć i pozwalać na maltretowanie.
    Za piętnaście minut mam następne zajęcia- jak się spóźnię to dostane minus. MINUS. A ja NIGDY nie dostałam minusa!
    Przeturlałam się na bok i wzięłam zamach nogą, podcinając swojego przeciwnika, Hades runął jak kłoda, nieprzygotowany na mój kontratak. Podniosłam się jednym susem i doskoczyłam do niego z rządzą mordu wymalowaną na twarzy.
    - Złaź ze mnie bo pożałujesz!- wrzeszczał jak mała dziewczynka - Złaź głupia kurwo,słyszysz?!
    Miałam go jednak gdzieś. wykręciłam jego ręce za plecy i ustawiłam je tak- by z łatwością wybić mu oba barki za jednym zamachem.
    - Przeproś - warknęłam - Przeproś albo wyłamie te Twoje chude łapki z zawiasów, rozumiesz?!
    - Wal się! - powiedział i zaczął się mocnej szarpać.
    Dostałam piętą w plecy i straciłam równowagę. Upadłam na ziemię, szorując policzkiem po chropowatej powierzchni. Krew zalała połowę mojej twarzy, przez co ograniczyło się moje pole widzenia. Hades oczywiście nie zamierzał odpuścić takiej okazji, Złapał mnie za kostki i przeciągną kawałek po podłodze. Mogłam tylko próbować mu się wywinąć, co wychodziło mi jednak z marnym skutkiem. Mój przeciwnik zamachnął się i rzucił mną o ścianę, w tych jego chudych łapach ukryta była siła o jakiej nie miałam pojęcia. Odbiłam się od muru i gruchnęłam o ziemię. Wtedy kopnął mnie w twarz. Poczułam smak krwi w ustach, i paraliżujący ból w prawym policzku.
    Miałam tego serdecznie dość. Postanowiłam uciec się do podstępu. Udawałam omdlenie, przestałam się ruszać, w pewnym momencie przestałam nawet oddychać.
    Hades stał nade mną i ciężko oddychał ze zmęczenia, najwyraźniej nie codziennie musiał używać siły, w końcu był raczej typem mózgowca niż zabijaki.
     - Ej- trącił mnie nogą w bok - żyjesz jeszcze? Teeesss.... Wstawaj, no już...
     Dalej odgrywałam swoją szopkę, w środku hamując wybuch śmiechu.
     - Tess. Przepraszam, nie chciałem Cię aż tak uszkodzić, możesz już przestać żartować? Nie mogłem Cię zabić czymś takim, słyszysz? - Zaczął mu drżeć głos - Tess...?
    Upadł obok mnie na kolana i zaczął mną potrząsać.
    - Nie możesz umrzeć rozumiesz?! Nawet nie wiesz jak... - złamał mu się głos, niemal płakał - Nawet nie wiesz jak wiele pieniędzy wydałem by Cię odbić i wyszkolić! Moje inwestycje nie umierają tak szybko, rozumiesz?!
     ... A ja myślałam, że to przejaw ludzkiej troski...
    W akcie totalnej irytacji i roztrzęsienia otworzyłam jedno oko i wymierzyłam mu potężny cios prosto między oczy, wkładając w to całą siłę jaka mi pozostała. Syknął z bólu i upadł na plecy. wytarłam twarz i zaczęłam pluć krwią.
     - Ty głupi... skurwysynie... - Zamrugałam kilka razy na próbę i sprawdziłam czy oko jest sprawne - Ja pierdole jak mnie wszystko boli... -Przygniotłam go nogą i zaczęłam szukać w jego kieszeniach kluczy - Pewnie zamknąłeś drzwi od tej piwnicy, co nie?
    - Wal się. Przysięgam, że Cię zabije Ty wredna pizdo!
    - Tak, tak, jasne, zobaczymy czy Ci się uda... - Kopnęłam go z całej siły w skroń- A teraz sobie tu poleżysz, a ja grzecznie pójdę na zajęcia, dobrze?
    Ogłuszony Hades leżał na ziemi i wyglądał jak trup, z jego rozbitego nosa leciała krew. Nachyliłam się nad nim i ujęłam jego prawą rękę na której nosił zegarek. Spojrzałam na niego i... Wybiegłam z piwnicy w podskokach, nerwowo szukałam klucz, który pasowałby do zamka, otworzyłam te cholerne drzwi i wypadłam przez nie szybciej niż Maurice Greene w dziewięćdziesiątym dziewiątym. Biegłam jak opętana.
