sobota, 13 sierpnia 2016

Fight

   Pobudka. Mamy godzinę piątą rano. Czas wstawać, no już, wstawaj leniu.
   Dlaczego jakiś niewyżyty debil ustawił wszystkie budziki na tą godzinę. Pięćdziesiąt osiem różnych telefonów właśnie wypluwa z siebie jakieś badziewne systemowe dzwonki, nieliczni posiadają jeden utwór, którego słuchają do znudzenia- więc czemu by nie ustawić go na budzik?
   Właściwie spytasz "Czemu do cholery tak wcześnie?!" Analizujesz "Kiedy ja ostatnio wstałam/wstałem o tej godzinie?!" A ja odpowiadam. Czas biegać.
    Każdy trybik zakłada właśnie spodenki, koszulkę, obwisłą bluzę- porozciąganą na rękawach- zawiązuje buty i bez mycia zębów wychodzi ze swojej celi.
    Trybik, ah, to taki żart, każdy z nas jest częścią tej wielkiej maszyny- jesteśmy więc małymi trybikami Hadesa.
    Ja, jak zresztą pewnie wiecie, nazywam się Tess i jestem tu nowa. Budzę się tak codziennie od dwóch tygodni. Śnię już o tym cholernym budziku, mam pieprzone sny o wstawaniu, o bieganiu na tej gównianej bieżni, w kółko i wciąż aż do wyrzygu- Dwadzieścia okrążeń, na czterystu-metrowej bieżni, osiem kilometrów w pełnym słońcu. Po jakimś czasie zastanawiasz się czy skóra może się stopić, a mięśnie zamienić w gąbkę lub ektoplazmę... Później nie jest lepiej. Wszystkie trybiki idą na śniadanie.
    Tragedia, powód do płaczu.
    Czemu?!
    Bo w tej cudownej placówce zwanej Piekłem jest dwadzieścia krzesełek na stołówce. A trybików włącznie ze mną jest pięćdziesiąt osiem. Prosta matematyka- nie mam gdzie siedzieć. Pałaszuje owsiankę i jogurt z owocami w zastraszającym tempie. Nie chce przecież stać zbyt długo z tą tacą, boję się, że ją upuszczę. A za to jest kara, widziałam jak jeden z nowych chłopaków coś upuścił, starsi od razu złamali mu nos i kazali wszystko zlizywać z podłogi. Krew, która kapała z rozbitego kinola też musiał zlizywać, wyobraźcie sobie ze na bieżąco brudził i zmywał podłogę. Przez pół godziny.
    Po śniadaniu mam czas na odpoczynek, całe dziesięć minut nim rozpoczną się lekcje. Zdążę umyć zęby, przebrać się, rzucić na łóżko i od razu wstać, bo następny dzwonek znów woła mnie w inne miejsce. Nowych uczą wszystkiego, posługiwania się bronią, prowadzenia każdego rodzaju samochodów, fizyki, podstaw wszystkiego co może się nam przydać. Za rok wybiorę swoją specjalizację i zostanie mi przydzielona osoba do pomocy. Kierowcy dostają strzelca, strzelcy włamywacza, włamywacze pirotechnika i tak dalej i na odwrót i czego dusza zapragnie.
    Najbardziej lubiłam lekcje terenowe. Uczyliśmy się tam posługiwania bronią białą, samoobrony, przetrwania, robienia broni z niczego i wielu innych ciekawych rzeczy.
     Dziś niestety czekała mnie dłuuuga pogadanka z Hadesem. Na jaki temat? Oczywiście na temat rozmów, manipulacji, umiejętności uzyskiwania informacji, ogólnie o robieniu sieczki z mózgów.
    Nienawidziłam każdej minuty z tych wykładów. Każde słowo Hadesa było dla mnie jak kubeł zimnej wody wylany na głowę w upalny dzień- uświadamiał nas, jakimi debilami byliśmy nim go poznamy i jak wspaniali będziemy, gdy się do niego upodobnimy. Gówno prawda, czy tylko ja tego typa nie trawię?
