Obudziło mnie chrapanie i budzik. Dwa najbardziej denerwujące dźwięki na świecie. Ale jeden z nich był mi obcy. Pierwszy raz w życiu z kimś spałam. Nigdy nie przychodziły do mnie żadne koleżanki na nocowanie. Nie miałam też chłopaka. Poza fragmentem tej historii, gdy odgryzałam jednemu z dryblasów wargę to nie miałam okazji się całować. Jakby się nad tym głębiej zastanowić to poza mamą na moje szóste urodziny nikt mnie nie przytulał. Unikałam kontaktu fizycznego jak ognia i poza bójkami nikogo nigdy nie dotykałam... tak z czułością.
A Tu proszę.
Chodząca plamka tuszu i oddychająca galeria obrazów Beksińskiego leżała niemalże na mnie śliniąc mi ramię. Miał się nie zbliżać. Palant.
Strząsnęłam go z siebie i z obrzydzeniem wytarłam zaślinione ramie w jego włosy. Będzie mógł sobie na to ułożyć fryzurę. Dzisiejszy ekscytujący dzionek pełen atrakcji wymaga odpowiedniej oprawy... Niestety Tom nie wyglądał jakby miał zamiar się obudzić. Z otwartymi ustami oddychał spokojnie jak niemowlę. Bardzo makabrycznie wyglądające niemowlę, ale łapiecie o co mi chodzi.
To dziś. Ja i Hades będziemy się przepychać w lasku pełnym atrakcji 18+, które niby mają być dla mnie wielkim zaskoczeniem. Swoją drogą- ciekawe co u Hadesa. Ganiał świrów ze swojego małego wariatkowa. Musiało być bardzo wesoło na terenie obiektu.
- Tom. Toooom, pobudka- dźgałam go palcem w czoło - wstawaj wstawaj, nie udawaj, halo, halo, budzimy się, wstawantus, rano wstać koniom wody dać, no juuuż...
Otworzył oczy i wlepił we mnie te dwie czarne dziury z wyraźnym gniewem.
- Czy Ty jesteś przy zdrowych zmysłach kobieto? - Mini Damian Janikowski podniósł się łaskawie do pozycji siedzącej ukazując swój "Garnitur", dzięki któremu wyglądał jak członek yakuzy...
Z radością zarejestrowałam obecność bokserek. Musiałabym go zabić, gdyby ośmielił się spać obok mnie nago. To, że w ogóle tu jest, było grubym przegięciem i napawało mnie gniewem... ale też strachem.
- Po kuta Wy tak wcześnie wstajecie. Normalni ludzie o tej godzinie przewracają się na drugi boczek - Rozejrzał się dookoła- Gdzie są moje rzeczy.
-Położyłam wszystko w szafce. Nie lubię bałaganu.
- Podaj mi mój plecak.
Rzuciłam mu porwaną kostkę na łóżko, obserwowałam jak wyciąga z niej ogromny dozownik zakończony igłą. Znalazł na ręce żyłę i wbił w nią całe to ustrojstwo. Płyn powoli wtłaczał się w krwiobieg. Oczy błysnęły czerwienią, a Tom wygiął się w łuk niemo krzycząc z bólu. Gdy cerberos się skończył, wyrwał urządzenie i wrzucił je do kosza po przeciwnej stronie pokoju z taką siłą, że pojemnik przewrócił się ukazując pęknięcie w bocznej ścianie.
Pięknie.
- Odkupujesz to, zdajesz sobie z tego sprawę?
- Jak dziś wygrasz, to nie będziesz tu dłużej mieszkać. - Z kącików jego oczu spływały stróżki krwi. To stąd ten czerwony błysk. - Zamieszkasz w rezydencji Zeusa i będziesz na jego rozkazy. Przeważnie jemy pączki, ale zdarza się i jakaś fucha... Mamy do dyspozycji najlepszy ośrodek sportowo-szkoleniowy w kraju. Nie będziesz się nudziła.
- Czemu Hades tam nie mieszka?
- Bo lubi sławę, a tam się znika. Nikt o tobie nie słyszy, dla świata nie żyjesz, nie możesz utrzymywać kontaktu z nikim spoza rezydencji. I nie byłby najlepszy. Z tego co wiem jest na czwartym miejscu i nikt go nie lubi, bo się sadzi. Nawet Ty lepiej przyjmujesz cerberosa. W zasadzie jesteś tuż za mną w hierarchii firmy. Będzie z Ciebie dobry pracownik organizacji.
