czwartek, 20 sierpnia 2020

Tantrum

- Zabije go, ZABIJE! - wrzeszczałam we śnie. Znów byłam w lesie. Znów odgrywałam swój taniec śmierci, łącząc moje ciało z cerberosem. Wrzał we mnie ogromny, niepochamowany gniew. Podnosiłam i opuszczałam pięści na zmasakrowaną głowę mojego przeciwnika. 

Kim jesteś? 

Twarzy nie dało się już poznać. Całe ciało było tylko workiem pełnym mięsa i płynów- przez szczątki ubrań dało się stwierdzić, że to człowiek, ale nic innego już na to nie wskazywało. 

Siedziałam nań okrakiem wciąż krzycząc i bijąc- słyszałam co chwilę przerywane mokre dźwięki swoich ciosów, pięści zapadających się w ludzki dżemik- który sama zrobiłam. Ciap, ciap, ciap...

Coraz mniej przypominałam człowieka. W moim umyśle już dawno skuliłam się gdzieś w rogu obserwując swoje czyny bardziej jako widz niż twórca. Moje ciało zmieniało kształt. Kości łamały się i łączyły na nowo, co nie przeszkadzało jednak w kontynuowaniu tej masakry. Stawałam się zwierzęciem,  chyba wilkiem. Pokrytymi sierścią łapami rozgarniałam szczątki i...

-Tess! 

Poderwałam się do pozycji siedzącej. Oddychałam jak po przebiegnięciu maratonu, cała zlana potem i roztrzęsiona zapytałam tylko słabo:

- Jest tu ktoś? - Serce niemal wyrwało mi się z piersi. Dotknęłam palcami swojej twarzy i odkryłam z zaskoczeniem, że płacze. Łzy spływały po moich wychudłych policzkach, z jednej strony zapadały się w bliznę, która zostanie już ze mną na zawsze. Nawet cerberos nie potrafił stworzyć idealnej kopii mojej dawnej skóry. Czułam pod opuszkami delikatne wgłębienie, zbyt gładką taflę odtworzonej części ciała. 

- Tess znów krzyczałaś i walałaś się po łóżku.  Następnym razem coś sobie złamiesz jak będziesz tak szaleć... a już na pewno zaplączesz się w prześcieradło i spadniesz na podłogę. - Tom patrzył na mnie jak na głupie dziecko, które nic nie rozumie - idź do jakiegoś psychiatry czy coś, bo ryczysz jak dziecko przez głupie koszmary.

- Znów śniło mi się to samo. Jesteś pewien, że to nie wydarzyło się naprawdę? Ja... nie pamiętam wszystkiego, może to jakiś rodzaj wspomnień, albo...

- Przestań. Po prostu zamknij się. Odwala Ci, prawie nic nie jesz. Odmawiasz wyjścia z pokoju, nie mamy nawet jak Cię przeprowadzić do rezydencji Zeusa, bo kopiesz i gryziesz, gdy ktoś do Ciebie podchodzi... Tess weź sie w garść, nie zabiłaś Hadesa.

- To dlaczego nie pozwalacie mi go zobaczyć! 

- BO NIE CHCESZ WYJSĆ Z WYRA!

- ON SAM TU MOŻE PRZYLEŹĆ!!!

Tom wydał z siebie przeciągły ryk wściekłości i rozczarowania. Niemal wbił sobie palce w oczodoły i stał tak, w bezpiecznej odległości od mojej pryczy. Wiedziałam jak bardzo jest zdenerwowany moim zachowaniem. Tłumaczyłam mu, że nie moge stąd wyjść i nie mogę nic jeść bo albo ktoś mnie zaatakuje, albo zostane otruta. Nie chciałam walczyć i wypluwać sobie żołądka więc ogłosiłam strajk i postanowiłam zostać w swojej małej przytulnej celi dopóki Hades osobiście się tu nie pojawi i udowodni mi, że żyje. Bo jeśli go zabiłam, to każdy w tym ośrodku dla popaprańców będzie chciał mnie wykończyć. Hades jest pupilkiem, ulubieńcem, idolem i gwiazdą Honolulu dla płatnych morderców. Ja zaś jestem tylko marnym pionkiem, który zdążył narobić sobie wielu wrogów. 

Tom zdjął palce z oczu i przyjrzał mi się z rezygnacją. Wyglądał szałowo z tymi wszystkimi tatuażami w iście gotyckiej stylizacji. Naprawdę doceniałam, że stroił sie na spotkania ze mną.

- Czy choć raz możesz nie zepsuć mi dnia? Od ponad miesiąca leżysz tu i pijesz kranówkę. Niszczysz się, bo ubzdurałaś sobie, że jestem debilem i nie umiem rozpoznać kiedy należy przerwać bitwę. Zatrzymałem Cię w czas. Jeszcze jedno kopnięcie, a Hadesowi nie pomógłby nawet pan Bozia. Przysięgam, że skurwiel leży sobie teraz na hamaczku w ośrodku, do którego usiłujemy Cię przenieść i korzysta z należnego urlopu, dlatego nie przyjdzie tu do Ciebie, żeby odtańczyć salse na środku pokoju... kapiszi?

Podszedł bliżej obserwując mnie. Czekał, aż się na niego rzucę, tak jak na wszystkich tych kretynów, których do mnie przysyłał. Włazili mi tu bez pukania, naruszali moją przestrzeń osobistą i oczekiwali, że bez słowa wyjaśnień za nimi popląsam? Niedoczekanie. Jednak Toma znałam. Jego nie chciałam atakować. Pozwoliłam mu usiąść obok i obetrzeć moje łzy. 

- Obiecujesz? 

- Obiecuje. Nie zabiłaś go. Byłaś blisko, ale pacan żyje i ma się dobrze. 

Pokiwałam głową i przez chwilę tak sobie po prostu trwaliśmy. On przeczesując palcami miejsca na których wędrowały łzy, ja siedziałam jak zasmarkany przedszkolak, patrząc na niego i udając że wcale nie jestem zawstydzona. 

- Strasznie schudłaś, czuje twoje kości pod palcami.

- Dieta kranówkowa. I Cerberowa. Polecam.

Zśmiał się cierpko, jakby nie do końca bawił go mój żart. Zatrzymał dłoń na moim podbrudku i delikatnie przyciągnął moją twarz do swojej. Jego usta były na wysokości mojego ucha, czułam powiew oddechu na szyi, gdy wyszeptał:

- Wstawaj śmierdzielu, przeprowadzamy się do pałacu Zeusa.

                                      ******

Byłam na siebie zła. Co ja sobie wyobrażałam.  Że buzi dostane? Eh... no trudno, czas sie pakować. Wrzucałam swoje rzeczy do jednej torby, nie było tego wiele. Gdyby ktoś nagrał mnie w tej celi jak układam swoje graty zostałabym uznana za minimalistkę... Cztery koszulki, długie i krótkie spodenki do biegania, dwa sportowe staniki i cztery pary babciogaci oraz skarpetek. Oto mój dobytek. Ponoć na miejscu dostane wszystko czego potrzebuje, ale nie zaryzykuje przeprowadzki bez moich ubrań. Co jak tam są tylko identyczne mundurki? O nie, nie, nie. Nie zostane klonem jak to upiorne niby rodzeństwo, które zaprowadziło mnie wtedy do klatki. 