    Wszyscy siedzieli na tyłkach wlepiając w niego rozmarzone ślepia, niemal ciekła im ślina po brodzie, niektórym naprawdę niewiele brakowało. A ja, jak niewzruszony posąg, ostoja spokoju i opanowania- stałam oparta o ścianę i żułam gumę, ostentacyjnie starzejąc balonami. Hades- nieporuszony- udawał, że mnie tam nie ma, że jestem ścianą, która od czasu do czasu z niewyjaśnionych przyczyn pyka i przeszkadza, choć nie na tyle by ja wyburzyć. Na razie. Czekałam aż wybuchnie, aż ta otoczka perfekcyjnego przywódcy zniknie i pojawi się prawdziwy On- Nieokrzesany gbur, który pierwszego dnia nie dał mi dojść do słowa, zupełnie jak Susan, otyła debilka zza bankowego okienka. Irytowali mnie na tym samym poziomie.
    Po trzygodzinnej lekcji zostaliśmy wypuszczeni, przerwa na szluga.
    Dziś postanowiłam do kogoś zagadać.
    Drogi pamiętniczku, to już czternasty dzień mojej męki, chyba zaczynam...
    - Czy Ty jesteś poważna do cholery jasnej?
    Hades. Wszędzie rozpoznam głos tej niedociucianej wypindrzonej szumowiny, której, przysięgam na Boga, wetknę parasol w dupę i wtedy przekonamy się jak pięknie śpiewa.....
    - Jak najbardziej.
    - Wkurzasz wszystkich. Na moich lekcjach w szczególności, czyżby nudziła cię Manipulacja Panno Tess? Nadajesz się tylko do strzelania, rzucania nożami i żarcia robali?
    - Na razie z czystym sumieniem przyznam, że nie nadaje się do niczego, przypominam, moje szkolenie trwa zaledwie...
    - Oh, proszę Cię, skończ z tymi kłamstwami. Widziałem Twoje wyniki.
    - W sensie te śmieszne plusiki, które wstawiacie nam do dzienniczków, jakbyśmy byli w podstawówce?
    - Dokładnie. A teraz pozwól, że Ci coś pokażę. Mam nadzieję iż przekona Cię to do większego skupienia na moich zajęciach.
    Nie wiem co knuł, ale odmówić nie mogłam. Patrzyło na mnie pewnie z tuzin kamer, każdy dookoła mnie był potencjalnym wrogiem, psem na smyczy tego szaleńca. Ruszyłam więc za nim- ku nieznanemu, nie, to zbyt dramatyczne, ruszyłam za nim ku przygodzie. Uwielbiam pozytywne akcenty. Szczególnie, gdy moje życie zaczyna się komplikować.
    Ale o czym my to... A! I szliśmy przez ośrodek jak te małe gąski, zmierzając do podziemi. Hades otworzył drzwi do piwnicy jednym z licznych kluczy i gestem ręki zaprosił mnie do środka. Pomieszczenie było dobrze oświetlone przez nowoczesne lampy- nigdzie nie wisiała nawet najmniejsza pajęczyna. Miejsce bardziej sterylne od sali operacyjnej. W powietrzu unosił się lekki zapach cytryny i chloru. A przede mną roztaczał się iście przerażający widok. Schody, pełno schodów ciągnących się w dół, dół, dół....
    - Nie macie tu windy?
    - To tylko 40 schodków, na cholerę nam tu winda?
    - Jestem zmęczona, nie możesz mi tego pokazać później?
    - Złaź, nie marudź, bardziej wypoczęta nie będziesz...
    Schodzenie nie było złe, myśl o powrocie napawała mnie jednak czystą grozą. Wejście na czterdzieści schodków po treningu nie jest czymś łatwym, a musiałam oszczędzać siły, bo za dwie godziny rozpoczynały się zajęcia z samoobrony, na których nikt nie będzie się nade mną rozczulał, bo Hades ciągał mnie po schodach w tą i spowrotem... E-e...
