poniedziałek, 4 października 2021

Pain

    Trup leżał na ziemi pod nogami mojego dawnego kolegi ze szkoły. Światło latarki padało na nieruchome ciało zwyczajnej kobiety, nie potwora z którym walczyliśmy. Po rozcięciu czaszki na trzy puzelki Arachne zmieniła się spowrotem w ludzką istotę, co dziwiło najwyraźniej tylko mnie...

    - One tak zawsze... wracają do oryginalnej postaci po śmierci? 

    Tom wycierał poplamione krwią klingi w swoje spodnie, mamrocząc pod nosem coś o niehigienicznych warunkach pracy i "zbyt małych zarobkach jak na taką harówkę". My coś w ogóle dostajemy po takiej misji? Nie pamiętam podpisywania umowy... czy w takich wypadkach jest to umowa zlecenie czy o dzieło?

   -Tess, to kiedyś byli ludzie oczywiście, że po śmierci wracają do prawdziwej postaci, to tylko czary Ateny, nic więcej. 

   - Czyli... jak mnie taka ugryzie, to nie zmienię się w półpająka? 

    - No jasne, że się zmienisz. Myślisz, że niby jak one powstają. Wpadają w sieci tej prawdziwej Arachne, która jest zarozumiałą suką, a ta zmienia je w swoje marne podróbki... niby może też złożyć jajeczka, ale do tego musiałaby znaleźć kochanka, który zignorowałby jej wygląd.

    - To składa jaja? Tego jest więcej?!

    - Tess, my dopiero zaczynamy. Nie daj się ugryźć, nie rób niczego głupiego i celuj w głowę, pewnie są ich tu dziesiątki. Musimy iść dalej. 

    Wyprawa kanałami niesamowicie się dłużyła, musieliśmy unikać licznych, lepkich nici, które były absolutnie wszędzie. Leże tych kreatur musiało być niedaleko, bo dodatkowo moje ślinianki zasuwały jak szalone przez coraz silniejszy aromat grzanego cukru. Tom zupełnie znikłby w ciemności przedemną, gdyby nie latarka, którą oświetlał nam drogę. Poruszał się szybko i zwinnie, zupełnie jakby już wcześniej musiał unikać lepkich nici zostawionych przez zaczarowane krawcowe...  

   Nagle zatrzymał się bez żadnego uprzedzenia i wyciągnął zaciśniętą pięść nad głowę. Stanęłam tuż za nim i wyjrzałam jak zza kolumny, starając się dostrzec potencjalne zagrożenie. Na końcu kanału zauważyłam delikatną złotą poświatę.

    - Tess, przygotuj się- szepnął - teraz będzie ich o wiele więcej. Tak jak mówiłem, wal prosto w łeb i chroń się przed ugryzieniami. 

    Wyjęłam oba pistolety, sprawdziłam czy są naładowane i przygotowałam kilka magazynków na podmiankę. Byłam gotowa. Tak mi się wydawało. Chyba. 

   Tym razem to my zaskoczyliśmy te bestie. Pewnie nie spodziewały się, że rozprawimy się ze strażniczką, która nas zaatakowała na początku. Te, które ujrzeliśmy w leżu były o wiele mniejsze. Pewnie Arachne zmieniła w swoich sługusów małe dziewczynki. Ciężko było je zabijać, ale no taka praca... najciężej było zastrzelić pierwsze dwie, potem przestałam myśleć o tym kim mogły kiedyś być. Tom ciął maczetami jak zawodowiec. Aż miło było popatrzeć, jak złota połyskująca krew kontrastowała z jego czarnym ubiorem. Po kilku walkach cały był już uważany w osobliwej posoce, przez co wyglądał jak Ci ludzie na rynku, którzy udają posągi. Nie miałam jednak czasu mu się przyglądać. 

   Chmary małych pajęczych potworów nacierały na nas bowiem ze wszystkich stron. Kilka razy były bardzo blisko mnie, zdecydowanie za blisko... starałam się trzymać dystans, celowałam im między oczy i wykańczałam jedną po drugiej. Już miałam zacząć się śmiać i zagadywać do Toma, że całkiem łatwe to zlecenie, ale wyrżnęłam się o martwe maleńkie ciałko, które znalazło się pod moimi nogami. Maszkary wyczuły okazję i nie mogły jej przepuścić. Większość z nich doskoczyła do mnie natychmiast. W panice strzelałam dookoła niemal na oślep. Kolejne ciała padały dookoła mnie z głuchymi plaśnięciami. 