Gdy wszystko było już gotowe stanęłam przed drzwiami do swojej celi i położyłam dłoń na klamce. Dalej się bałam mimo zapewnień Toma, że wszystko będzie w porządku.  

Nie powiedziałam mu tylko, że najbardziej boje się siebie. 

Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam klamkę. Wyszłam poza swoje małe śmierdzące terytorium i udałam się w stronę pokoju nauczycielskiego, gdzie czekała na mnie eskorta. Tom wyszedł po tym jak usiłowałam go spoliczkować. Bawiło go to. Ja go bawiłam. Zrobiłam się słaba bez jedzenia i Cerberosa. Pilnowałam by od ponad dwóch tygodni nikt mi nic nie podawał i oto efekty. Nie moge nawet klepnąć tego matoła w twarz. 

W pokoju czekał wysoki mężczyzna o smutnej twarzy. Nie przedstawił się nawet- tylko poinformował mnie, że będzie kierowcą pojazdu, którym przetransportuje mnie do rezydencji. Szliśmy i jechaliśmy w kompletnym milczeniu. Polubiłam go. Gdy samochód zatrzymał sie pod znaną mi już rezydencją, Bob (bo tak go nazwałam) otworzył mi drzwi i poczekał aż wysiądę. 

- Jesteśmy na miejscu, zaprowadzę Cię do komnaty, w której zamieszkasz.

I jak powiedział tak zrobił. Przeszliśmy przez ochroniarzy,  weryfilacje, przeszukania i inne cuda na kiju. Finalnie dotarliśmy do mojej komnaty, która okazała się być ogromnym wielopokojowym pomieszczeniem. Miałam prywatną łazienkę z wanną i prysznicem, sypialnię z ogromnym łóżkiem i pachnącą pościelą oraz garderobę wypełnioną ciuchami na każdą okazję.  Nawet był kombinezon z kewlarowymi wzmocnieniami. Byłam wzrouszona. I do zabijania i do tańcowania. Po salonie mogłam biegać i robić fikołki. Wysoki sufit- wielgachny metraż... ciekawe co muszę robić wzamian za te luksusy, bo... nikt mi tego nie wytłumaczył tak do końca. Skoro w głównej akademii są normalni ludzie i oni są wynajmowani po szkoleniu na płatnych morderców na całym świecie, to co dzieje sie z nami? Przez cerberosa walka ze mną jest wręcz nieuczciwa dla zwykłego śmiertelnika. 

Po co im my? 

Położyłam się na nowym łóżku i rozmyślałam nad tym pytaniem dopoki nie usłyszałam pukania do drzwi. Poczułam zapach jedzenia i pociekła mi ślinka. Podbiegłam do wejścia i otworzyłam je na oścież patrząc na lokaja z tacą jak na owieczkę. 

Jeśli się mnie przestraszył- nie okazał tego. Zaprezentował przygotowane dania wymieniając ich skomplikowane nazwy i podał mi je życząc smacznego. W takich warunkach szybko wróce do formy. Jadłam powoli i małymi porcjami. Wiedziałam, że nie moge sie poddać temu przerażającemu głodowi,  który mnie wykańczał. Wszystko smakowało nieziemsko i czułam się jak w niebie. Doszłam do wniosku, że dziś się już nic nie wydarzy. Nikt nie przychodził, nikt nie dzwonił na telefon, który znalazłam przy łóżku, (nie dało sie z niego dzwonić, mogłam tylko odbierać połączenia) a na dodatek drzwi do pokoju zostały zamknięte na klucz. Stałam się więźniem luksusowego apartamentu- na razie czułam sie z tym dobrze. Wzięłam długą pachnącą kąpiel w wannie i ubrałam jedną z piżam,  które wisiały w garderobie. Wprawdzie słońce jeszcze nie zaszło, ale po takiej ilosci jedenia i stresu- postanowiłam się zdrzemnąć.  

Nic mi się nie śniło. Jestem w szoku jak spokojna się stałam. Żadnych morderstw, pogoni, bólu... drzemka oczywiście zmieniła się w dziesięciogodzinny sen, przez co wstałam o jakiejś pojebanej godzinie. Spojrzałam na zegar- zbliżała się szósta. Kiedyś już bym biegała. Dziś czekał mnie tylko maraton gastronomiczny- albowiem ujrzałam na stole piękną tacę z cudowną górą maślanych rogalików i masą dodatków. Jadłam jak mały robocik, kęs po kęsie czując jak rosnę w siłę. Gdy już wywaliło mi górkę na brzuchu i poczułam się pełna- postanowiłam się poddać. Przegrałam ze śniadaniem, na talerzu zostały dwa rogaliki i trochę sałatki owocowej w śmietanie. 

Ciekawe, co dziś będę robić? Czekałam na kanapie z książką w ręce.  Nie szczególnie mnie interesowała, ale pozwalała zabić czas. Czy w tej rezydencji cokolwiek się dzieje? 

Usłyszałam szmer i głosy na korytarzu. Były coraz bliżej mojego pokoju. Rozmowy przerodziły się w kłótnie i wreszcie- kroki zatrzymały się pod moimi drzwiami, które ktoś otworzył z impetem.

-... i mówię Ci, że ona zgodziła się na to wszystko jak była jeszcze w szoku po walce. To nie powinno sie w ogóle liczyć! - Hades szedł za Zeusem i skamlał swoją litanię dalej- dlaczego w ogóle pozwoliliście jej tu wejść to wariatka!

- Sklej jadaczkę, patrz jaka jest zdziwiona - Zeus, ten mały tłusty dzieciak maszerował dziarskim jak na walenia krokiem- cześć Tess, kope lat, wyglądasz koszmarnie, ale już nie cuchniesz więc postanowiłem Cię odwiedzić. 

- Witam w moich skromnych progach, Hades jak pięknie dziś wyglądasz, do twarzy Ci ze zrośniętą czaszką! - uśmiechnęłam się, autentycznie szczęśliwa,  że moje poczucie humoru wróciło. Dość już dziczenia w wyrze.

-Widzisz? -powiedział Zeus do Hadesa- wygląda marnie, ale to dalej nasza Tess, manier się nie nauczyła, a teraz wyjdź stąd muszę zamienić kilka słów z tym kościotrupkiem. 

Hades spojrzał na mnie z furią w oczach i wyszedł. Trzasną drzwiami jak zdenerwowany nastolatek. 

- Tess, ajajaj co to było za starcie! Brawo. Jestem dumny. Tuż po walce objecałaś mi dozgonne posłuszeństwo i obiecałaś przyjechać jak tylko sie wyliżesz.  Długo czekałem słyszałem, że oszalałaś... ale nie ważne- jesteś. Bardzo dobrze, bo mam dla Ciebie małe zadanko. Dopiero zacznie się prawdziwa zabawa! - zaklaskał podekscytowany- zobaczysz po co was tworzymy i oh, mam wrażenie, że Ci się to spodoba. 

- Powiesz mi teraz czyyy... mam zgadywać? 

- Wszystkiego sie dowiesz w swoim czasie słonko. Na razie musisz dużo jeść i odzyskać pełnie sił. Przed snem będziesz dostawać dawkę cerberosa i za tydzień będiesz jak nowa. Wtedy pójdziesz z Tomem na misje, którą musimy wypełnić już od jakiegoś czasu. On Cię wszystkiego nauczy!