     Zeszliśmy na dół, do pomieszczenia które nie było już tak dobrze oświetlone. Długi korytarz ciągną się w nieskończoność, po jego bokach, co dziesięć metrów pojawiały się drzwi ze stali.
    - Co tu trzymacie? Zwierzątka?
    - Można by tak to ująć, w tych celach znajdują się osoby które złamały nasze prawa, które podniosły na mnie rękę, albo... po prostu mnie wkurwiali. Jak Ty. - spojrzał na mnie z góry i uśmiechnął się ponuro- Wiesz po ile tu siedzą w ciemnościach? Niektórych zamyka się tylko na jeden dzień, by ich utemperować i pokazać, że możemy z nimi zrobić wszystko, inni trafiają tu na tydzień, a wyjątkowo oporne egzemplarze... Na rok. Spędziłaś kiedyś rok, zamknięta w zimnej, nieoświetlonej celi? Nie ma tam zupełnie nic, nie ma łóżek, półek, tylko czyste ściany w kolorze czarnym, przez które masz wrażenie że siedzisz w próżni. Cele są wyciszane, więc słyszysz każde uderzenie swojego serca. Dostajesz jeden posiłek dziennie- miskę zupy i chleb. Dociera do Ciebie to co mówię?
    - Grozisz mi, że tu skończę, tak?
    - Owszem. Nie chciałbym jednak tego robić, jesteś wysportowana, sprawna i wyjątkowo bystra, o ile nie uaktywnia się ten Twój... Tryb berserka? Wiem, że czasami tracisz nad sobą panowanie, w tym dniu, gdy zaatakowałaś bank coś się w Tobie popsuło, możemy to naprawić, chcesz?
    - Lubię mój brak opanowania, jest przydatny w momentach zagrożenia... Nie chce niczego naprawiać, rozumiesz? I radzę mi nie grozić. Pamiętaj, że dopóki niewolnik jest bezbronny, to słucha swojego pana. Jednak daj niewolnikowi chociażby kij... - dźgnęłam go palcem w klatkę - Bam! I pan wącha kwiatki od spodu.
    Mierzyliśmy się wzrokiem przez krótką chwilę, dopóki Hades nie pchną mnie na ścianę. Uderzyłam głową w cegły i potknęłam się o własne nogi. Krzyknęłam z bólu i zaskoczenia, czułam pulsujący ból w skroni, z której lała się krew.
    Naprawdę się zdenerwowałam.
    Spojrzałam do góry i zauważyłam, że Hades bierze zamach nogą- kopnął mnie w żebra i zamierzał powtarzać tą czynność dopóki się nie poddam i nie przeproszę za swoje słowa. Nie miałam jednak zamiaru tak sobie leżeć i pozwalać na maltretowanie.
    Za piętnaście minut mam następne zajęcia- jak się spóźnię to dostane minus. MINUS. A ja NIGDY nie dostałam minusa!
    Przeturlałam się na bok i wzięłam zamach nogą, podcinając swojego przeciwnika, Hades runął jak kłoda, nieprzygotowany na mój kontratak. Podniosłam się jednym susem i doskoczyłam do niego z rządzą mordu wymalowaną na twarzy.
    - Złaź ze mnie bo pożałujesz!- wrzeszczał jak mała dziewczynka - Złaź głupia kurwo,słyszysz?!
    Miałam go jednak gdzieś. wykręciłam jego ręce za plecy i ustawiłam je tak- by z łatwością wybić mu oba barki za jednym zamachem.
    - Przeproś - warknęłam - Przeproś albo wyłamie te Twoje chude łapki z zawiasów, rozumiesz?!
    - Wal się! - powiedział i zaczął się mocnej szarpać.
