poniedziałek, 19 września 2016

Cerberos


    Zrozumiałam, że pokorne ciele dwie matki ssie. Plotki rozchodzą się tu szybciej niż w najmniejszej wsi. Mogłam go ładnie przeprosić, powiedzieć "no rzeczywiście mój błąd będę grzeczna będę pana słuchać" ale nieeee... musiałam się z nim lać...
    Więc teraz muszę przyjmować wyzwania.
    - Garda mordeczko, gardaaa!
    Nie zdążyłam. Moment rozproszenia i leże na glebie. Twarzą w błocie, obolała po czterech poprzednich sierpowych na twarz.
    Witam ponownie, oto ja, Tess, obecnie ledwo przytomna. "Jakie wyzwania Panno Tess"- spytacie! A ja Wam odpowiem- "Banda napalonych na walkę skurwieli postanowiła mi pokazać, że nie będę bić ich ukochanego nauczyciela, który jest przecież niemalże szefem całej tej barwnej organizacji zrzeszającej samych napalonych do walki chorych psychicznie zabójców .-." Dokładnie.
   Nie wstawałam. Leżałam mordą w błocie z rozbawieniem obserwując jak krew miesza się z rozpaćkanym piachem. Jest super, naprawdę właśnie o tym marzyłam, by codziennie dostawać po mordzie, by nie móc odpocząć w żadnej części dnia, by spać po siedem godzin, jeść papkę pełną witamin albo owsianki i jogurciki, bo mamy być perfekto i fit i sprawni i w ogóle fantastyczni...
    Mam kurwa dość więc tak sobie poleżę, pośmieje się i zacznę bredzić głupoty to może dadzą mi spokój...
    - Ej, widzieliście kiedyś jak ta szmata z kimkolwiek rozmawia?
    - Nie, jakaś dzika jest, słyszałeś co odstawiła w banku?
    - Nie, a co się tam stało?
    - Stary totalnie oszalała! Zabiła kilkanaście osób i nawet nie uciekała tylko chichrała się na kolanach jakiegoś trupa!
    - Posrana jakaś...
   Będę to ignorować, od wczoraj nie słucham niczego innego, zaczęłam nawet tęsknić za budzikiem. Wszystko było lepsze od ich gadania, jakby byli lepsi. Mam dookoła 57 innych morderców, psycholi, ale uważają się za lepszych, bo szanują organizację i jej przedstawicieli, bo organizacja daje im pracę i azyl... A ja nie szanuje tutaj nikogo. Jestem więc be.
   Powolutku zaczęłam się podnosić, nie zawracałam sobie głowy wycieraniem się z błota, to nie miało sensu, zaraz pewnie znów wyląduje na glebie... Spojrzałam z uśmiechem na swojego przeciwnika, krąg dookoła nas zacisną się jeszcze bardziej, wszyscy w napięciu czekali na mój ruch...
Podeszłam do niego zalotnie kręcąc biodrami, podniosłam ręce w geście rezygnacji i bezbronności, nie stawiał oporu gdy oplotłam go rękoma dookoła szyi i złożyłam dłuuugi pocałunek na jego
zakrwawionych ustach. Ludzie dookoła krzyczeli, słyszałam gwizdy, perwersyjne teksty... Oh, show must go on. Zacisnęłam zęby na jego wardze, szarpnęłam głową i wyrwałam kawał mięsa z jego parszywej gęby. Wrzeszczał jakbym co najmniej wywierciła mu jaja z korzeniami.
    Wszyscy w szoku patrzyli jak wypluwam kawał tkanki i z obrzydzeniem charczę na swoje ręce.
    Rozejrzałam się dookoła i doszłam do wniosku że chyba mnie dziś zamordują...
   Całe szczęście nie mieli takiej okazji.
    - ROZEJŚĆ SIĘ DO CHOLERY JASNEJ! - wrzeszczeli porządkowi - NO JUUUŻ Z DROGI LUDZIE!
    Każdy odsuwał się od nich na kilka metrów, mieli paralizatory, pistolety, pałki teleskopowe, sieci do pętania, liny- przede wszystkim- wyglądali jak banda wkurwionych ruskich, mieli mordy gorsze od ludzi z Wsierossijki...
   - Co tu się dzieje?! Ty!- Wskazał na mnie palcem- Co to za zamieszanie!?
   - Broniłam się, zwykła bójka.
   - Won do swojej celi! W podskokach!
   - Tak jest!
    Korzystając z tego daru od mojego niesamowitego farta- zrobiłam co mi kazał, zwiałam do celi w podskokach, aż się za mną kurzyło, musielibyście to zobaczyć na własne oczy by móc się śmiać z całej sytuacji tak jak ja. Zamknęłam się na cztery spusty i wskoczyłam za łóżko, chowając się przed całym światem.
    Musiałam przemyć rany. Zdjęłam z siebie ubranie, w samej bieliźnie podeszłam do umywalki. W lustrze widziałam cień dawnej sobie. Poobijana, zakrwawiona Tess. Szczuplejsza, groźniejsza, niepodobna do zapracowanej młodej dziewczyny którą byłam. 