Zeusowi świeciły się oczka ze szczęścia. Już wiedziałam, że będzie źle. Skoro widok Hadesa katującego te wielkie hybrydy go nudził... to co mogło go tak cieszyć? 

czwartek, 2 kwietnia 2020

Madness


Obudziło mnie chrapanie i budzik. Dwa najbardziej denerwujące dźwięki na świecie. Ale jeden z nich był mi obcy. Pierwszy raz w życiu z kimś spałam. Nigdy nie przychodziły do mnie żadne koleżanki na nocowanie. Nie miałam też chłopaka. Poza fragmentem tej historii, gdy odgryzałam jednemu z dryblasów wargę to nie miałam okazji się całować. Jakby się nad tym głębiej zastanowić to poza mamą na moje szóste urodziny nikt mnie nie przytulał. Unikałam kontaktu fizycznego jak ognia i poza bójkami nikogo nigdy nie dotykałam... tak z czułością.
   A Tu proszę.
   Chodząca plamka tuszu i oddychająca galeria obrazów Beksińskiego leżała niemalże na mnie śliniąc mi ramię. Miał się nie zbliżać. Palant.
   Strząsnęłam go z siebie i z obrzydzeniem wytarłam zaślinione ramie w jego włosy. Będzie mógł sobie na to ułożyć fryzurę. Dzisiejszy ekscytujący dzionek pełen atrakcji wymaga odpowiedniej oprawy... Niestety Tom nie wyglądał jakby miał zamiar się obudzić. Z otwartymi ustami oddychał spokojnie jak niemowlę. Bardzo makabrycznie wyglądające niemowlę, ale łapiecie o co mi chodzi.
   To dziś. Ja i Hades będziemy się przepychać w lasku pełnym atrakcji 18+, które niby mają być dla mnie wielkim zaskoczeniem. Swoją drogą- ciekawe co u Hadesa. Ganiał świrów ze swojego małego wariatkowa. Musiało być bardzo wesoło na terenie obiektu.
   - Tom. Toooom, pobudka- dźgałam go palcem w czoło - wstawaj wstawaj, nie udawaj, halo, halo, budzimy się, wstawantus, rano wstać koniom wody dać, no juuuż...
   Otworzył oczy i wlepił we mnie te dwie czarne dziury z wyraźnym gniewem.
    - Czy Ty jesteś przy zdrowych zmysłach kobieto? - Mini Damian Janikowski podniósł się łaskawie do pozycji siedzącej ukazując swój "Garnitur", dzięki któremu wyglądał jak członek yakuzy...
   Z radością zarejestrowałam obecność bokserek. Musiałabym go zabić, gdyby ośmielił się spać obok mnie nago. To, że w ogóle tu jest, było grubym przegięciem i napawało mnie gniewem... ale też strachem.
    - Po kuta Wy tak wcześnie wstajecie. Normalni ludzie o tej godzinie przewracają się na drugi boczek - Rozejrzał się dookoła- Gdzie są moje rzeczy.
   -Położyłam wszystko w szafce. Nie lubię bałaganu.
   - Podaj mi mój plecak.
   Rzuciłam mu porwaną kostkę na łóżko, obserwowałam jak wyciąga z niej ogromny dozownik zakończony igłą. Znalazł na ręce żyłę i wbił w nią całe to ustrojstwo. Płyn powoli wtłaczał się w krwiobieg. Oczy błysnęły czerwienią, a Tom wygiął się w łuk niemo krzycząc z bólu. Gdy cerberos  się skończył, wyrwał urządzenie i wrzucił je do kosza po przeciwnej stronie pokoju z taką siłą, że pojemnik przewrócił się ukazując pęknięcie w bocznej ścianie.
   Pięknie.
   - Odkupujesz to, zdajesz sobie z tego sprawę?
   - Jak dziś wygrasz, to nie będziesz tu dłużej mieszkać. - Z kącików jego oczu spływały stróżki krwi. To stąd ten czerwony błysk. - Zamieszkasz w rezydencji Zeusa i będziesz na jego rozkazy. Przeważnie jemy pączki, ale zdarza się i jakaś fucha... Mamy do dyspozycji najlepszy ośrodek sportowo-szkoleniowy w kraju. Nie będziesz się nudziła.
   - Czemu Hades tam nie mieszka?
   - Bo lubi sławę, a tam się znika. Nikt o tobie nie słyszy, dla świata nie żyjesz, nie możesz utrzymywać kontaktu z nikim spoza rezydencji. I nie byłby najlepszy. Z tego co wiem jest na czwartym miejscu i nikt go nie lubi, bo się sadzi. Nawet Ty lepiej przyjmujesz cerberosa. W zasadzie jesteś tuż za mną w hierarchii firmy. Będzie z Ciebie dobry pracownik organizacji.
    To w sumie było do przewidzenia...
    Wyjęłam z szafki czyste ubrania i szybko przebrałam się schowana za drzwiczkami. W celi nie było mowy o prywatności. Wszystko mieściło się w jednym prostym pomieszczeniu. Byłam zresztą przekonana, że Tom ma lepsze rzeczy do roboty niż przyglądanie mi się...
    - Skąd masz takie wielkie ślady na plecach?
    Jednak nie ma...
    - Przewróciłam się na schodach i wpadłam do garnka z wrzątkiem psze pana...
    - E tam, mi to wygląda na ślady po wylewaniu gorącej napojów i gaszenie szlugów przez...
    Rzuciłam nóż prosto między jego oczy. Złapał go dłońmi złożonymi w uduchowionym geście i Odrzucił go tak szybko, że poczułam tylko świst powietrza przy policzku. Ostrze wbiło się z hukiem tuż obok mojej głowy.
   - Coś Ci wypadło Tess.
   - Wal się.
   Westchnął jakby był zawiedziony moją postawą.
   - Za łatwo dajesz się sprowokować. Naprawdę myślałaś, że tą zabawką mi coś zrobisz? Jaki Ty w ogóle masz plan na Hadesa, co? Może mi powiesz na co wpadłaś?
    Nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Pan Wszystko Wiem Jestem Idealny zaczynał za bardzo się mną interesować. To nigdy nie kończyło się dobrze. Skoro byłam już ubrana mogłam go zignorować. Byłam dziś zwolniona z zajęć mam jeszcze cały dzień dla siebie i zamierzam go dobrze wykorzystać...