To w sumie było do przewidzenia...
Wyjęłam z szafki czyste ubrania i szybko przebrałam się schowana za drzwiczkami. W celi nie było mowy o prywatności. Wszystko mieściło się w jednym prostym pomieszczeniu. Byłam zresztą przekonana, że Tom ma lepsze rzeczy do roboty niż przyglądanie mi się...
- Skąd masz takie wielkie ślady na plecach?
Jednak nie ma...
- Przewróciłam się na schodach i wpadłam do garnka z wrzątkiem psze pana...
- E tam, mi to wygląda na ślady po wylewaniu gorącej napojów i gaszenie szlugów przez...
Rzuciłam nóż prosto między jego oczy. Złapał go dłońmi złożonymi w uduchowionym geście i Odrzucił go tak szybko, że poczułam tylko świst powietrza przy policzku. Ostrze wbiło się z hukiem tuż obok mojej głowy.
- Coś Ci wypadło Tess.
- Wal się.
Westchnął jakby był zawiedziony moją postawą.
- Za łatwo dajesz się sprowokować. Naprawdę myślałaś, że tą zabawką mi coś zrobisz? Jaki Ty w ogóle masz plan na Hadesa, co? Może mi powiesz na co wpadłaś?
Nie miałam ochoty na rozmowę z nim. Pan Wszystko Wiem Jestem Idealny zaczynał za bardzo się mną interesować. To nigdy nie kończyło się dobrze. Skoro byłam już ubrana mogłam go zignorować. Byłam dziś zwolniona z zajęć mam jeszcze cały dzień dla siebie i zamierzam go dobrze wykorzystać...
*****
Zostawiłam Toma w swojej celi i udałam się na bieżnię. Postanowiłam trochę się rozruszać, bo czułam się jak kłoda suchego drewna. Krucha i łatwopalna. Do wieczora muszę być jak nowo narodzona, inaczej nie dam sobie rady. Tom powiedział, że lepiej toleruje Cerberosa, ale czy to oznacza, że jestem silniejsza? Parę razy miałam przewagę w walce, ale co, jeśli on dawał mi ją specjalnie, bo bał się mnie uszkodzić? Jest też taka opcja. Trochę mnie przeraża to, że wszyscy będą patrzeć przez szklaną kopułę jak się ze sobą ścieramy. Nad lasem jest szklany sufit, po którym biegną nawadniacze i cała instalacja oświetlająca specjalnymi żarówkami cały ten sztuczny ekosystem.
Ciekawe czy ktokolwiek poza Tomem mi kibicuje...
- Potrzebuje wejściówkę na bieżnie.- Spojrzałam na ciecia siedzącego w okienku z gazetą na kolanach. Udawał, że czyta i mnie olewał - Proszę Pana, poproszę o wejściówkę na bieżnię. Proszę.
Wręczył mi ją bez słowa. Nie lubił braku kultury w naszym wykonaniu. Sam oczywiście nie świecił przykładem, ale nikt nie chciał mu podpaść zwracając na to uwagę. Koleś mógł Cię nie wpuścić na zajęcia, a to oznacza minus, który z kolei sprawia, że masz mniej punktów na koniec szkolenia, a to skutkuje przydziałem na jakąś chujową robotę płatnego zabójcy dla jakiejś beznadziejnej mafii...
Zaczęłam się rozciągać na macie. Dziś wszystko musi być perfekcyjne. Nie może mnie nic boleć, tylko ciepłe uczucie zmęczonych mięśni, rozluźnionych ścięgien, rozruszanych kości.
Biegłam powoli, bez pośpiechu. Rozkoszowałam się klimatyzacją utrzymującą salę w przyjemnej temperaturze. Wszystko było idealne, brakowało mi tylko muzyki i mogłabym tak "gnać" nawet i do wieczora.
Po godzinie byłam cała zlana potem. Ubranie lepiło się do mnie- jakby było moją drugą skórą. Oddychałam ciężko, ale miarowo. Wszystko było w porządku. Wypiłam na raz pół litra wody z cytryną i usiadłam na macie która wcześniej była moim miejscem do rozciągania się. Wszystko było w porządku. Położyłam się i zamknęłam oczy, by uspokoić kołatanie serca i drżenie ciała. Wszystko było w porządku. Zrelaksowałam się i wszystko w jednej chwili było nie w porządku.