    Skończyła mi się amunicja.

    Drogi pamiętniczku. Czemu kurwa moje życie jest jakie jest. 

    Sięgnęłam po nóż, prawie udało mi się zaatakować jedną z nich, ale poczułam ugryzienie. Z lewej dłoni zaczęła ciec krew, ból wdarł się przemocą i wycisnął mi łzy z oczu. Wrzeszczałam tak głośno, że odsunęły się ode mnie na kilka metrów. Spojrzałam na moją poturbowaną dłoń i zorientowałam się, że mini Arachne dalej jest wszczepiona we mnie zębami. Resztkami sił zacisnęłam pięść i roztrzaskałam ją o posadzkę na miazgę. 

    - Tess! - przerażony Tom doskoczył do mnie i zacisnął mi dłoń w żelaznym uścisku kilka centymetrów pod łokciem.- Tess jeśli ona Cie dziabnęła to mamy przejebane, musimy coś z tym zrobić bo zmienisz się w półpająka! 

   - Odetnij tą rękę po prostu, nie mam zamiaru dołączyć do jakiegoś dziwnego klubu, w którym chodzi się półnago. - wycedziłam przez zęby. 

    Dzieci Arachne patrzyły na nas jak zahipnotyzowane i nie wykonywały żadnego ruchu. Stały w bezpiecznej odległości i wlepiały paskudny szereg ślepi w moją rękę, z której dalej kapała krew. Ale zaczęła zmieniać kolor... widziałam w niej błysk złota. 

    Tom zacisnął dłoń jeszcze mocniej, poczułam jak kość wygina się i łamie pod jego naciskiem. Bredząc coś cichutko pod nosem sięgnął po czysty nóż do jednej z kabur przypiętych do paska i zawiesił go tuż nad moim przedramieniem. 

    - Tnij ponad łokciem dla pewności. 

    - Tess cerberos jest zajebisty ale rękę Ci nie wychoduje po tym ukąszeniu. 

    - Będę walić prawą, zrób to. 

    Tom przyłożył klingę tuż nad zgięciem łokciowym i spojrzał mi prosto w oczy. Widziałam w nich szczery żal i współczucie. Nie zrywając kontaktu wzrokowego zaczął przedzierać się ostrzem przez mój nadniszczony kombinezon, ciało, kość... I tak oto straciłam większość mojej lewej ręki. Odcięta część ciała upadła na ziemię, a ja zamiast czuć ból, żal po stracie i rozpacz uogólnioną- poczułam ulgę. Trucizna pradawnej bolała o wiele mocniej. 

    Wraz z utratą ręki znikł nasz immunitet i pająkowate istoty znów się na nas rzuciły. Nie miałam czasu na złośliwe komentarze, w stylu "Tom tnie kończyny jak moją ślepa babcia chleb łyżką", trzeba było znów walczyć o życie. Co chwilę traciłam równowagę, musiałam naprawdę włożyć w potyczkę dwa razy więcej wysiłku niż wcześniej. Zdrowa rana zasklepiła się w kilka sekund więc nie było mowy o wykrwawieniu się. Tom jakby nagle dostał turbodoładowania- ciął i masakrował z szewską pasją. Aż miło by było popatrzeć. 

    Gdy wycięliśmy większość maszkar, dostrzegłam jak z sufitu powoli zsuwa się po grubej nici największa z nich. 

    - Tess, tamta jest naszym celem, po nią tu przyszliśmy! 

     Wyciągnęłam z saszetki łańcuch, był bardzo cienki i wytrzymały. Miał dziesięć metrów długości i idealnie nadawał się do złapania paskudy. Rokręciłam go nad głową do imponującej prędkości i wzięłam potężny zamach. Łańcuch owiną się dookoła jej szyi. Pociągnęłam z całych sił i udało mi się ściągnąć potworne cielsko na ziemię niedaleko mnie. Doskoczyłam do celu i zamachnęłam się nożem, jednak... ona nie stawiała żadnego oporu. Patrzyła się prosto w moje oczy i płakała złotymi łzami. 