                                                                          *****

   Zostawiłam Toma w swojej celi i udałam się na bieżnię. Postanowiłam trochę się rozruszać, bo czułam się jak kłoda suchego drewna. Krucha i łatwopalna. Do wieczora muszę być jak nowo narodzona, inaczej nie dam sobie rady. Tom powiedział, że lepiej toleruje Cerberosa, ale czy to oznacza, że jestem silniejsza? Parę razy miałam przewagę w walce, ale co, jeśli on dawał mi ją specjalnie, bo bał się mnie uszkodzić? Jest też taka opcja. Trochę mnie przeraża to, że wszyscy będą patrzeć przez szklaną kopułę jak się ze sobą ścieramy. Nad lasem jest szklany sufit, po którym biegną nawadniacze i cała instalacja oświetlająca specjalnymi żarówkami cały ten sztuczny ekosystem.
   Ciekawe czy ktokolwiek poza Tomem mi kibicuje...
   - Potrzebuje wejściówkę na bieżnie.- Spojrzałam na ciecia siedzącego w okienku z gazetą na kolanach. Udawał, że czyta i mnie olewał - Proszę Pana, poproszę o wejściówkę na bieżnię. Proszę.
   Wręczył mi ją bez słowa. Nie lubił braku kultury w naszym wykonaniu. Sam oczywiście nie świecił przykładem, ale nikt nie chciał mu podpaść zwracając na to uwagę. Koleś mógł Cię nie wpuścić na zajęcia, a to oznacza minus, który z kolei sprawia, że masz mniej punktów na koniec szkolenia, a to skutkuje przydziałem na jakąś chujową robotę płatnego zabójcy dla jakiejś beznadziejnej mafii...
   Zaczęłam się rozciągać na macie. Dziś wszystko musi być perfekcyjne. Nie może mnie nic boleć, tylko ciepłe uczucie zmęczonych mięśni, rozluźnionych ścięgien, rozruszanych kości.
   Biegłam powoli, bez pośpiechu. Rozkoszowałam się klimatyzacją utrzymującą salę w przyjemnej temperaturze. Wszystko było idealne, brakowało mi tylko muzyki i mogłabym tak "gnać" nawet i do wieczora.
   Po godzinie byłam cała zlana potem. Ubranie lepiło się do mnie- jakby było moją drugą skórą. Oddychałam ciężko, ale miarowo. Wszystko było w porządku. Wypiłam na raz pół litra wody z cytryną i usiadłam na macie która wcześniej była moim miejscem do rozciągania się. Wszystko było w porządku. Położyłam się i zamknęłam oczy, by uspokoić kołatanie serca i drżenie ciała. Wszystko było w porządku. Zrelaksowałam się i wszystko w jednej chwili było nie w porządku.
   Najpierw ich usłyszałam.
   To były dwie osoby.
    - Jestem zajęta. Przyjdźcie później, albo wcale...
    - Tess, wojownik cerberosa i sługa Zeusa?- Niski męski głos przemówił do mnie jakbym była uczestnikiem jakiegoś spisu ludności na wsi... - Wstań. Udasz się z nami do miejsca, w którym będziesz oczekiwać na walkę.
     - Nie bardzo mi się to uśmiecha, mam inne plany, muszę jeszcze...- Poczułam jak łapią nie za nadgarstki. Zrobiłam przewrót w tył i wyrwałam swoje ręce z ich uścisku. Byli jednak cholernie szybcy i złapali mnie ponownie, tym razem za nogi. Jednym pociągnięciem przewrócili mnie na ziemię tak mocno, że gruchnęłam o podłogę głową. Usłyszałam trzask pękającej kości, krew napłynęła mi do ust.
   Otworzyłam oczy.
   Przede mną stał wielki postawny mężczyzna, ubrany w czarny strój motocyklisty i drobna kobieta, niższa ode mnie, ubrana tak samo jak jej kolega. Wyglądali jak upiorne rodzeństwo.
    - Przestań stawiać opór, jesteśmy wojownikami cerberosa, sługami Zeusa, udasz się z nami po dobroci, albo zaciągniemy cię siłą.
   Choć widziałam gościa pierwszy raz w życiu, wierzyłam mu, że mówi prawdę. Przestałam stawiać opór, mają przewagę, nie chce się uszkodzić przed walką i na dodatek- nie za bardzo chciałam uszkodzić ich. Zeus mógłby wpaść w szał,  gdyby jego dwie drogocenne zabaweczki przez przypadek zmieniły się w zdekapitowane kadłubki... Zastanawiałam się tylko  czego mogli ode mnie chcieć.
   - Mogę chociaż wiedzieć dokąd idziemy? Puszczaj do jasnej cholery dam sobie rade sama- Wyrwałam się i stanęłam w bezpiecznej odległości.
   - Udamy się do sali w której będziesz oczekiwać na walkę.
   - Brawo, umiesz powtarzać zdania, mnie interesuje gdzie znajduje się ta sala matole.
   - Jest to bardziej milusia klatka połączona z wejściem do Lasu. Hades już oczekuje w tej po przeciwnej stronie obiektu.- Mężczyzna spojrzał na mnie niemal z wyrzutem- On przynajmniej nie stawiał takiego oporu. Powinnaś wiedzieć, że podnoszenie ręki na posłańców Zeusa jest równe zdradzie organizacji, ale uznamy że ta sytuacja się nie wydarzyła, jeśli grzecznie pójdziesz sama. Bez naszej pomocy.
   Z rozkoszą- pomyślałam.
 