    Dostałam piętą w plecy i straciłam równowagę. Upadłam na ziemię, szorując policzkiem po chropowatej powierzchni. Krew zalała połowę mojej twarzy, przez co ograniczyło się moje pole widzenia. Hades oczywiście nie zamierzał odpuścić takiej okazji, Złapał mnie za kostki i przeciągną kawałek po podłodze. Mogłam tylko próbować mu się wywinąć, co wychodziło mi jednak z marnym skutkiem. Mój przeciwnik zamachnął się i rzucił mną o ścianę, w tych jego chudych łapach ukryta była siła o jakiej nie miałam pojęcia. Odbiłam się od muru i gruchnęłam o ziemię. Wtedy kopnął mnie w twarz. Poczułam smak krwi w ustach, i paraliżujący ból w prawym policzku.
    Miałam tego serdecznie dość. Postanowiłam uciec się do podstępu. Udawałam omdlenie, przestałam się ruszać, w pewnym momencie przestałam nawet oddychać.
    Hades stał nade mną i ciężko oddychał ze zmęczenia, najwyraźniej nie codziennie musiał używać siły, w końcu był raczej typem mózgowca niż zabijaki.
     - Ej- trącił mnie nogą w bok - żyjesz jeszcze? Teeesss.... Wstawaj, no już...
     Dalej odgrywałam swoją szopkę, w środku hamując wybuch śmiechu.
     - Tess. Przepraszam, nie chciałem Cię aż tak uszkodzić, możesz już przestać żartować? Nie mogłem Cię zabić czymś takim, słyszysz? - Zaczął mu drżeć głos - Tess...?
    Upadł obok mnie na kolana i zaczął mną potrząsać.
    - Nie możesz umrzeć rozumiesz?! Nawet nie wiesz jak... - złamał mu się głos, niemal płakał - Nawet nie wiesz jak wiele pieniędzy wydałem by Cię odbić i wyszkolić! Moje inwestycje nie umierają tak szybko, rozumiesz?!
     ... A ja myślałam, że to przejaw ludzkiej troski...
    W akcie totalnej irytacji i roztrzęsienia otworzyłam jedno oko i wymierzyłam mu potężny cios prosto między oczy, wkładając w to całą siłę jaka mi pozostała. Syknął z bólu i upadł na plecy. wytarłam twarz i zaczęłam pluć krwią.
     - Ty głupi... skurwysynie... - Zamrugałam kilka razy na próbę i sprawdziłam czy oko jest sprawne - Ja pierdole jak mnie wszystko boli... -Przygniotłam go nogą i zaczęłam szukać w jego kieszeniach kluczy - Pewnie zamknąłeś drzwi od tej piwnicy, co nie?
    - Wal się. Przysięgam, że Cię zabije Ty wredna pizdo!
    - Tak, tak, jasne, zobaczymy czy Ci się uda... - Kopnęłam go z całej siły w skroń- A teraz sobie tu poleżysz, a ja grzecznie pójdę na zajęcia, dobrze?
    Ogłuszony Hades leżał na ziemi i wyglądał jak trup, z jego rozbitego nosa leciała krew. Nachyliłam się nad nim i ujęłam jego prawą rękę na której nosił zegarek. Spojrzałam na niego i... Wybiegłam z piwnicy w podskokach, nerwowo szukałam klucz, który pasowałby do zamka, otworzyłam te cholerne drzwi i wypadłam przez nie szybciej niż Maurice Greene w dziewięćdziesiątym dziewiątym. Biegłam jak opętana.
    Wpadłam na salę i zdyszana oparłam ręce o kolana.
     - Przepraszam... Za spóźnienie...
     - Wyglądasz jak gówno.
     - Wiem trenerze... Przepraszam za mój stan ale... nie miałam czasu doprowadzić się do porządku...
     - Wstawiam Ci minus. Nigdy więcej nie przychodź w takim stanie na moje zajęcia. Jeszcze spóźniłaś się całe dwie minuty. Kpisz sobie ze mnie Tess?
      Kurwa.
       - Za karę masz jeszcze dodatkowych dwadzieścia okrążeń dookoła bieżni. Startuj świeżaku bo skopie Ci tyłek i nie będziesz mogła na nim przez miesiąc siadać. JAZDA, ZROZUMIANO?!
      - Tak jest trenerze.
      I tak oto dostałam pierwszego minusa w swoim życiu.