    - Zabij mnie łowco- przemówiła- skończ moje wieczne cierpienie. Dar Ateny już mnie męczy. 

    - Tom, ona gada. T O M ONA GADAAA! 

    Mój towarzysz wbił maczetę między oczy ostatniemu małemu potworkowi i podbiegł do mnie. 

     - Jak to gada. 

     - Może ty mnie zabijesz łowco. Skończcie moje cierpienie. 

     -Ty, kurwa, faktycznie gada. 

     - Czemu mówisz, że mamy Cie zabić, po co była ta walka z nami, skoro i tak chcesz umrzeć. 

     - To nie ja walczyłam tylko moje... nieudane dzieci. Chciałam mieć potomstwo,  ale okazało się, że nie mają one w sobie nic ludzkiego. Ani te przemienione, ani urodzone... Nie zniosę już tej samotności. 

    Tom patrzył to na nią to na mnie osłupiały. 

   - Czyli ty tak sobie wisisz pod sufitem i dziergasz szlaczki z sieci, a one sieją pogrom i zniszczenie? 

    - Nie mogę im tego zabronić, nie słuchają się mnie. 

     - Tess, zabij ją ja nie mam na to siły, to jest... no za dużo jak dla mnie... 

    - Tak, łowczyni, zabij mnie, skończ moje...

    Wbiłam jej maczetę prosto między oczy. Ostrze zaklinowało się w ziemi pod głową Arachne, ale przytrzymałam jej łeb nogą i zaparłam się porządnie, dzięki czemu udało mi się wyrwać klingę. Uderzałam z pasją, raz za razem, zmieniając jej durny paskudny łeb w dżem truskakowy. Haha, ależ mi się skojarzyło.... Gdy nie zostało z niej nic, poza mokrą złotą plamą wrzasnęłam na jej martwe ciało. Straciłam rękę, bo jakaś durna flądra postanowiła naprodukować niebezpiecznych dzieciaków dla towarzystwa... 

   - Kurwa mać, jebana...  no co za... kurwa... moja ręka...  straciłam kończynę dla takiego żałosnego zakończenia... 

    - Oh Tess, zrobimy Ci piękną protezę.

    -W dupie mam twoją protezę... Na pewno nie odrośnie?

    - Nie, takie rzeczy nie odrastają, Cerberos wychodował Ci trochę ciała na policzku, ale z kośćmi... pięknie je łączy spowrotem w całość, nie hoduje ich, przykro mi. 

   Byłam wściekła. 

   Podeszłam do mojej amputowanej kończyny i podniosłam ją z ziemi. Chciałam ją otrzeć z brudu i złotej krwi, ale kikutem średnio mi to wychodziło. Była taka zimna.  Bez życia. 

    - Biorę ją na pamiątkę... chodźmy stąd, chce do domu.... 

    Tom objął mnie w pasie i zaczęliśmy iść. Bardzo powoli przedzieraliśmy się przez martwe ciała dzieci, nastolatek i kałuże lepkiej błyszczącej krwi. Widok był upiorny. Robiło mi się nie dobrze na myśl o tym, że potężna część z tych martwych ciał leżała pod moimi nogami, bo ja je tam zostawiłam, pędząc przed siebie w morderczym szale. Walczyłam o życie. Widok jednak nie poprawiał się od takiego myślenia. Wszystko było po prostu beznadziejnie przerażające. 

     Nie zarejestrowałam momentu wyjścia z kanału. Nim się obejrzałam siedziałam w wozie prowadzonym przez Alberta, Jona czy innego milczącego chuja. Tom zapiął mi pasy i ciągle pytał jak się czuje, a ja nie odpowiadałam, bo nie miałam pojęcia co mówi się w takiej sytuacji. 

    Przyciskałam do piersi moją odciętą rękę i głaskałam ją, próbując pocieszyć, że już nie jest częścią mnie. 

    Czułam się jak gówno, a Tomowi nie zamykała sie jadaczka. Ciągle nawijał o tym że straty które ponieśliśmy są ogromne, ale przynajmniej daliśmy radę. Spojrzałam na niego i przyłożyłam mu uciętą kończyną w łeb.

    - Zamknij się. Po prostu milcz. 

     Wyraźnie zgaszony siedział już do końca drogi w milczeniu. 

    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Byłoby miło, jakbyś, no wiesz, coś napisał :v tak z serca :v