                                                                     *   *   *   *   *

   Klatka to najlepiej dobrane słowo... Podłoga, dach, pręty i "drzwi" połączone z wejściem do lasu. To tyle. Nawet o kibelku nie pomyśleli. Byłam tak wściekła! Cała moja pieczołowicie zbierana "broń" została w moim lokum, które teraz okupuje ten śpiący leń. Czułam się bezbronna. Te śmietki przynajmniej dawały mi poczucie kontroli nad sytuacją. Pozostała mi tylko nadzieja, że pamięć mam adekwatną do wieku i nie pozapominałam rozmieszczenia wszystkich tych chujowych pułapek, które wielki pan maruda porozstawiał... Mogłabym niektóre wykorzystać przeciwko niemu.
   Z głośników poumieszczanych na całym obiekcie puszczali komunikat o zbliżającej się walce. Miała się odbyć o godzinie osiemnastej, ale widzę że biorą nas z zaskoczenia- bowiem w komunikacie informowali, że została przełożona na jedenastą. Bosko.
   Dodatkowo mieliśmy mieć możliwość wybrania sobie broni. Zgadnijcie co się zmieniło...
   Kręciłam się po swoim pokoju vip. Czułam napływającą adrenalinę, która nie pozwalał mi stać w miejscu. Wielki zegar umieszczony na środku lasu tuż pod kopułą imitującą niebo wskazywał godzinę dziesiątą pięćdziesiąt. To już za chwilkę, zaraz się zacznie. Postanowiłam trochę sobie pomóc- Zdjęłam koszulkę i utytłałam ją w błocie, które otaczało moją klatkę. Pomazałam też twarz i włosy, które wisiały teraz luzem, dodatkowo mnie kamuflując. Całe ciało miałam już umazane gdy przeraźliwy ryk syreny zwalił mnie z nóg. Dźwięk był koszmarny, czułam jak wżera mi się w mózg- krzyknęłam i podniosłam się na kolana- Co to było, czemu aż tak bardzo bolało... Nagle wszystko ucichło- drzwi prowadzące do lasu otworzyły się.
   Polowanie czas zacząć.
   Wciąż lekko ogłuszona wybiegłam z klatki. Udałam się w kierunku pułapki, która miała mnie złapać w sieć. Bardzo ładny tradycyjny mechanizm. aż się łezka w oku kręciła- Miałam niby wbiec na tą uliczkę, nie zauważyć cienkiego drucika, potknąć się o to i dać się złapać w sieć, którą mechanizm wypluwał z siebie po dotknięciu go. Niestety nie jestem tak głupia na jaką wyglądam.
   Rzuciłam kamieniem w ten nieszczęsny zapalnik i poczekałam aż poda mi na tacy coś, co będę mogła potencjalnie wykorzystać przeciwko mojemu koledze po fachu. Nie przewidziałam tylko jednego... Jak ja mam to do jasnej cholery odciąć od liny, która miała mnie utrzymywać nad ziemią???
   Obeszłam ustrojstwo dookoła i szukałam jakiegoś karabińczyka, czegokolwiek...
   - No i chuj - Westchnęłam z rozczarowaniem i oklepałam się w poszukiwaniu czegoś ostrego. Miałam w swoim arsenale gumkę do włosów, dwie wsuwki, sznurek od spodni i wielkie poczucie humoru. W obecnej sytuacji większość z tego jest bezużyteczna.
   Wspięłam się na drzewo, na którym umieszczona była wyrzutnia sieci i zaczęłam dłubać wsuwką w zamku. Może się uda i rozpakuje ten prezencik. Po kilku długich sekundach usłyszałam szczęk otwierającego się mechanizmu. Zdjęłam małą pokrywę i rozmontowałam wszystko, dzięki czemu stałam się szczęśliwą posiadaczką nie tylko sieci, ale też stalowej linki. No dwie pieczenie na jednym ogniu.
   Teraz musiałam pomyśleć gdzie się skitrał ten mały pomiot Zeusa... Wiedział, że nie pójdzie mu ze mną tak łatwo- stąd te wszystkie pułapki, utrudnienia i zmiana godziny (nie miałam złudzeń że to nie jego sprawka). Zaczęłam więc myśleć jak szczur. Jak małe śmierdzące spłoszone stworzonko... I wtedy mnie olśniło. Co mu z pułapek, jeśli nie wie kiedy się w którąś z nich złapie?
   Zeskoczyłam z drzewa i jak najszybciej pognałam w stronę oddalonych o kilka metrów krzaczków. Ukryłam się tam i czekałam aż ten buc sam do mnie przyjdzie.
   Ale nie przychodził.
   Minęło dwadzieścia minut i nic- cisza.
   Zaczęłam się poważnie niepokoić, coś było nie tak.
   - Czekamy na coś konkretnego?
   Jak oparzona wrzasnęłam i machnęłam na oślep za siebie.
   - Heeeej! Stój! Tess! To ja!
   Tom. Siedział sobie obok mnie. W lesie. W mojej ściśle tajnej przez poufnej skrytce.
    - Że tak się głupi spytam co jest kurwa...
    - Postanowiłem przyjść i pilnować żebyście się jednak finalnie nie pozabijali. Nikomu nie będę pomagać, nie stoję po żadnej stronie. Po prostu jak będzie trzeba Cię powstrzymać przed zmienieniem go w dżemik, ja wkroczę do akcji niczym rycerz w lśniącej zbroi i powiem " o nie Tess, to nie legalne, przestań, zabijesz go" - Teatralnie machał łapkami i przybrał zatroskany wyraz twarzy (Który i tak wyglądał upiornie w jego wykonaniu) - Czaisz, będę matką Teresą tego pojedynku.
    - Super, cieszę się, ale spaliłeś moją kryjówkę. Muszę znaleźć inną. Hades na pewno wie, że pułapka została uruchomiona i zaraz tu przyjdzie.
    - Obawiam się że siedzisz tu na próżno. Gdybym nie był bezstronny, powiedziałbym Ci że Hades rozjebał system powiadamiający, gdy w zwierzęcym szale miotał się po klatce, ale nie mogę Ci tego powiedzieć, bo jestem, jak już wspomniałem, bezstronny.
   Do całej tej litanii dorzucił swój uśmiech numer pięć i dwa uniesione kciuki.
   Niestety nie pocieszyła mnie ta wiadomość. Wiedziałam, że szał u wojowników na cerberosie to nie przelewki. Moje obawy przed starciem się z Hadesem podkreślił donośny wrzask pełen furii, który dobiegał ze środka areny. Szukał mnie jak pies i był wściekły, że nie może mnie znaleźć. Zacisnęłam ręce na stalowej lince i sieci, które teraz postrzegałam jako zbawienie.
    - Lata od pułapki do pułapki i sprawdza czy się złapałaś, ale na razie jest w połowie lasu, zanim tu dotrze minie z dwadzieścia minut, możesz zmienić strategie, bo z czasem staje się coraz bardziej dziki. Nie spał całą noc, tak jak planowałem i teraz mu odwala. Dodatkowo zapodał sobie ciut za dużo cerberosa, czuje jak wszystko wycieka mu z oczu, tak jak mi rano... Ale ja jestem uzależniony od wielu lat i takie dawki nie zmieniają mnie już we wściekłą fretkę.