    Wpadłam na salę i zdyszana oparłam ręce o kolana.
     - Przepraszam... Za spóźnienie...
     - Wyglądasz jak gówno.
     - Wiem trenerze... Przepraszam za mój stan ale... nie miałam czasu doprowadzić się do porządku...
     - Wstawiam Ci minus. Nigdy więcej nie przychodź w takim stanie na moje zajęcia. Jeszcze spóźniłaś się całe dwie minuty. Kpisz sobie ze mnie Tess?
      Kurwa.
       - Za karę masz jeszcze dodatkowych dwadzieścia okrążeń dookoła bieżni. Startuj świeżaku bo skopie Ci tyłek i nie będziesz mogła na nim przez miesiąc siadać. JAZDA, ZROZUMIANO?!
      - Tak jest trenerze.
      I tak oto dostałam pierwszego minusa w swoim życiu.
      Przebiegłam dwadzieścia okrążeń, krew znów zalała mi połowę twarzy- wszystko mnie bolało, usychałam z pragnienia, a co najgorsze- Hades już się obudził.
      Stał w drzwiach sali treningowej, opatrzony, przebrany i schludny jak jeszcze nigdy.
      Trener rozmawiał z nim szeptem- nic nie słyszałam, ale wiedziałam, że nie jest dobrze- mam przesrane. Wyląduje w tej okropnej celi i spędzę tam z dziesięć lat, oślepnę w ciemnościach, będę cierpieć z głodu, bo nienawidzę zup i....
      - Tess! Do mnie, ale to już, w podskokach! - wrzasnął trener.
      Jezu nie chcę!
      - Tak jest!
      Nie chcę ale muszę, podbiegłam więc do nich baaardzo wolnym truchtem i usiłowałam zrobić minę niewiniątka. Z moją pokiereszowaną twarzą musiało to wyglądać makabrycznie...
    - Słucham?
    - Raczysz mi wyjaśnić czemu napadłaś na pana Hadesa?
    - To on zaczął! - A chrzanić subtelność- Ten patafian najpierw mi groził, potem rzucał mną o ścianę to musiałam się kurwa bronić, nie rozumie pan?!
    - Hades, czy ona mówi prawdę?
    - Gówno prawda! Sama mi groziła!
    - Zachowujecie się jak dzieci. Ale załatwimy to jak dorośli. Za tydzień urządzimy Wam turniej, co Wy na to? Wybierzecie sobie broń, zrzucimy Was do lasu treningowego i wszystko pięknie sobie wyjaśnicie w starym dobrym stylu- przemocą.
     - Wchodzę w to- powiedzieliśmy jednocześnie.
     Nie mogę się doczekać następnego poniedziałku, tylko poczekaj debilu, a pokażę na co mnie stać... 

piątek, 5 sierpnia 2016

Slit his throat

   Nie mogę się powstrzymać od cienia uśmiechu, gdy wspominam dzień mojej nieudanej wycieczki do więzienia. Siedziałam w wozie pancernym, skuta łańcuchami, otoczona przez policjantów, którzy mieli wymalowaną odrazę na twarzy. Nikt nic nie mówił, ciszę przerywało jedynie chrobotanie podwozia na wybojach. Ja już opanowana, poważnie przestraszona i zagubiona jak jeszcze nigdy, oczekiwałam na najgorsze.
   Gdy byliśmy w połowie trasy samochód nagle się zatrzymał. Policjanci poderwali się  z miejsc i położyli ręce na kaburach pistoletów w oczekiwaniu na rozwój sytuacji.
    - Ian, co tam się dzieje, czemu stoimy?! - wrzasnął jeden z nich.
    Jednak Ian, kierowca, milczał. Wszyscy byli coraz bardziej spięci, jeden z moich nadzorców próbował dostać się do szoferki, jednak jego starania przerwało coś, czego nikt się nie spodziewał.
    Numero uno włożył swoją głowę do okienka, które było jedynym połączeniem mojej kabiny z przednią częścią samochodu. Nie zdążył powiedzieć nawet słowa- jego głowa z głośnym plaśnięciem potoczyła się na podłogę, a reszta ciała upadła mi niemalże pod nogi. Ian zapewne nie żył, policjant numer jeden- z pewnością własnie zakończył swoją służbę.