Najpierw ich usłyszałam.
To były dwie osoby.
- Jestem zajęta. Przyjdźcie później, albo wcale...
- Tess, wojownik cerberosa i sługa Zeusa?- Niski męski głos przemówił do mnie jakbym była uczestnikiem jakiegoś spisu ludności na wsi... - Wstań. Udasz się z nami do miejsca, w którym będziesz oczekiwać na walkę.
- Nie bardzo mi się to uśmiecha, mam inne plany, muszę jeszcze...- Poczułam jak łapią nie za nadgarstki. Zrobiłam przewrót w tył i wyrwałam swoje ręce z ich uścisku. Byli jednak cholernie szybcy i złapali mnie ponownie, tym razem za nogi. Jednym pociągnięciem przewrócili mnie na ziemię tak mocno, że gruchnęłam o podłogę głową. Usłyszałam trzask pękającej kości, krew napłynęła mi do ust.
Otworzyłam oczy.
Przede mną stał wielki postawny mężczyzna, ubrany w czarny strój motocyklisty i drobna kobieta, niższa ode mnie, ubrana tak samo jak jej kolega. Wyglądali jak upiorne rodzeństwo.
- Przestań stawiać opór, jesteśmy wojownikami cerberosa, sługami Zeusa, udasz się z nami po dobroci, albo zaciągniemy cię siłą.
Choć widziałam gościa pierwszy raz w życiu, wierzyłam mu, że mówi prawdę. Przestałam stawiać opór, mają przewagę, nie chce się uszkodzić przed walką i na dodatek- nie za bardzo chciałam uszkodzić ich. Zeus mógłby wpaść w szał, gdyby jego dwie drogocenne zabaweczki przez przypadek zmieniły się w zdekapitowane kadłubki... Zastanawiałam się tylko czego mogli ode mnie chcieć.
- Mogę chociaż wiedzieć dokąd idziemy? Puszczaj do jasnej cholery dam sobie rade sama- Wyrwałam się i stanęłam w bezpiecznej odległości.
- Udamy się do sali w której będziesz oczekiwać na walkę.
- Brawo, umiesz powtarzać zdania, mnie interesuje gdzie znajduje się ta sala matole.
- Jest to bardziej milusia klatka połączona z wejściem do Lasu. Hades już oczekuje w tej po przeciwnej stronie obiektu.- Mężczyzna spojrzał na mnie niemal z wyrzutem- On przynajmniej nie stawiał takiego oporu. Powinnaś wiedzieć, że podnoszenie ręki na posłańców Zeusa jest równe zdradzie organizacji, ale uznamy że ta sytuacja się nie wydarzyła, jeśli grzecznie pójdziesz sama. Bez naszej pomocy.
Z rozkoszą- pomyślałam.
* * * * *
Klatka to najlepiej dobrane słowo... Podłoga, dach, pręty i "drzwi" połączone z wejściem do lasu. To tyle. Nawet o kibelku nie pomyśleli. Byłam tak wściekła! Cała moja pieczołowicie zbierana "broń" została w moim lokum, które teraz okupuje ten śpiący leń. Czułam się bezbronna. Te śmietki przynajmniej dawały mi poczucie kontroli nad sytuacją. Pozostała mi tylko nadzieja, że pamięć mam adekwatną do wieku i nie pozapominałam rozmieszczenia wszystkich tych chujowych pułapek, które wielki pan maruda porozstawiał... Mogłabym niektóre wykorzystać przeciwko niemu.
Z głośników poumieszczanych na całym obiekcie puszczali komunikat o zbliżającej się walce. Miała się odbyć o godzinie osiemnastej, ale widzę że biorą nas z zaskoczenia- bowiem w komunikacie informowali, że została przełożona na jedenastą. Bosko.
Dodatkowo mieliśmy mieć możliwość wybrania sobie broni. Zgadnijcie co się zmieniło...