    - Czyli jest tak jak chciałam, ale nie do końca.
    - Dokładnie. Nie dali wam też żadnej broni do wyboru, bo Hades nie za bardzo nad sobą panuje i chyba ma plan rozszarpać Cię pazurami...
    Postanowiłam zebrać wszystkie zabawki i znaleźć mojego przeciwnika. Nie było to aż takie trudne, bardzo dobrze słyszałam jak wyje z wściekłości.
   Szłam bezszelestnie przez las, lina i siatka czekały w pogotowiu, gotowe do wystrzelenia. Tom tuptał wesoło za mną, dla niego była to świetna zabawa, wyglądał jakby niczym się nie przejmował. Zaczynałam poważnie zastanawiać się nad tym jak silny musi być. Jestem tuż za nim, ale jak wielka przepaść nas dzieli?
   Zbliżaliśmy się do niego. Czułam to, słyszałam jak się rzuca i widziałam uginające się korony drzew. Gdy byłam dość blisko by zobaczyć jego wykrzywioną szaleństwem twarz- Spojrzałam na Toma i nie zdziwiłam się widząc jego szeroki uśmiech. Zgiął się w pól i wskazał na mojego przeciwnika.
   - Panie przodem.
   Cholerny dżentelmen się znalazł...
   Szczerze to nie za bardzo wiedziałam co mam zrobić. Stałam na ugiętych kolanach gotowa do skoku, ale... co ja miałam właściwie uczynić? Złapać go jak kurczaka na rosół? Tom stanowczo zadeklarował, że powstrzyma mnie, gdy chociażby spróbuje zabić Hadesa.
   Postanowiłam jak najciszej podejść go od tyłu. Złapać w siatkę i związać stalową linką. Brzmiało jak prosty plan, ale jakby się nad tym głębiej zastanowić...
    To wściekłe zwierze rzuciło się na mnie jak pocisk wystrzelony z armaty. Całe powietrze uleciało z moich płuc, gdy upadłam na ziemię przygnieciona jego ciężarem. Zobaczyłam tylko świecące dziwnym blaskiem oczy- nim poczułam najpaskudniejszy ból w życiu.
    Ugryzł mnie.
   Ten gnój ugryzł mnie w policzek.
   Poczułam jak wyrywa kawał mięsa zębami, ciepła krew zalała moją twarz, wszystko było bólem, a ból był wszystkim. Słyszałam jak przeżuwa, jak delektuje się zdobyczą. Zupełnie jak na filmikach, gdzie widziałam jak zabija te hybrydy, które organizacja na niego napuszczała w ramach treningu. Szaleństwo było jego zdecydowaną przewagą.
   Ale ja też byłam w tym momencie w kropce, a wiadomo co się ze mną dzieje, gdy ewidentnie stoję pod ścianą.
    Chwyciłam go ręką za krtań i wbiłam palce w jego odsłonięte ciało. Na początku nawet tego nie zauważył, w końcu nawet przerwanie możliwości normalnego oddychania nie zatrzyma zwierzęcia przed zabiciem zdobyczy. Jednak ja nie miałam zamiaru dać się zeżreć.
    Pociągnęłam dłoń do siebie z całej siły i nie dość, że do reszty strzaskałam mu w palcach gardło, to jeszcze uderzyłam go głową w ten zakuty łeb z całej siły. Hades próbował zawyć, ale wyrwa w jego gardle skutecznie mu to utrudniła, wydał z siebie jedynie niemy krzyk. Odskoczył, kopiąc mnie i wierzgając. Zakrztusiłam się krwią lecącą z dziury w mojej twarzy. Musiałam wyglądać okropnie. Szybko rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu Toma. Czy już przesadziliśmy? Chyba nie, bo moja chodząca plamka gdzieś znikła. Wstałam chwiejąc się na boki- Otrzepałam się i chciałam splunąć krwią, ale wyszło to tak żałośnie, że tylko pogorszyłam sprawę. Znalazłam wzrokiem swojego przeciwnika. Kucał na ziemi i trzymał się za gardło. Miałam okazje pokazać kto tu rządzi. podbiegłam i z rozpędu wymierzyłam mu najmocniejszego kopniaka, na jaki było mnie stać, prosto w głowę. Poleciał jak kula do kręgli w stronę najbliższego drzewa. Upadł na ziemię i leżał jak długi z wgnieceniem w czaszce. Dookoła jego ciała zbierała się malutka szkarłatna kałuża. na moich oczach jego czaszka powoli wróciła do pierwotnego kształtu. Nie miałam zamiaru mu odpuścić, przewróciłam go na plecy i usiadłam na jego klatce piersiowej, koanami przytrzymując jego ręce przy ziemi. Okładałam jego nieruchome ciało pięściami. Poczułam, że schodzi mi skóra z knykci, ale nie przestawałam. Otworzył oczy i charknął na mnie z bulgotem, zwróciłam uwagę na to, że w miejscu niedawnego urazu jest częściowo odnowiona tkanka, regenerował się cholernie szybko. Nie chciałam dać mu żadnej szansy. Podczas łamania jego rąk i nóg ugryzł mnie jeszcze dwa razy. Na pewno po tej walce będę lżejsza o to mięsko które mi wyrwał swoją nadzwyczaj silną paszczą...
   Ale teraz leżał na trawie, jak kadłubek- wyjąc z bólu.
   Między krzykami dało się słyszeć próbę wypowiedzenia jakiś słów, zupełnie jakby powracało w niego człowieczeństwo. Najraźniej regeneracja zużywała tą horrendalną dawkę cerberosa, którą sobie zapodał.
    - Nie słyszę co mówisz, psie.
    Nadepnęłam na jego twarz i powoli wbijałam but głębiej.
    - Musisz mówić głośniej Hades, jeśli chcesz mnie błagać o litość, albo przeprosić za grożenie mi, to śmiało, masz swoją szansę.
    Pierwszy cichy dźwięk zębów i szczęki, które nie wytrzymały naporu. Szkarłatna kałuża się rozszerzała.
    - No dalej, nie wstydź się Hades, zrobiłeś mi duże kuku, za to też dżentelmen powinien przeprosić.
    Chciałam spotkać się podeszwą z ziemią, ale powstrzymał mnie Tom. Pojawił się tak jak obiecał- W ostatnim momencie. Odepchną mnie mocno od zmasakrowanego ciała Hadesa.
    - Tess, wystarczy - Spojrzał na mnie tak, jak patrzy się na wściekłe psy, z udawaną przyjazną postawą "Dobry kundelek, chyba nie chcesz mnie dziabnąć, prawda?" - Chodź, już wyświetlili wynik, wygrałaś.
    Pokazał palcem na miejsce gdzie wisiał zegar. na miejscu cyferek pojawiło się moje imię i czas, który pozwolił mi na osiągnięcie zwycięstwa. Nasza potyczka trwała zaledwie siedem minut.
    Pozwoliłam Tomowi wyprowadzić się z lasu, niczego nie pamiętam, poza rozczarowanymi twarzami, okrzykami dezaprobaty, ale o co chodziło? Kto krzyczał? Co się w ogóle stało? Czemu tak bardzo cierpię?