    Policjant numer dwa wyciągną pistolet i przyszykował się do obrony. Stanął do mnie plecami i mierzył w przeciwnym kierunku, krzycząc jakieś niezrozumiałe rozkazy. Makabryczny widok coś we mnie poruszył- uświadomiłam sobie, że nie chcę skończyć jak ten wykrwawiający się worek mięsa pod moimi nogami. Musiałam coś zrobić.
    Jak zahipnotyzowana, zacisnęłam łańcuchy spajające moje nadgarstki na jego szyi.
    Numer dwa walczył dzielnie, miałam przewagę zaskoczenia, nie miałam zamiaru mu odpuścić. Na filmach to zawsze wygląda tak prosto, gdy ofiara ma coraz mniej tlenu to staje się pasywna, poddaje się, nie walczy... Gówno prawda. Im bliżej śmierci, tym bardziej się stawia. Po dwóch minutach zmagań, wrzasków, charknięć i turlania się po podłodze- udało mi się zabić numer dwa.
    Zabrałam mu kluczyki, rozpięłam kajdanki i zaczęłam szukać jego broni. Upuścił ją podczas naszych zmagań, leżała pod ławą na której wcześniej siedziałam. Sprawdziłam ile naboi jest w magazynku (zaledwie cztery) i stanęłam twarzą do drzwi wyjściowych.
   Ktoś od jakiegoś czasu nimi szarpał, jakby próbował się do mnie dostać.
   - Drugi strażnik też nie żyje, więc proszę nie strzelajcie do środka! - Nie miałam zamiaru umierać. Nie miałam też zamiaru jechać do więzienia. Liczyłam na przyłączenie się do ludzi, którzy napadli na wóz. - Rzucę Wam kluczyki do szoferki, będzie łatwiej otworzyć drzwi!
    - Okey, ale bez gwałtownych ruchów, rozumiemy się?! Jak otworzymy drzwi masz siedzieć na środku, broń połóż pod drzwiami i nie próbuj nas wyruchać, bo mamy znaczną przewagę złotko!
     Wykonałam wszystkie polecenia, tym razem, przy pomocy klucza- oprawcy dostali się do środka ciężarówki. Nie zdążyłam nawet słowa powiedzieć! Worek na głowę, wiązanie, co tam się działo, uwierzcie mi- dawno nie czułam się tak sponiewierana i upokorzona.
    - Zamknij się i nie utrudniaj. Nic Ci się nie stanie jeśli będziesz grzeczną dziewczynką.
    JASNE. Oczywiście, ale o co chodzi?!Czemu zamiast mi coś wyjaśnić najzwyczajniej w świecie mnie porywają?! Oczywiście skoro nikt nie raczył mi nic uzmysłowić- darłam się, wierzgałam, kopałam, piszczałam i próbowałam gryźć przez worek- co przyniosło jeden skutek.
    Zostałam zdzielona kijem przez łeb...
    I żegnamy się z rzeczywistością, zemdlałam, urwał mi się film, byłam jak szmaciana lalka w ich podejrzanych łapach.
     Minęło sporo czasu, nim ocknęłam się z potwornym bólem głowy. Siedziałam na krześle, pośrodku ogromnej sali wypełnionej po brzegi podejrzanymi ludźmi. Każdy był uzbrojony i ubrany jak na potańcówkę harleyowców. "Po prostu fantastycznie"- pomyślałam- "Mam przesrane, już mogę zacząć zmawiać ostatni paciorek..."
    - Czy ktoś wyjmie jej knebel z gęby nim zaślini się na śmierć?- powiedział ktoś z tłumu.
    Podeszła do mnie ogromna kobieta, która spokojnie mogłaby położyć na rękę Puszkara w szczytowej formie. Dość brutalnie wyjęła mi z "gęby" knebel i rzuciła nim o ziemię. Oblizałam się i podziękowałam jej skinieniem głowy, na co prychnęła i wróciła na swoje miejsce.
   Wszyscy rozstąpili się jak morze czerwone przed jednym z facetów. Był wysoki, postawny, miał minę jakby wszyscy poza nim na świecie nie znaczyli absolutnie nic i, co zaskakujące, był ubrany w garnitur.
