piątek, 13 stycznia 2017

Lore

   Klatka ze złota miała jednego władcę i był nim On.
   Ciekawe kogo się spodziewaliście. Jestem naprawdę cholernie ciekawa wizji, jakie stworzyła Wasza przebiegła wyobraźnia. Facet przed trzydziestką z czarnymi włosami, koniecznie przepaska na oku, drogi garnitur bla bla bla majestatyczny jak jasna cholera? Tak, też się tego spodziewałam.
   Tymczasem przede mną siedziało coś, co CHYBA było Zeusem.
   - Tess! Czekałem na Ciebie!
   - Panienko Tess, oto osoba która od 5 lat dzierży tytuł Zeusa. Mam nadzieję, że rozmowy przebiegną pomyślnie, ja tymczasem oddalę się, by zaparzyć herbatę, proszę mi wybaczyć. - powiedział Hermes, po czym wyszedł kłaniając się w kierunku Zeusa.
    Małego.
    Grubego..
    Dzieciaka...
    Wyobraźcie sobie teraz moją minę. Tak, prawie Ci się udało, dorzuć trochę więcej załamania...
    - Przepraszam że przeszkadzam, ale czy TY jesteś Zeusem? - nie wierzę, że muszę to mówić, ten głupi tytuł, czuje się jak debilka...- Bo wiesz, czekałam dwie godziny i... - szczyl wlepiał we mnie ślepia i żarł pączka. Wyglądał jakby przy porodzie upadł na ziemię, totalnie upośledzona mina - tak jakby myślałam, że spotkam jakiegoś szefa nad szefami, takiego jak z obrazów w holu, no i nie ukrywam ze trochę... się zawiodłam. Czy Ty w ogóle...
     - Dobra - powiedział wycierając łapy w spodnie - możesz już skończyć, reakcje ludzi są zaskakująco podobne gdy widzą mnie po raz pierwszy i już mi się to przejadło więc przejdźmy do konkretów. Wiem po co przyszłaś. Chcesz, jak Ty to ujęłaś, wejść na wyższy poziom.
     - Owszem, więc chciałabym się dowiedzieć...
     - Jak tego dokonać, tak, tak, najpierw sobie usiądź mam Ci coś do pokazania, choć jest nie ukończone, bo nie spodziewałem się Ciebie tak szybko. Na krześle, nie na ziemi, przecież To krzesło nie gryzie, a te lasery na nim cię przecież nie zabija....
     Wspominałam już że nienawidzę nowoczesnej technologii?
      Usiadłam na tym krześle, które wyglądało jak czarnoskóra osoba która przez przypadek wparowała między maszerujących ciołków z ku klux klanu. Czułam się cholernie niekomfortowo. Dzieciak spojrzał na mnie z uśmiechem i jednocześnie sięgnął do jednej z szuflad biurka, które stało pośrodku pokoju. Wyjął pilot, którym zgasił światło w pokoju i włączył projektor, który zaczął wyświetlać na ścianie film.
     Przez pierwsze piętnaście minut myślałam ze usnę, ludzie w kitlach wyjaśniali jaki jest skład cerberosa, jak działa na ludzkie komórki blablabla.... potem zaczęli pokazywać efekty na szczurach. Zwierzęta po zaaplikowaniu leku po prostu wybuchały w swoich szklanych terrariach. Im większe zwierzę tym dziwniejsza była reakcja, konie na przykład wykrwawiały się przez otwór gębowy, po prostu wyrzygiwały z siebie wszystko, co tylko się dało łącznie z flakami. Przez pół godziny na zmianę widziałam śmierć zwierząt- i ludzi w kitlach którzy się strasznie cieszyli, klaszcząc i przybijając sobie piąteczki.
    Zeus wcinał już czwartego pączka, całą swoją tłusta twarz miał w lukrze, patrzył na te sceny z dziecinnym znudzeniem, jakby coś takiego widział na co dzień.
     Postanowiłam go olać i oglądać dalej.
     W końcu zaczęły się testy na ludziach. Reagowali podobnie do koni, oczywiście tuż po tym jak rozwalili wszystko na swojej drodze. Na ekranie była jakaś młoda chuda kobieta, przykuta do łóżka pasami, kompletnie naga. Podszedł do niej jakiś mężczyzna i przez strzykawkę podał jej całą dawkę cerberosa, prosto w odsłonięte udo. Na początku kobieta po prostu przestała się ruszać. Trwała tak w zastygłej pozie przez kilka chwil, wpatrując się w sufit. Jej usta otworzyły się w niemym krzyku, zaczęła się rzucać, jej kości łamały się i zrastały na nowo, płakała i wrzeszczała, aż krew zaczęła zalewać jej brodę. Wtedy pasy pękły, a ona rzuciła się na spanikowanego naukowca. Po prostu go zagryzła, wyrwała mu wszystkie kończyny i rzuciła truchłem w obiektyw, obraz na chwilę się urwał, jednak po chwili mogłam z innego ujęcia zobaczyć jak wypluwa z siebie wszystkie wnętrzności i tuż przed śmiercią rzuca nimi w niedziałającą już kamerę po przeciwległej stronie pokoju.