środa, 5 lutego 2020

Obey

   - Witam wszystkich bardzo serdecznie, dziś poćwiczymy techniki manipulacji, o których pewnie słyszeliście w klubach, gdy ktoś próbował Wam wcisnąć kit, że studiuje psychologię... NLP moi drodzy. Z definicji brzmi jak coś, co jest pozytywne dla obu stron, pozwala się pozbyć lęków, rozwinąć kreatywność, odzyskać kontrolę nad emocjami... Jak sądzicie, jak jest to wykorzystywane?
   - Do manipulowania ludźmi na swoją korzyść?
   - Dokładnie. Za pomocą Kotwiczenia i Switch Pattern możecie przekonać kogoś, że to co w danym momencie robicie wcale nie jest przykre lub złe. To nie gwałt, to ostrzejszy seks, na który widać, że miałaś lub miałeś ochotę. To nie kradzież, to prezent, szalony prezent, patrz jak się świetnie bawimy. To nie zdradzanie poufnych informacji, to ploteczki, próba zaimponowania Wam. To wszystko jest tak proste do zrealizowania na osobach, które nie mają doświadczenia w...
   Kichnęłam.
   Mam uczulenie na jego głupie zajęcia. Nie każdy potrzebuje od razu wielkich technik manipulacji by zdobyć to o czym on mówi.
   - Czy Ja Ci w czymś przeszkadzam Tess? - powiedział z udawaną uprzejmością.
   - Ależ nie Panie Hades, wszystko w porządku, to zwykłe uczulenie, nic poważnego.
   - Mogłabyś następnym razem kichnąć w chusteczkę lub rękaw? Przerywasz innym interesujące wykłady.
   - Oczywiście- co za chuj- Na pewno tak zrobię- pierdol się sam se kichaj w chusteczkę, ja wole rozsiewać moje zarazki dookoła, może nawet otrzymam błogosławieństwo zarażenia kogoś jakimś syfem.
   Hades kontynuował wykład. Aż mi się przykro robiło jak patrzyłam na te zafascynowane owieczki wpatrujące się w niego jak w jakieś medium, które właśnie przedstawia im wiedzę bez której, o mój jeżu, jakimś cudem dotrwali do tak sędziwego wieku jak 25-30 lat! No niewiarygodne.
   Słuchałam jak co chwile wymawia słowa klucze, jak sprzedaje swoje pierdolenie niczym telewizor plazmowy bez pilota jakiemuś wieśniakowi, który uważa, że w sumie faktycznie, po co mu pilot, będzie wstawał i zmieniał programy ręcznie... Minęły już dwie godziny, dziś nawet byli ochotnicy do ćwiczeń na scenie, jakieś laseczki uwodziły facetów, faceci nakłaniali laseczki do mówienia wszystkiego o sobie, łącznie z pinem do karty i peselem. Hades tak owinął sobie dookoła palca jakiegoś typka, że ten całkiem poważnie uznał sam siebie za złego człowieka i z płaczem przepraszał swoją matkę, którą chyba zabił...
   Było mi już niedobrze. Dwie godziny to za dużo. Wyszłam z sali starając się jak najciszej zamknąć za sobą drzwi. Dalej unikałam tłumów, bowiem perspektywa walczenia z każdym po kolei mnie nudziła, dobijała i zasmucała. Po co to wszystko, skoro nawet jak mi włosy z głowy powyrywają to następnego dnia będę je miała z powrotem na głowie, piękne, długie i lśniące... Wyjęłam papierosa i zaciągnęłam się dymem. Smakował jak gówno, bo na dobre szlugi trzeba było mieć hajs, którego obecnie mi brakowało. Kupiłam sobie piękne rzeczy na wyprzedaży. mamy tu taki mały sklepik ze sprzętem dla trybików. My wszyscy cykający wesoło dla machiny Hadesa dostajemy raz na jakiś czas punkty, które można wymienić na pieniądze albo na przepustki. Oczywiście przepustka nie wypuszczała Cię z tego piekiełka, hoho, co to-to nie. Pozwalała się zwalniać z zajęć. Ja niestety z racji zbliżającej się walki musiałam zaopatrzyć się w swoje własne zabawki, bo widziałam jak każdą broń, poza tą którą wybrał Hades, niszczą w jakiś zmyślny niewidoczny na pierwszy rzut oka sposób.
   Czy już wspominałam ze skurwiel gra nieczysto? wyobraźcie sobie jak wielkie bogactwo moich plusików zwalnia mnie ze wszystkich zajęć z Hadesem... Bożu jakie to by było cudowne. Ale nieee, musiałam kupić masę żyletek, sznur, szczoteczki, kilka ciekawych rzeczy do robienia mini bomb domowego wypieku i w opór farbek do ciała. Zdajecie sobie sprawę jak ciężko byłoby uzasadnić moje potrzeby cieciowi w sklepiku? Całe szczęście Joe jest ślepy i głuchy na jedno ucho. Robienie go w chuja to nie tylko nasz przywilej, ale bardzo zabawny obowiązek. Używałam dyktafonu na który nagrywałam rozmowy różnych trybików i zrobiłam z tego piękne dialogi do sklepiku. Było czadowo. Ale wracając do mojej przerwanej myśli- Hades postanowił oszukiwać ile wlezie, choć w rzeczywistości faktycznie był bardziej doświadczony ode mnie i mógł, podkreślam, mógłby wygrać walkę, gdybym popełniła jakiś błąd.
   Ale Pan i władca tego kurwidołka bardzo chciał wygrać spektakularnie, najlepiej szybko by się nie spocić i tak bym to zapamiętała. Nawalił do tego lasu tyle pułapek, podkopów i wszystkiego badziewia, że musiałam zacząć je zaznaczać na mapie, bo nie byłam już w stanie wszystkiego spamiętać.
   - Palisz?
   Co za kretyńskie pytanie, na chuj ktoś... eh... odwróciłam się i zobaczyłam kogoś, kogo nie spodziewałam się zobaczyć już nigdy.
   Przede mną stał mój kolega z gimnazjum. Dobrze zbudowany, mojego wzrostu, blondyn z czarnymi jak węgielki oczami. Najwyraźniej ciężko przeżywał dojrzewanie, skoro postanowił wstrzyknąć sobie tusz w białka... Ledwo go poznałam. Na szyi miał wydziaranego czarnego kozła, z pyska leciała mu bordowa krew która zmieniała się na wysokości obojczyków w płonących ludzi... Wow, naprawdę musiał go bić tata... Albo chociaż molestował go wujek. Ten kozioł to i tak nic w porównaniu z mikro pajączkami "wychodzącymi" z jego oczu i znikającymi w uszach...
    - Tom?- spytałam z wyczuwalnym zażenowaniem.
    - Hej Tess, co tak stoisz jakbyś ducha zobaczyła- przekrzywił głowę i uśmiechnął się złowieszczo szczerząc niediamentowane zęby- poczęstujesz mnie czy nie?
    - Co Ty tu robisz? - Byłam w szoku. Pamiętam jak Tom śpiewał w chórkach kościelnych, malował piękne obrazy, recytował wiersze i zgarniał najlepsze oceny w szkole. Wszyscy go uwielbiali, a teraz?
   - Cóż, mógłbym Cię spytać o to samo, ale drogą dedukcji wnioskuje, że zrobiłaś coś imponującego i Ci goście- zatoczył dłońmi (oczywiście kurwa wytatuowanymi) wielki krąg wskazując dosłownie we wszystkich kierunkach- postanowili Cię zwerbować. Mylę się?
    - Nie, ale Ty.. Tom, zawsze byłeś mega spoko dzieciakiem. Co się stało?
    - Naprawdę chcesz wiedzieć? - Przysunął się tak blisko, że poczułam jego oddech na policzku- Co mam w głowie, co zrobiłem, że znalazłem się wśród tych wszystkich zer, cieszących się, że jakaś pojebana organizacja wykorzystuje ich jak marionetki?
    Wyją sobie sam papierosa z mojej paczki i odpalił od tego, którego miałam u ustach. Do połowy wypalony kiep upadł na ziemię, gdy wzdrygnęłam się spłoszona tą bliskością. Nikt tak dawno mnie nie zaskoczył.
   - To jak Tess, zainteresowana?- nie podobała mi się jego arogancja. Coś było nie tak - Jak spytasz to Ci powiem.
   Zaśmiał się głośno i potargał moje włosy jakbym była małym dzieckiem.
   Nie lubię gdy ktoś mnie tak traktuje.
   Bardzo.
   - Wal się Tom. I nie zbliżaj się tak bardzo. Nienawidzę czuć zapachu kompleksów o poranku...
   - Uuu widzę ktoś tu jest wyszczekany, zupełnie jakbyś z porannej kawki przestawiła się na cerberosa dożylnie. - Zawył jak wilk i zaśmiał się patrząc na mnie z rozbawieniem- Skąd ta zdziwiona buzia, nie powiedzieli Ci kto jest wynalazcą? Młody geniusz na stażu u psychopaty zwanego Zeusem! - Podniósł ręce w geście udawanego triumfu- Czyli ja! Zmień minę, ta już jest żałosna. Przysłał mnie tu nasz otyły pan bym osobiście zapytał czy już się namyśliłaś.
    O skurwesyn... Dużo informacji naraz.
    - Przekaż pączkożercy, że dostałam tydzień na namysł. Jutro mam walkę z Hadesem i  zdecyduje dopiero po niej.
    - Spoko. Mi to wisi, ale wiedz że Ci kibicuje. Nie przepadam za Hadesem. Sadzi się jakby był najpotężniejszy. A wszyscy dobrze wiedzą że to ja, czyli wynalazca, jestem pierwszym prawdziwym wojownikiem na cerberosie. W zasadzie już chyba tylko to płynie w moich żyłach.
    Wyobraziłam sobie debilną scenkę jak leży na plaży, popija cerberosa z oszronionej szklaneczki z palemką i Zwiększa przepływ w podłączonej kroplówce z kolejną dawką diabelskiego dopalacza. Heh.
   - Dobra słuchaj nie chce być nie miła, ale muszę spadać zpowrotem na swoje ulubiooone zajęcia...
   - Tess. Posłuchaj, na Twoim miejscu uważałbym na tą walkę. Nie wiem czy wiesz ale las...
   - Jest naszpikowany pułapkami, wszystkie bronie uszkodzone, a Hades to kurwa. Dzięki za troskę, ale ja to wszystko wiem. Niemniej doceniam gest.
    - Spoko. Fajna teraz jesteś. O wiele lepsza od zbitego dzieciaka parki pijaków. Byłaś jak smutny, brudny kundel i nie miałaś zbyt wielkich szans na sukces w życiu, a tu proszę, jednak może coś z Ciebie będzie. Ci co jadą na cerberosie nie zasuwają jak reszta osłów na jakieś debilne misje. Ale o tym przekonasz się jak zdecydujesz się na krok dalej.
   - Dzięki za informacje. - W zasadzie wzbudził moje zaufanie. Był przerażający, wyglądał jak zombie, ale był znajomym elementem. I widzę że chce mi pomóc. Sojusznicy są jednak na wagę złota- słuchaj, sorki za wcześniej, ale wiesz... w zasadzie wszyscy od kilku dni usiłują mnie wsmarować w chodnik więc zrobiłam się nerwowa.
    - Tess, Ty zawsze byłaś nerwowa i nieufna. Jeszcze do ciebie wpadnę. Leć na zajęcia i poprzeszkadzaj mu jeszcze trochę, uwielbiam patrzeć na kamerach jak wyprowadzasz go z równowagi.
   Uśmiechnęliśmy się do siebie lekko. On niczym postać z horroru, ja jak kretynka, wszystko po staremu.