   Jak nic szef całej tej barwnej zbieraniny.
    - Panno... Tess? Mogę się do Pani zwracać po imieniu?
    - Czemu nie, panie...?
    - Oh, gdzie moje maniery, nazywam się Hades, witamy w piekle - uśmiechnął się jak gwiazda reklamy pasty do zębów i jakby w oczekiwaniu na oklaski i śmiech przekrzywił lekko głowę. Oczywiście wszyscy się zaśmiali, ah, jakiż on wyluzowany i zabawny, boki zrywać normalnie...- Mam nadzieję, że siedzisz wygodnie, chcieliśmy uniknąć uszkodzenia Cię w trakcie podróży, niestety słyszałem, że stawiałaś jawny opór, który moi ludzie musieli zdusić w zarodku. Mam nadzieję, że nam wybaczysz, to koszmarny początek znajomości.
    - Nic mi nie jest, tylko głowa mnie boli. Właściwie mam kilka...
    - Faaaantastycznie, skoro nic Ci nie jest to mogę przejść do rzeczy. Gówno mnie obchodzi co sobie teraz myślisz, naprawdę. Nie zadawaj pytań, daj mi skończyć, ja przedstawię Ci cała Twoją obecną sytuację w pigułce, a Ty grzecznie mnie wysłuchasz.
    - Mam...
    -... Się zamknąć i dać mi skończyć, tak. Zostałaś tu przyprowadzona, bo nie było nam na rękę by tracić następną dobrą osobę w więzieniu, z którego ciężej się Was porywa. Jak widzisz wszyscy moi towarzysze wyglądają jak nieokrzesane małpy z bronią w ręku, zaklinam się na Boga w niebie, że do nich dołączysz. Nazywasz się Tess, masz dwadzieścia jeden lat, zamordowałaś szesnaście osób z zimną krwią, jesteś doszczętnie spłukana i masz przejebane. Poza tymi murami każdy policjant na świecie właśnie dostaje list gończy z Twoją uroczą buźką i dopiskiem, że bezzwłocznie należy Cie unicestwić bez zadawania pytań. - klasnął w dłonie i rozejrzał się dookoła - Czy na razie się nie pomyliłem?
     - Wszystko ok, tylko...
     - Wyśmienicie. Widzisz, jesteśmy taką małą organizacją, niemal jak rodzina, powaga. Zajmujemy się werbowaniem takich uroczych małych dziewczynek jak Ty i szkoleniem ich w byciu odrobinę mniej uroczymi obiektami, zdolnymi zabić wszystko co się rusza, począwszy od staruszków, skończywszy na niemowlakach w kołyskach. Dotarło? Oferujemy Ci pracę, dobrze płatną, cholernie niebezpieczną pracę, której musisz się podjąć, albo podrzucimy Cię na komisariat i tam się Tobą zajmą. Znów pojedziesz pancernym samochodem do więzienia, tym razem bez przeszkód, a tam do woli będziesz mogła dawać dupy niewyżytym lesbijkom pod prysznicem i wyposzczonym strażnikom w ich pokojach. Może nawet zrobią Ci jakiś śliczny tatuaż na twarzy tuszem od długopisu. Masz dobę na przemyślenie mojej szczodrej oferty. Dobę panno Tess. Czy wyraziłem się jasno?
     Miałam w tym momencie dwie potrzeby. Wrzaśnięcia na tego buca i zabicia go gołymi rękoma. Ale coś w nim budziło moją grozę. Postanowiłam więc nikogo nie denerwować, wybadam teren, a dopiero potem poderżnę mu gardło za przerywanie mi i olewanie każdej mojej próby cywilizowanej komunikacji.
     - Jasno i klarownie panie Hades - uśmiechnęłam się jak wioskowy przygłup - wprost nie mogę się doczekać tego szkolenia.
     Spojrzał na mnie bez cienia emocji i skiną głową. Dwóch dryblasów przecięło liny pętające moje nadgarstki i nogi. Chwiejnie wstałam, czując jak moja głowa wiruje na wszystkie strony. Oparłam się o jednego z moich wybawców i spojrzałam w miejsce w którym jeszcze przed chwilą stał Hades.
    Jego jednak już tam nie było.

