wtorek, 2 sierpnia 2016

One

   Każda historia ma swój początek i koniec. Moja nie stanowi wyjątku, wszystko zaczęło się gdy skończyłam dwadzieścia lat, zostałam sama na świecie z długami rodziców na pocieszenie. Wszyscy moi bliscy byli martwi. Ja- młoda i zdezorientowana- starałam się jakoś przeżyć. Dwie prace, spłacanie długów, unikanie przemęczenia lub śmierci głodowej- to były moje życiowe priorytety. Jak łatwo było się domyśleć, nie wytrzymałam tak zbyt długo. W dniu dwudziestych pierwszych urodzin zemdlałam podczas piętnastominutowej przerwy w jednej z prac. Szef mnie zwolnił, bo ten incydent przedłużył moją chwilę wytchnienia o całe cztery minuty, co on raczył uznać za karygodne łamanie regulaminu.
   Do drugiej pracy nawet nie byłam w stanie dojechać. Nogi się pode mną uginały, nie jadłam nic od dwóch dni, sypiałam po godzinę dziennie od niemal tygodnia by móc spłacić następną ratę długu po rodzicach- wymiękłam. Po raz drugi w życiu się upiłam, leżałam we własnym mieszkaniu, które miało imponujące rozmiary siedemnastu metrów kwadratowych i szlochałam zapatrzona w sufit, popijając z gwinta najtańszą wódkę jaką znalazłam w sklepie.
    Oto ja na początku mojej historii. Żałosna, zapłakana, pijana i prawdopodobnie paskudnie śmierdząca Tess.
    Następnego dnia zwolniłam się z drugiej pracy. Odebrałam należne mi wynagrodzenie, kupiłam broń i udałam się w stronę banku. Raz w miesiącu przychodziłam tu by oddawać moje ciężko zarobione pieniądze, bo moi rodzice, którzy przez większość życia upijali się do nieprzytomności- zażyczyli kupić sobie dom, na który nie było ich stać. Musiałam oddawać niemal wszystko, by oni nie odebrali mi życia i godności, tylko dlatego, że matka i ojciec jak na złość umarli i pozostawili mi osobliwy spadek.
    Dwudziestojednoletnia Tess miała tego serdecznie dość.
    Podeszłam do urzędniczki, która zza szybki pozdrowiła mnie swoim standardowym "Witamy w SmartBanku w czym mogę pomóc?". Jej mina świadczyła o tym że najchętniej pomogłaby mi się udusić. Tej nie lubiłam najbardziej, nazywała się Susan, miała poważną nadwagę, wyglądała na czterdzieści pięć lat, choć w rzeczywistości pewnie miała zaledwie trzydzieści. Zawsze odnosiła się do wszystkich z pogardą, nigdy się nie uśmiechała i przede wszystkim- To ona co miesiąc zabierała mi moje ciężko zarobione pieniądze, mając czelność mi mówić "Do zobaczenia ponownie" gdy wychodziłam.
    Najpierw pękła szyba, odłamki szkła z hukiem rozleciały się na drobne kawałeczki, dopiero później niczego nie świadoma Susan pożegnała się z tym światem- albowiem jej głowa niemal całkowicie oderwała się od szyi, gdy trafił ją pocisk z odległości zaledwie dwóch metrów. Wszyscy zaczęli krzyczeć, ktoś włączył cichy alarm, cywile padli na ziemię chowając głowy pod swoimi rękami, jakby to miało uratować ich życie. W przeciągu trzech minut zabiłam szesnaście osób, czyli wszystkich, którzy znajdowali się w budynku. Nie przeżył nikt, nie miałam nawet odrobiny litości. Po pięciu minutach przyjechała policja- siedziałam wtedy na kolanach Susan i spytałam się czy w czymś im pomóc, na zmianę śmiejąc się i płacząc.
    Po prostu nie wytrzymałam.
    Zostałam skazana na dożywocie w więzieniu o zaostrzonym rygorze, ale nigdy do niego nie dojechałam. Czemu? O tym właśnie będzie moja historia, opowiem Wam ją z dziką rozkoszą, albowiem jest ona czymś, co z pewnością zainteresuje wszystkich fanów przedziwnych zwrotów akcji, przekleństw, brutalności i nieuzasadnionej przemocy, just for fun.
    Zaczynamy?

2 komentarze:

  1. Okaaaamiiiii! :D
    Ekhem... więc "z serca" - czekam na więcej (zobaczymy o czym przeczytam w drugiej części).

    OdpowiedzUsuń
  2. A o czym będzie w trzeciej, ohohohooo xD

    OdpowiedzUsuń

Byłoby miło, jakbyś, no wiesz, coś napisał :v tak z serca :v