                                                                    *******

   Wieczorem po zajęciach siedziałam w swoim pokoju i patrzyłam w kalendarz. Jutro wieczorem wszystko się wyjaśni. Czy dam rade i pokonam Hadesa?
   Cholera wie. Na pewno zrobię co w mojej mocy. Ułożyłam sobie wszystko pod ścianą. Cała ręcznie robiona broń chujowego rażenia wyglądała żałośnie. Pięć mini bomb, kilka szczoteczek naszpikowanych żyletkami, lina i farbki, którymi postaram się zakamuflować najlepiej jak potrafię. Kuło mnie w dołku. Zależało mi na tym by być kimś więcej niż dziewczynką na mordercze posyłki. Chciałam wejść wyżej i albo rozwalić tą chorą organizację od środka i żyć jak pani swojego losu, albo... Ostatnio myślałam nad tym co mi powiedział Tom. Nie będę zwykłym pracownikiem, może da mi to wolność? Może moje umiejętności pozwolą mi na bycie Kimś?
    Zakopałam się pod kołdrą i zamknęłam oczy rozkoszując się spokojem, który mnie otaczał. Wyciszona cela pozwalała mi na naprawdę jakościowe odprężenie. Zwinęłam się w kłębek i odpłynęłam w krainę Morfeusza.
   Śniłam o poprzednim życiu nim moi rodzice zostawili mnie na tym łez padole. Szłam przez szkołę ubrana w swój standardowo wyświechtany mundurek. Dookoła mnie śmiały się dzieci bez twarzy, wskazywały na mnie palcami i uśmiechały się ustami pozbawionymi zębów. Jak w transie weszłam do swojej klasy, w której spędziłam najżałośniejsze lata swojego życia. W pierwszej ławce siedział Tom. Ten stary spokojny i miły Tom sprzed lat, nie ta straszna imitacja, którą dziś spotkałam. Uśmiechnął się do mnie serdecznie i przywitał się jakbyśmy byli przyjaciółmi. Z tego co zapamiętałam, w prawdziwym życiu bałam się do niego podejść. Był zbyt popularny i bałam się, że będzie dla mnie taki jak wszyscy.
   Niedobry.
   Ale w tym śnie byliśmy przyjaciółmi. Świetnie się bawiliśmy jako dzieci. Zasmakowałam idealnego dnia w szkole- więc to tak czują się popularne dzieciaki.
   Graliśmy razem w klasy, biegaliśmy po boisku i robiliśmy bazę z książek w bibliotece...
 
    Coś mnie obudziło.

   W mojej celi paliła się lampka. Nie otwierałam oczu, nasłuchiwałam i starałam się dociec co mnie tak zaniepokoiło. Światło przebijające się przez moje powieki nagle zgasło. Usłyszałam krzątanie się bardzo blisko mojej głowy. Szelest ubrań. Ktoś usiadł na drugiej połowie mojego łóżka. Czekałam w napięciu. Starałam się oddychać spokojnie, tak jakbym dalej spała.
   Osoba która postanowiła mi poprzeszkadzać położyła się obok. To był mężczyzna, na sto procent czułam cytrusowe perfumy nieśmiało przebijające się przez zapach papierosów. Szczyt bezczelności nastąpił w momencie, gdy poczułam jak wślizguje się pod moją kołdrę i dotyka swoimi zimnymi plecami moich. Syknęłam zaskoczona nagłym ukłuciem chłodu, który przeszył całe moje ciało.
    Odwróciłam się nagle i zetknęłam się nosem z prześladowcą. Było ciemno jak w dupie, nie wiedziałam kto to, ale szczerze nie przypominam sobie bym kogokolwiek tu zapraszała- Już miałam uderzyć intruza kolanem i ugryźć go w ten zimny kinol gdy zablokował obydwa moje ciosy (zimnymi jak cholera) dłońmi.
     - Nie radziłbym tego robić.
     Znajomy głos ze snu.
     - Tom nie wiem jak Ci powiedzieć wypierdalaj w taki sposób byś...
     Zasłonił mi usta dłonią i syknął cicho.
    - Tess nie drzyj się jest cisza nocna. Nie mam celi, bo tu nie mieszkam i Hades dowiedział się, że jestem na terenie obiektu... muszę się u Ciebie przekitrać do rana. Jest mi cholernie zimno, bo postanowiłem być dobrym kolegą i Chciałem Ci pomóc. Gwarantuje, że Hades nie jest teraz w humorku, bo musi ganiać z dwudziestu więźniów z izolatek. A tam jest tak cholernie... no wiesz, chłodno.
    - Wypuściłeś wszystkich tych co mu podpadli?
    - No ba, teraz lata w piżamce po obiekcie i ich wyłapuje.
    - Fajnie, nie chce być niewdzięczna, ale won z mojego wyrka. Będzie niewyspany, zdenerwowany, to naprawdę... mega pomocne, ale mój niezerwany kwiatek śpi sam.
    - Bez przesady nic Ci przecież nie zrobię.
    - Po prostu wypierdalaj na podłogę, albo Cię tam zepchnę siłą.
    - Zawsze jesteś taka rozkoszna? Obiecuje że chce tylko spać i nie będę Cię dotykał.
    Prychnęłam z rozbawieniem. Nie dość, że trzymał mnie tak bym nie mogła go zaatakować to jeszcze przylegał do mnie jak plaster do strupa. Gdzie moja święta prywatność! Intymność!
    - Słuchaj, muszę się przespać, bo bez snu zaczynamy wymiękać. Na cerberosie musisz pilnować trybu życia inaczej zaczynasz tracić panowanie nad sobą. Więc możesz mnie kopać, gryźć i wyrywać włosy z głowy ale i tak będę tu spał.
    Puścił mnie i odwrócił się plecami, mamrocząc dobranoc pod nosem.
    No to chyba czeka mnie pierwsza w życiu noc gdy ktoś obok mnie śpi. Tom był mojego wzrostu, ale przez ogrom masy mięśniowej nie byłabym w stanie go podnieść z taką łatwością jak Hadesa. Zimny kloc bezczelnie zaczął pochrapywać- ma chłopak tempo zasypiania...