Kręciłam się po swoim pokoju vip. Czułam napływającą adrenalinę, która nie pozwalał mi stać w miejscu. Wielki zegar umieszczony na środku lasu tuż pod kopułą imitującą niebo wskazywał godzinę dziesiątą pięćdziesiąt. To już za chwilkę, zaraz się zacznie. Postanowiłam trochę sobie pomóc- Zdjęłam koszulkę i utytłałam ją w błocie, które otaczało moją klatkę. Pomazałam też twarz i włosy, które wisiały teraz luzem, dodatkowo mnie kamuflując. Całe ciało miałam już umazane gdy przeraźliwy ryk syreny zwalił mnie z nóg. Dźwięk był koszmarny, czułam jak wżera mi się w mózg- krzyknęłam i podniosłam się na kolana- Co to było, czemu aż tak bardzo bolało... Nagle wszystko ucichło- drzwi prowadzące do lasu otworzyły się.
Polowanie czas zacząć.
Wciąż lekko ogłuszona wybiegłam z klatki. Udałam się w kierunku pułapki, która miała mnie złapać w sieć. Bardzo ładny tradycyjny mechanizm. aż się łezka w oku kręciła- Miałam niby wbiec na tą uliczkę, nie zauważyć cienkiego drucika, potknąć się o to i dać się złapać w sieć, którą mechanizm wypluwał z siebie po dotknięciu go. Niestety nie jestem tak głupia na jaką wyglądam.
Rzuciłam kamieniem w ten nieszczęsny zapalnik i poczekałam aż poda mi na tacy coś, co będę mogła potencjalnie wykorzystać przeciwko mojemu koledze po fachu. Nie przewidziałam tylko jednego... Jak ja mam to do jasnej cholery odciąć od liny, która miała mnie utrzymywać nad ziemią???
Obeszłam ustrojstwo dookoła i szukałam jakiegoś karabińczyka, czegokolwiek...
- No i chuj - Westchnęłam z rozczarowaniem i oklepałam się w poszukiwaniu czegoś ostrego. Miałam w swoim arsenale gumkę do włosów, dwie wsuwki, sznurek od spodni i wielkie poczucie humoru. W obecnej sytuacji większość z tego jest bezużyteczna.
Wspięłam się na drzewo, na którym umieszczona była wyrzutnia sieci i zaczęłam dłubać wsuwką w zamku. Może się uda i rozpakuje ten prezencik. Po kilku długich sekundach usłyszałam szczęk otwierającego się mechanizmu. Zdjęłam małą pokrywę i rozmontowałam wszystko, dzięki czemu stałam się szczęśliwą posiadaczką nie tylko sieci, ale też stalowej linki. No dwie pieczenie na jednym ogniu.
Teraz musiałam pomyśleć gdzie się skitrał ten mały pomiot Zeusa... Wiedział, że nie pójdzie mu ze mną tak łatwo- stąd te wszystkie pułapki, utrudnienia i zmiana godziny (nie miałam złudzeń że to nie jego sprawka). Zaczęłam więc myśleć jak szczur. Jak małe śmierdzące spłoszone stworzonko... I wtedy mnie olśniło. Co mu z pułapek, jeśli nie wie kiedy się w którąś z nich złapie?
Zeskoczyłam z drzewa i jak najszybciej pognałam w stronę oddalonych o kilka metrów krzaczków. Ukryłam się tam i czekałam aż ten buc sam do mnie przyjdzie.
Ale nie przychodził.
Minęło dwadzieścia minut i nic- cisza.
Zaczęłam się poważnie niepokoić, coś było nie tak.
- Czekamy na coś konkretnego?
Jak oparzona wrzasnęłam i machnęłam na oślep za siebie.
- Heeeej! Stój! Tess! To ja!
Tom. Siedział sobie obok mnie. W lesie. W mojej ściśle tajnej przez poufnej skrytce.
- Że tak się głupi spytam co jest kurwa...
- Postanowiłem przyjść i pilnować żebyście się jednak finalnie nie pozabijali. Nikomu nie będę pomagać, nie stoję po żadnej stronie. Po prostu jak będzie trzeba Cię powstrzymać przed zmienieniem go w dżemik, ja wkroczę do akcji niczym rycerz w lśniącej zbroi i powiem " o nie Tess, to nie legalne, przestań, zabijesz go" - Teatralnie machał łapkami i przybrał zatroskany wyraz twarzy (Który i tak wyglądał upiornie w jego wykonaniu) - Czaisz, będę matką Teresą tego pojedynku.
- Super, cieszę się, ale spaliłeś moją kryjówkę. Muszę znaleźć inną. Hades na pewno wie, że pułapka została uruchomiona i zaraz tu przyjdzie.