wtorek, 2 sierpnia 2016

One

   Każda historia ma swój początek i koniec. Moja nie stanowi wyjątku, wszystko zaczęło się gdy skończyłam dwadzieścia lat, zostałam sama na świecie z długami rodziców na pocieszenie. Wszyscy moi bliscy byli martwi. Ja- młoda i zdezorientowana- starałam się jakoś przeżyć. Dwie prace, spłacanie długów, unikanie przemęczenia lub śmierci głodowej- to były moje życiowe priorytety. Jak łatwo było się domyśleć, nie wytrzymałam tak zbyt długo. W dniu dwudziestych pierwszych urodzin zemdlałam podczas piętnastominutowej przerwy w jednej z prac. Szef mnie zwolnił, bo ten incydent przedłużył moją chwilę wytchnienia o całe cztery minuty, co on raczył uznać za karygodne łamanie regulaminu.
   Do drugiej pracy nawet nie byłam w stanie dojechać. Nogi się pode mną uginały, nie jadłam nic od dwóch dni, sypiałam po godzinę dziennie od niemal tygodnia by móc spłacić następną ratę długu po rodzicach- wymiękłam. Po raz drugi w życiu się upiłam, leżałam we własnym mieszkaniu, które miało imponujące rozmiary siedemnastu metrów kwadratowych i szlochałam zapatrzona w sufit, popijając z gwinta najtańszą wódkę jaką znalazłam w sklepie.
    Oto ja na początku mojej historii. Żałosna, zapłakana, pijana i prawdopodobnie paskudnie śmierdząca Tess.
    Następnego dnia zwolniłam się z drugiej pracy. Odebrałam należne mi wynagrodzenie, kupiłam broń i udałam się w stronę banku. Raz w miesiącu przychodziłam tu by oddawać moje ciężko zarobione pieniądze, bo moi rodzice, którzy przez większość życia upijali się do nieprzytomności- zażyczyli kupić sobie dom, na który nie było ich stać. Musiałam oddawać niemal wszystko, by oni nie odebrali mi życia i godności, tylko dlatego, że matka i ojciec jak na złość umarli i pozostawili mi osobliwy spadek.
    Dwudziestojednoletnia Tess miała tego serdecznie dość.
    Podeszłam do urzędniczki, która zza szybki pozdrowiła mnie swoim standardowym "Witamy w SmartBanku w czym mogę pomóc?". Jej mina świadczyła o tym że najchętniej pomogłaby mi się udusić. Tej nie lubiłam najbardziej, nazywała się Susan, miała poważną nadwagę, wyglądała na czterdzieści pięć lat, choć w rzeczywistości pewnie miała zaledwie trzydzieści. Zawsze odnosiła się do wszystkich z pogardą, nigdy się nie uśmiechała i przede wszystkim- To ona co miesiąc zabierała mi moje ciężko zarobione pieniądze, mając czelność mi mówić "Do zobaczenia ponownie" gdy wychodziłam.
    Najpierw pękła szyba, odłamki szkła z hukiem rozleciały się na drobne kawałeczki, dopiero później niczego nie świadoma Susan pożegnała się z tym światem- albowiem jej głowa niemal całkowicie oderwała się od szyi, gdy trafił ją pocisk z odległości zaledwie dwóch metrów. Wszyscy zaczęli krzyczeć, ktoś włączył cichy alarm, cywile padli na ziemię chowając głowy pod swoimi rękami, jakby to miało uratować ich życie. W przeciągu trzech minut zabiłam szesnaście osób, czyli wszystkich, którzy znajdowali się w budynku. Nie przeżył nikt, nie miałam nawet odrobiny litości. Po pięciu minutach przyjechała policja- siedziałam wtedy na kolanach Susan i spytałam się czy w czymś im pomóc, na zmianę śmiejąc się i płacząc.
    Po prostu nie wytrzymałam.
    Zostałam skazana na dożywocie w więzieniu o zaostrzonym rygorze, ale nigdy do niego nie dojechałam. Czemu? O tym właśnie będzie moja historia, opowiem Wam ją z dziką rozkoszą, albowiem jest ona czymś, co z pewnością zainteresuje wszystkich fanów przedziwnych zwrotów akcji, przekleństw, brutalności i nieuzasadnionej przemocy, just for fun.
    Zaczynamy?