      Przebiegłam dwadzieścia okrążeń, krew znów zalała mi połowę twarzy- wszystko mnie bolało, usychałam z pragnienia, a co najgorsze- Hades już się obudził.
      Stał w drzwiach sali treningowej, opatrzony, przebrany i schludny jak jeszcze nigdy.
      Trener rozmawiał z nim szeptem- nic nie słyszałam, ale wiedziałam, że nie jest dobrze- mam przesrane. Wyląduje w tej okropnej celi i spędzę tam z dziesięć lat, oślepnę w ciemnościach, będę cierpieć z głodu, bo nienawidzę zup i....
      - Tess! Do mnie, ale to już, w podskokach! - wrzasnął trener.
      Jezu nie chcę!
      - Tak jest!
      Nie chcę ale muszę, podbiegłam więc do nich baaardzo wolnym truchtem i usiłowałam zrobić minę niewiniątka. Z moją pokiereszowaną twarzą musiało to wyglądać makabrycznie...
    - Słucham?
    - Raczysz mi wyjaśnić czemu napadłaś na pana Hadesa?
    - To on zaczął! - A chrzanić subtelność- Ten patafian najpierw mi groził, potem rzucał mną o ścianę to musiałam się kurwa bronić, nie rozumie pan?!
    - Hades, czy ona mówi prawdę?
    - Gówno prawda! Sama mi groziła!
    - Zachowujecie się jak dzieci. Ale załatwimy to jak dorośli. Za tydzień urządzimy Wam turniej, co Wy na to? Wybierzecie sobie broń, zrzucimy Was do lasu treningowego i wszystko pięknie sobie wyjaśnicie w starym dobrym stylu- przemocą.
     - Wchodzę w to- powiedzieliśmy jednocześnie.
     Nie mogę się doczekać następnego poniedziałku, tylko poczekaj debilu, a pokażę na co mnie stać... 

piątek, 5 sierpnia 2016

Slit his throat

   Nie mogę się powstrzymać od cienia uśmiechu, gdy wspominam dzień mojej nieudanej wycieczki do więzienia. Siedziałam w wozie pancernym, skuta łańcuchami, otoczona przez policjantów, którzy mieli wymalowaną odrazę na twarzy. Nikt nic nie mówił, ciszę przerywało jedynie chrobotanie podwozia na wybojach. Ja już opanowana, poważnie przestraszona i zagubiona jak jeszcze nigdy, oczekiwałam na najgorsze.
   Gdy byliśmy w połowie trasy samochód nagle się zatrzymał. Policjanci poderwali się  z miejsc i położyli ręce na kaburach pistoletów w oczekiwaniu na rozwój sytuacji.
    - Ian, co tam się dzieje, czemu stoimy?! - wrzasnął jeden z nich.
    Jednak Ian, kierowca, milczał. Wszyscy byli coraz bardziej spięci, jeden z moich nadzorców próbował dostać się do szoferki, jednak jego starania przerwało coś, czego nikt się nie spodziewał.
    Numero uno włożył swoją głowę do okienka, które było jedynym połączeniem mojej kabiny z przednią częścią samochodu. Nie zdążył powiedzieć nawet słowa- jego głowa z głośnym plaśnięciem potoczyła się na podłogę, a reszta ciała upadła mi niemalże pod nogi. Ian zapewne nie żył, policjant numer jeden- z pewnością własnie zakończył swoją służbę.
    Policjant numer dwa wyciągną pistolet i przyszykował się do obrony. Stanął do mnie plecami i mierzył w przeciwnym kierunku, krzycząc jakieś niezrozumiałe rozkazy. Makabryczny widok coś we mnie poruszył- uświadomiłam sobie, że nie chcę skończyć jak ten wykrwawiający się worek mięsa pod moimi nogami. Musiałam coś zrobić.
    Jak zahipnotyzowana, zacisnęłam łańcuchy spajające moje nadgarstki na jego szyi.