- Obawiam się że siedzisz tu na próżno. Gdybym nie był bezstronny, powiedziałbym Ci że Hades rozjebał system powiadamiający, gdy w zwierzęcym szale miotał się po klatce, ale nie mogę Ci tego powiedzieć, bo jestem, jak już wspomniałem, bezstronny.
Do całej tej litanii dorzucił swój uśmiech numer pięć i dwa uniesione kciuki.
Niestety nie pocieszyła mnie ta wiadomość. Wiedziałam, że szał u wojowników na cerberosie to nie przelewki. Moje obawy przed starciem się z Hadesem podkreślił donośny wrzask pełen furii, który dobiegał ze środka areny. Szukał mnie jak pies i był wściekły, że nie może mnie znaleźć. Zacisnęłam ręce na stalowej lince i sieci, które teraz postrzegałam jako zbawienie.
- Lata od pułapki do pułapki i sprawdza czy się złapałaś, ale na razie jest w połowie lasu, zanim tu dotrze minie z dwadzieścia minut, możesz zmienić strategie, bo z czasem staje się coraz bardziej dziki. Nie spał całą noc, tak jak planowałem i teraz mu odwala. Dodatkowo zapodał sobie ciut za dużo cerberosa, czuje jak wszystko wycieka mu z oczu, tak jak mi rano... Ale ja jestem uzależniony od wielu lat i takie dawki nie zmieniają mnie już we wściekłą fretkę.
- Czyli jest tak jak chciałam, ale nie do końca.
- Dokładnie. Nie dali wam też żadnej broni do wyboru, bo Hades nie za bardzo nad sobą panuje i chyba ma plan rozszarpać Cię pazurami...
Postanowiłam zebrać wszystkie zabawki i znaleźć mojego przeciwnika. Nie było to aż takie trudne, bardzo dobrze słyszałam jak wyje z wściekłości.
Szłam bezszelestnie przez las, lina i siatka czekały w pogotowiu, gotowe do wystrzelenia. Tom tuptał wesoło za mną, dla niego była to świetna zabawa, wyglądał jakby niczym się nie przejmował. Zaczynałam poważnie zastanawiać się nad tym jak silny musi być. Jestem tuż za nim, ale jak wielka przepaść nas dzieli?
Zbliżaliśmy się do niego. Czułam to, słyszałam jak się rzuca i widziałam uginające się korony drzew. Gdy byłam dość blisko by zobaczyć jego wykrzywioną szaleństwem twarz- Spojrzałam na Toma i nie zdziwiłam się widząc jego szeroki uśmiech. Zgiął się w pól i wskazał na mojego przeciwnika.
- Panie przodem.
Cholerny dżentelmen się znalazł...
Szczerze to nie za bardzo wiedziałam co mam zrobić. Stałam na ugiętych kolanach gotowa do skoku, ale... co ja miałam właściwie uczynić? Złapać go jak kurczaka na rosół? Tom stanowczo zadeklarował, że powstrzyma mnie, gdy chociażby spróbuje zabić Hadesa.
Postanowiłam jak najciszej podejść go od tyłu. Złapać w siatkę i związać stalową linką. Brzmiało jak prosty plan, ale jakby się nad tym głębiej zastanowić...
To wściekłe zwierze rzuciło się na mnie jak pocisk wystrzelony z armaty. Całe powietrze uleciało z moich płuc, gdy upadłam na ziemię przygnieciona jego ciężarem. Zobaczyłam tylko świecące dziwnym blaskiem oczy- nim poczułam najpaskudniejszy ból w życiu.
Ugryzł mnie.
Ten gnój ugryzł mnie w policzek.
Poczułam jak wyrywa kawał mięsa zębami, ciepła krew zalała moją twarz, wszystko było bólem, a ból był wszystkim. Słyszałam jak przeżuwa, jak delektuje się zdobyczą. Zupełnie jak na filmikach, gdzie widziałam jak zabija te hybrydy, które organizacja na niego napuszczała w ramach treningu. Szaleństwo było jego zdecydowaną przewagą.
Ale ja też byłam w tym momencie w kropce, a wiadomo co się ze mną dzieje, gdy ewidentnie stoję pod ścianą.