     Przez ekran przewinęło się kilku następnych ludzi, którzy umierali w dziwny sposób.
     Ale po chwili dostrzegłam znajomą twarz.
     - Czy to... Hades? - Leżał na tej samej pryczy, przykuty stalowymi klamrami, wpatrywał się z przerażeniem w ten sam sufit co inne "obiekty badań". Wyglądał żałośnie.
    Jednak po podaniu leku nie zaszła żadna reakcja.
    Hades został wypuszczony i zaprowadzony do pustej, białej hali sportowej.
    Kamerzysta ustawił swój sprzęt i wyszedł, zostawiając go samego. Chłopak przez chwilę stał na środku, nie wiedząc co ma ze sobą począć. Usiadł na posadzce i zaczął się kiwać.
    - Coś się wydarzy, czy będę patrzeć jak to warzywo się bawi?
    - Patrz! Teraz jest fajny moment!
    Usłyszałam ryk cierpienia. Jakaś istota- przypominająca z wyglądu ogromną, dwunożną, humanoidalną samicę owczarka- rzuciła się na Hadesa i wgniotła go w posadzkę. Trzymetrowe łysiejące stworzenie z czerwonymi ślepiami zmiażdżyło chłopakowi ręce, dźwięk łamanych kości, rozrywanego mięsa... Zebrało mi się na wymioty, ale zasłoniłam usta ręką i oglądałam dalej.
    Bo to było cholernie ciekawe, w jaki sposób dzieciak kopnął stworzenie. Złamał sobie obie nogi, ale odepchną sukę na jakieś dwa metry. Co oczywiście tylko ją rozwścieczyło, ale... Hades miał już obie ręce całe, mógł stanąć na nogach bo po złamaniach nie było śladu. Po prostu na  nią wskoczył, wrzeszcząc jak dzikus zaczął rozszarpywać jej gardło pazurami i zębami.
   Filmików z tymi potworami było jeszcze kilka, w każdym z nich Hades musiał zabijać te stwory, nabierał w tym wprawy, zaczęło go to nawet w pewnym momencie bawić. Wyrywał im ścięgna zza kolan i kusił bestie by czołgały się w pogoni za swoją zdobyczą.
    A to wszystko dzięki Cerberosowi.
    - Jak widzisz, to był krótki pokaz tego, co stworzyliśmy- Zeus oblizał palce i sięgnął po piątego pączka- Nasze zwierzątka miały obudzić w tym dziecku potwora, którego każdy z nas skrywa w swoim wnętrzu. Podobało się?
    - Nie szczególnie, nie rozumiem po co to było. Umie walczyć z trzymetrowymi hybrydami, fajnie, może to sobie wpisać do CV. . .
    - To warunek przejścia na wyższy poziom. Sam go wprowadziłem. Widzisz, wyższy poziom to bezwzględne podporządkowanie się woli organizacji, jeśli ja Ci karzę jeść gówno, to je jesz i mówisz że było pyszne. Taki właśnie jest Hades, zrobiliśmy z niego marionetkę która robi to, co jej się karze. I Ty przychodzisz do mnie z własnej woli i chcesz zrobić to samo i być taka sama, nie ma problemu. Tylko uprzedzam, że Twoja psychika może trochę ucierpieć.
     - Muszę się zastanowić, proszę o trochę czasu.
     - Masz tydzień na decyzję, potem oleje sprawę i Twoje istnienie, czy to jasne?
     Pamiętajcie- jeśli macie opryskliwego szefa, do którego nie macie za grosz szacunku, a on Wam zaczyna robić wykłady i generalnie oddycha w waszym otoczeniu, to musicie zachować spokój.
    - Oczywiście Panie Zeusie, dziękuję, że poświęcił mi swój czas, ja będę się już zbierać, więc... Do widzenia.
    - Hermes odprowadzi Cię do samochodu.
    Oczywiście wierny sługa pojawił się znikąd, niespodziewanie i cicho jak cholerny kot. Idąc dwa kroki przede mną zaprowadził mnie do samochodu i nawet otworzył mi drzwi. Bosko.
     Jechałam spowrotem do ośrodka. Przyklejona policzkiem do szyby myślałam tylko o jednym.
 A gdyby tak...
Zniszczyć tą całą pojebaną organizację d środka?