    Numer dwa walczył dzielnie, miałam przewagę zaskoczenia, nie miałam zamiaru mu odpuścić. Na filmach to zawsze wygląda tak prosto, gdy ofiara ma coraz mniej tlenu to staje się pasywna, poddaje się, nie walczy... Gówno prawda. Im bliżej śmierci, tym bardziej się stawia. Po dwóch minutach zmagań, wrzasków, charknięć i turlania się po podłodze- udało mi się zabić numer dwa.
    Zabrałam mu kluczyki, rozpięłam kajdanki i zaczęłam szukać jego broni. Upuścił ją podczas naszych zmagań, leżała pod ławą na której wcześniej siedziałam. Sprawdziłam ile naboi jest w magazynku (zaledwie cztery) i stanęłam twarzą do drzwi wyjściowych.
   Ktoś od jakiegoś czasu nimi szarpał, jakby próbował się do mnie dostać.
   - Drugi strażnik też nie żyje, więc proszę nie strzelajcie do środka! - Nie miałam zamiaru umierać. Nie miałam też zamiaru jechać do więzienia. Liczyłam na przyłączenie się do ludzi, którzy napadli na wóz. - Rzucę Wam kluczyki do szoferki, będzie łatwiej otworzyć drzwi!
    - Okey, ale bez gwałtownych ruchów, rozumiemy się?! Jak otworzymy drzwi masz siedzieć na środku, broń połóż pod drzwiami i nie próbuj nas wyruchać, bo mamy znaczną przewagę złotko!
     Wykonałam wszystkie polecenia, tym razem, przy pomocy klucza- oprawcy dostali się do środka ciężarówki. Nie zdążyłam nawet słowa powiedzieć! Worek na głowę, wiązanie, co tam się działo, uwierzcie mi- dawno nie czułam się tak sponiewierana i upokorzona.
    - Zamknij się i nie utrudniaj. Nic Ci się nie stanie jeśli będziesz grzeczną dziewczynką.
    JASNE. Oczywiście, ale o co chodzi?!Czemu zamiast mi coś wyjaśnić najzwyczajniej w świecie mnie porywają?! Oczywiście skoro nikt nie raczył mi nic uzmysłowić- darłam się, wierzgałam, kopałam, piszczałam i próbowałam gryźć przez worek- co przyniosło jeden skutek.
    Zostałam zdzielona kijem przez łeb...
    I żegnamy się z rzeczywistością, zemdlałam, urwał mi się film, byłam jak szmaciana lalka w ich podejrzanych łapach.
     Minęło sporo czasu, nim ocknęłam się z potwornym bólem głowy. Siedziałam na krześle, pośrodku ogromnej sali wypełnionej po brzegi podejrzanymi ludźmi. Każdy był uzbrojony i ubrany jak na potańcówkę harleyowców. "Po prostu fantastycznie"- pomyślałam- "Mam przesrane, już mogę zacząć zmawiać ostatni paciorek..."
    - Czy ktoś wyjmie jej knebel z gęby nim zaślini się na śmierć?- powiedział ktoś z tłumu.
    Podeszła do mnie ogromna kobieta, która spokojnie mogłaby położyć na rękę Puszkara w szczytowej formie. Dość brutalnie wyjęła mi z "gęby" knebel i rzuciła nim o ziemię. Oblizałam się i podziękowałam jej skinieniem głowy, na co prychnęła i wróciła na swoje miejsce.
   Wszyscy rozstąpili się jak morze czerwone przed jednym z facetów. Był wysoki, postawny, miał minę jakby wszyscy poza nim na świecie nie znaczyli absolutnie nic i, co zaskakujące, był ubrany w garnitur.
   Jak nic szef całej tej barwnej zbieraniny.
    - Panno... Tess? Mogę się do Pani zwracać po imieniu?
    - Czemu nie, panie...?