Chwyciłam go ręką za krtań i wbiłam palce w jego odsłonięte ciało. Na początku nawet tego nie zauważył, w końcu nawet przerwanie możliwości normalnego oddychania nie zatrzyma zwierzęcia przed zabiciem zdobyczy. Jednak ja nie miałam zamiaru dać się zeżreć.
Pociągnęłam dłoń do siebie z całej siły i nie dość, że do reszty strzaskałam mu w palcach gardło, to jeszcze uderzyłam go głową w ten zakuty łeb z całej siły. Hades próbował zawyć, ale wyrwa w jego gardle skutecznie mu to utrudniła, wydał z siebie jedynie niemy krzyk. Odskoczył, kopiąc mnie i wierzgając. Zakrztusiłam się krwią lecącą z dziury w mojej twarzy. Musiałam wyglądać okropnie. Szybko rozejrzałam się dookoła w poszukiwaniu Toma. Czy już przesadziliśmy? Chyba nie, bo moja chodząca plamka gdzieś znikła. Wstałam chwiejąc się na boki- Otrzepałam się i chciałam splunąć krwią, ale wyszło to tak żałośnie, że tylko pogorszyłam sprawę. Znalazłam wzrokiem swojego przeciwnika. Kucał na ziemi i trzymał się za gardło. Miałam okazje pokazać kto tu rządzi. podbiegłam i z rozpędu wymierzyłam mu najmocniejszego kopniaka, na jaki było mnie stać, prosto w głowę. Poleciał jak kula do kręgli w stronę najbliższego drzewa. Upadł na ziemię i leżał jak długi z wgnieceniem w czaszce. Dookoła jego ciała zbierała się malutka szkarłatna kałuża. na moich oczach jego czaszka powoli wróciła do pierwotnego kształtu. Nie miałam zamiaru mu odpuścić, przewróciłam go na plecy i usiadłam na jego klatce piersiowej, koanami przytrzymując jego ręce przy ziemi. Okładałam jego nieruchome ciało pięściami. Poczułam, że schodzi mi skóra z knykci, ale nie przestawałam. Otworzył oczy i charknął na mnie z bulgotem, zwróciłam uwagę na to, że w miejscu niedawnego urazu jest częściowo odnowiona tkanka, regenerował się cholernie szybko. Nie chciałam dać mu żadnej szansy. Podczas łamania jego rąk i nóg ugryzł mnie jeszcze dwa razy. Na pewno po tej walce będę lżejsza o to mięsko które mi wyrwał swoją nadzwyczaj silną paszczą...
Ale teraz leżał na trawie, jak kadłubek- wyjąc z bólu.
Między krzykami dało się słyszeć próbę wypowiedzenia jakiś słów, zupełnie jakby powracało w niego człowieczeństwo. Najraźniej regeneracja zużywała tą horrendalną dawkę cerberosa, którą sobie zapodał.
- Nie słyszę co mówisz, psie.
Nadepnęłam na jego twarz i powoli wbijałam but głębiej.
- Musisz mówić głośniej Hades, jeśli chcesz mnie błagać o litość, albo przeprosić za grożenie mi, to śmiało, masz swoją szansę.
Pierwszy cichy dźwięk zębów i szczęki, które nie wytrzymały naporu. Szkarłatna kałuża się rozszerzała.
- No dalej, nie wstydź się Hades, zrobiłeś mi duże kuku, za to też dżentelmen powinien przeprosić.
Chciałam spotkać się podeszwą z ziemią, ale powstrzymał mnie Tom. Pojawił się tak jak obiecał- W ostatnim momencie. Odepchną mnie mocno od zmasakrowanego ciała Hadesa.
- Tess, wystarczy - Spojrzał na mnie tak, jak patrzy się na wściekłe psy, z udawaną przyjazną postawą "Dobry kundelek, chyba nie chcesz mnie dziabnąć, prawda?" - Chodź, już wyświetlili wynik, wygrałaś.
Pokazał palcem na miejsce gdzie wisiał zegar. na miejscu cyferek pojawiło się moje imię i czas, który pozwolił mi na osiągnięcie zwycięstwa. Nasza potyczka trwała zaledwie siedem minut.
Pozwoliłam Tomowi wyprowadzić się z lasu, niczego nie pamiętam, poza rozczarowanymi twarzami, okrzykami dezaprobaty, ale o co chodziło? Kto krzyczał? Co się w ogóle stało? Czemu tak bardzo cierpię?