                                                                     ************

    Budzik o piątej.
    Wstałam z zamkniętymi oczami i wyszłam z celi nawet na siebie nie patrząc. Już jakiś czas temu zorientowałam się że instruktorzy nie zwracają nam uwagi, jeśli poranny trening wykonujemy w pidżamach, więc jak co rano, uzbrojona w nieśmiertelne bokserki ozdobione dinozaurami i podkoszulkę w donuty- przebiegłam co musiałam, zgarnęłam dwa plusy (wciąż odrabiam tego minusa) i wróciłam do swojej celi, starając się unikać większych grup najemników.
    Minęły trzy dni odkąd odwiedziłam szefa. Za dwa dni moja walka, nie mam zamiaru dać się przed nią pokiereszować.
    Umyłam się szybko i popędziłam na śniadanie. Kolejny lifehack, jeśli toaleta po treningu zajmuje Ci półtorej minuty, to zdążysz się załapać na miejsce siedzące w stołówce.
    To przydatna informacja, może Wam się kiedyś przydać, więc ją zapamiętajcie.
    Jadłam dziś wyjątkowo pyszną owsiankę napakowaną proteinami. Zdążyłam ukraść ze stołówki dwa bajgle i uciec niezauważenie do celi.
    Jadłam wpatrując się w kalendarz, który powiesiłam na ścianie.
                                                                      Jeszcze dwa dni.

                                                                           *******
    Wieczorem ubrałam się ciepło i bardzo cicho wyszłam ze swojego pokoju, starając się bezszelestnie zamknąć drzwi.
    Skradałam się aż do wejścia na teren sztucznego lasu. Potem było już bezpiecznie, kamery na noc są wyłączane, działają tylko czujniki ruchu, a ich położenie i zasięg znam na pamięć. Nauczyłam się układu całego  lasu, znam każde drzewo i każdą ukrytą pułapkę, co noc przychodzę tu ćwiczyć i obserwuję ludzi montujących coraz to nowsze mechanizmy, które mają mi utrudnić walkę z Hadesem. On sam też kilkakrotnie nadzorował te budowy, To nawet zabawnie wyglądało, gdy stał nad robotnikami w garniturze i pocił się od tropikalnego gorąca które tutaj panuje.
    On przegra.
    A wiecie czemu? Po tych wszystkich eksperymentach jakie na nim przeprowadzono, zaczął myśleć o sobie jak o nadczłowieku.
    A to poważny błąd. Jest tylko człowiekiem, ma swoje lęki, kaprysy, słabości... A ja uważnie go obserwowałam. Każdy jego ruch analizowałam, zbierałam plotki które są rozsiane po całym zakładzie... Wiem o nim wystarczająco wiele, by wygrać. Bo tak łatwo wytrącić go z równowagi i sprawić by zachowywał się jak zwierzę. . .
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Byłoby miło, jakbyś, no wiesz, coś napisał :v tak z serca :v