    - Oh, gdzie moje maniery, nazywam się Hades, witamy w piekle - uśmiechnął się jak gwiazda reklamy pasty do zębów i jakby w oczekiwaniu na oklaski i śmiech przekrzywił lekko głowę. Oczywiście wszyscy się zaśmiali, ah, jakiż on wyluzowany i zabawny, boki zrywać normalnie...- Mam nadzieję, że siedzisz wygodnie, chcieliśmy uniknąć uszkodzenia Cię w trakcie podróży, niestety słyszałem, że stawiałaś jawny opór, który moi ludzie musieli zdusić w zarodku. Mam nadzieję, że nam wybaczysz, to koszmarny początek znajomości.
    - Nic mi nie jest, tylko głowa mnie boli. Właściwie mam kilka...
    - Faaaantastycznie, skoro nic Ci nie jest to mogę przejść do rzeczy. Gówno mnie obchodzi co sobie teraz myślisz, naprawdę. Nie zadawaj pytań, daj mi skończyć, ja przedstawię Ci cała Twoją obecną sytuację w pigułce, a Ty grzecznie mnie wysłuchasz.
    - Mam...
    -... Się zamknąć i dać mi skończyć, tak. Zostałaś tu przyprowadzona, bo nie było nam na rękę by tracić następną dobrą osobę w więzieniu, z którego ciężej się Was porywa. Jak widzisz wszyscy moi towarzysze wyglądają jak nieokrzesane małpy z bronią w ręku, zaklinam się na Boga w niebie, że do nich dołączysz. Nazywasz się Tess, masz dwadzieścia jeden lat, zamordowałaś szesnaście osób z zimną krwią, jesteś doszczętnie spłukana i masz przejebane. Poza tymi murami każdy policjant na świecie właśnie dostaje list gończy z Twoją uroczą buźką i dopiskiem, że bezzwłocznie należy Cie unicestwić bez zadawania pytań. - klasnął w dłonie i rozejrzał się dookoła - Czy na razie się nie pomyliłem?
     - Wszystko ok, tylko...
     - Wyśmienicie. Widzisz, jesteśmy taką małą organizacją, niemal jak rodzina, powaga. Zajmujemy się werbowaniem takich uroczych małych dziewczynek jak Ty i szkoleniem ich w byciu odrobinę mniej uroczymi obiektami, zdolnymi zabić wszystko co się rusza, począwszy od staruszków, skończywszy na niemowlakach w kołyskach. Dotarło? Oferujemy Ci pracę, dobrze płatną, cholernie niebezpieczną pracę, której musisz się podjąć, albo podrzucimy Cię na komisariat i tam się Tobą zajmą. Znów pojedziesz pancernym samochodem do więzienia, tym razem bez przeszkód, a tam do woli będziesz mogła dawać dupy niewyżytym lesbijkom pod prysznicem i wyposzczonym strażnikom w ich pokojach. Może nawet zrobią Ci jakiś śliczny tatuaż na twarzy tuszem od długopisu. Masz dobę na przemyślenie mojej szczodrej oferty. Dobę panno Tess. Czy wyraziłem się jasno?
     Miałam w tym momencie dwie potrzeby. Wrzaśnięcia na tego buca i zabicia go gołymi rękoma. Ale coś w nim budziło moją grozę. Postanowiłam więc nikogo nie denerwować, wybadam teren, a dopiero potem poderżnę mu gardło za przerywanie mi i olewanie każdej mojej próby cywilizowanej komunikacji.
     - Jasno i klarownie panie Hades - uśmiechnęłam się jak wioskowy przygłup - wprost nie mogę się doczekać tego szkolenia.
     Spojrzał na mnie bez cienia emocji i skiną głową. Dwóch dryblasów przecięło liny pętające moje nadgarstki i nogi. Chwiejnie wstałam, czując jak moja głowa wiruje na wszystkie strony. Oparłam się o jednego z moich wybawców i spojrzałam w miejsce w którym jeszcze przed chwilą stał Hades.
    Jego jednak już tam nie było.

wtorek, 2 sierpnia 2016

One

   Każda historia ma swój początek i koniec. Moja nie stanowi wyjątku, wszystko zaczęło się gdy skończyłam dwadzieścia lat, zostałam sama na świecie z długami rodziców na pocieszenie. Wszyscy moi bliscy byli martwi. Ja- młoda i zdezorientowana- starałam się jakoś przeżyć. Dwie prace, spłacanie długów, unikanie przemęczenia lub śmierci głodowej- to były moje życiowe priorytety. Jak łatwo było się domyśleć, nie wytrzymałam tak zbyt długo. W dniu dwudziestych pierwszych urodzin zemdlałam podczas piętnastominutowej przerwy w jednej z prac. Szef mnie zwolnił, bo ten incydent przedłużył moją chwilę wytchnienia o całe cztery minuty, co on raczył uznać za karygodne łamanie regulaminu.
   Do drugiej pracy nawet nie byłam w stanie dojechać. Nogi się pode mną uginały, nie jadłam nic od dwóch dni, sypiałam po godzinę dziennie od niemal tygodnia by móc spłacić następną ratę długu po rodzicach- wymiękłam. Po raz drugi w życiu się upiłam, leżałam we własnym mieszkaniu, które miało imponujące rozmiary siedemnastu metrów kwadratowych i szlochałam zapatrzona w sufit, popijając z gwinta najtańszą wódkę jaką znalazłam w sklepie.
    Oto ja na początku mojej historii. Żałosna, zapłakana, pijana i prawdopodobnie paskudnie śmierdząca Tess.
    Następnego dnia zwolniłam się z drugiej pracy. Odebrałam należne mi wynagrodzenie, kupiłam broń i udałam się w stronę banku. Raz w miesiącu przychodziłam tu by oddawać moje ciężko zarobione pieniądze, bo moi rodzice, którzy przez większość życia upijali się do nieprzytomności- zażyczyli kupić sobie dom, na który nie było ich stać. Musiałam oddawać niemal wszystko, by oni nie odebrali mi życia i godności, tylko dlatego, że matka i ojciec jak na złość umarli i pozostawili mi osobliwy spadek.
    Dwudziestojednoletnia Tess miała tego serdecznie dość.
    Podeszłam do urzędniczki, która zza szybki pozdrowiła mnie swoim standardowym "Witamy w SmartBanku w czym mogę pomóc?". Jej mina świadczyła o tym że najchętniej pomogłaby mi się udusić. Tej nie lubiłam najbardziej, nazywała się Susan, miała poważną nadwagę, wyglądała na czterdzieści pięć lat, choć w rzeczywistości pewnie miała zaledwie trzydzieści. Zawsze odnosiła się do wszystkich z pogardą, nigdy się nie uśmiechała i przede wszystkim- To ona co miesiąc zabierała mi moje ciężko zarobione pieniądze, mając czelność mi mówić "Do zobaczenia ponownie" gdy wychodziłam.
    Najpierw pękła szyba, odłamki szkła z hukiem rozleciały się na drobne kawałeczki, dopiero później niczego nie świadoma Susan pożegnała się z tym światem- albowiem jej głowa niemal całkowicie oderwała się od szyi, gdy trafił ją pocisk z odległości zaledwie dwóch metrów. Wszyscy zaczęli krzyczeć, ktoś włączył cichy alarm, cywile padli na ziemię chowając głowy pod swoimi rękami, jakby to miało uratować ich życie. W przeciągu trzech minut zabiłam szesnaście osób, czyli wszystkich, którzy znajdowali się w budynku. Nie przeżył nikt, nie miałam nawet odrobiny litości. Po pięciu minutach przyjechała policja- siedziałam wtedy na kolanach Susan i spytałam się czy w czymś im pomóc, na zmianę śmiejąc się i płacząc.
    Po prostu nie wytrzymałam.
    Zostałam skazana na dożywocie w więzieniu o zaostrzonym rygorze, ale nigdy do niego nie dojechałam. Czemu? O tym właśnie będzie moja historia, opowiem Wam ją z dziką rozkoszą, albowiem jest ona czymś, co z pewnością zainteresuje wszystkich fanów przedziwnych zwrotów akcji, przekleństw, brutalności i nieuzasadnionej przemocy, just for fun.
    Zaczynamy?