    Zmoczyłam mały ręcznik i zaczęłam myć nim swoje obolałe ciało. Zaciskałam zęby szorując rany i krwiaki, jęczałam z bólu, gdy musiałam dokładnie wyszorować zmasakrowaną twarz. 
    Nie widzę na prawe oko. Dopiero teraz to do mnie dotarło. 
    Chciałam płakać. W tym momencie przechodziłam taki swój mały wewnętrzny kryzys.
    Szybko się uczyłam, harowałam na siłowni i zajęciach, chciałam być najlepsza, chciałam udowodnić sobie ze mogę osiągnąć najwyższy stopień w tym społeczeństwie, że stanę się mordercą na posyłki bogatych ludzi, narobię się kupy szmalu i... 
    Po co.
    - Dla siebie. Robię to dla siebie, tego chce. - powiedziałam do dziewczyny w lustrze - Chce by ktoś mnie potrzebował, bym była niezastąpiona. 
    Spojrzałam na nią zdrowym okiem i uśmiechnęłam się. Ona zrobiła to samo. 
    - A teraz lulu. Musisz im jutro pokazać że się nie boisz. 
    Zadowolona z siebie, że tak szybko zażegnałam wszelkie wątpliwości mojej wewnętrznej miękkiej ciepłej kluski, odwróciłam się w stronę łóżka i już miałam się na nie położyć... Gdy zobaczyłam ze siedzi tam Hades. 
    Co. 
    Od kiedy on tu sobie tak beztrosko...? 
    - Dobry wieczór Tess. Skończyłaś gadać do siebie? 
    Przez chwilę stałam w bezruchu. Jak mogłam go przeoczyć? Gdy wparowałam do celi ledwo widziałam gdzie stopy stawiam, ale ciężko jest nie zauważyć gościa w garniaku, który siedzi sobie na moim łóżku, tyłkiem na podusi.  
    A może dostałam za mocno w łeb? 
    Boże, obiecuje, będę już grzeczna tylko przestań zsyłać mi wizje w których...
    - Jeśli skończyłaś, może byś się ubrała? Brzydzi mnie patrzenie na twoje odsłonięte ciało. 
    Żartowałam, Panie Boże, jeśli istniejesz, cofam moją prośbę. 
    - Wynoś się stąd - syknęłam.
    - Przyszedłem by odwołać naszą walkę na arenie, nie chcę użerać się z Tobą w tak niedojrzały i wulgarny sposób, poza tym moglibyśmy nawzajem się pozabijać, co byłoby dość kłopotliwe dla organizacji....
     - Powiedziałam. Wynoś. Się. Stąd.- Cedziłam przez zęby. 
     - Daj mi skończyć. Odwołam walkę oficjalnie, zostaniesz wysłana na kurs dzięki któremu szybciej ukończysz pierwszy etap, będziesz mogła w przeciągu trzech miesięcy wybrać swoją specjalizację, dostaniesz prywatnych nauczycieli, tylko zgódź się na odwołanie walki. 
     Wyrwałam swą kołdrę spod okrutnej tyranii jego tyłka i owinęłam się nią aż pod brodę. Postanowiłam go jeszcze nie wyrzucać. 
      - Jaki masz w tym cel. Boisz się że przegrasz? 
      - Nie boję się porażki, ani samej walki. Nawet wierzę w to, że mógłbym wyjść z niej bez szwanku, podczas gdy Ty, wiłabyś się z bólu pod moim butem. Chodzi o to, że Tobie nie może stać się krzywda. 
      - Czy Ty usiłujesz mnie wkurzyć? Prowokujesz mnie do...
      - Słuchaj, jesteś ważna. Twój organizm nie odtrąca działania Cerberosa, nie mogę więc narażać Cię na razie na śmierć. - Otworzyłam usta by zalać go potokiem pytań, ale jak zwykle mi przerwał - zamknij się na moment. Nie dziwi Cię to, że tak świetnie sobie radzisz? Nim do nas trafiłaś, mogłaś przebiec maksymalnie drogę do autobusu, podnosiłaś małe ciężary, wykazywałaś niską tolerancję na stres, ciężkie warunki, niewyspanie... A w zaledwie dwa tygodnie magicznie zmieniłaś się w psychopatkę o ciekawych zdolnościach manualnych. Umiesz się bić, jesteś silna jak na kobietę, masz wilczą wytrwałość, biegasz jak demon i ciężko Cię ostatecznie powalić, bo po jakimś czasie wstajesz niewzruszona. 
     - Nie myślałam o tym...
     - A My tak. Przed atakiem na Bank byłaś słaba jak nowo narodzone dziecko. Szef tego Piekła Zeus z jakiegoś powodu postanowił Wypróbować na Tobie nowy lek. Cerberos. Firma w której pracowałaś należała do niego, więc nie trudno było Ci wrzucić proszki do żarcia. Po tygodniu zażywania zamordowałaś szesnaście osób i zaczęłaś się zachowywać jak zwierzę, ufasz swojemu nowemu morderczemu instynktowi, nowej sile. 
     - Więc... To wszystko to tylko... Jakiś lek? Nie ja? 
     - Po prostu od niego nie zdechłaś, jak kilkadziesiąt innych osób. Poza Tobą mamy piątkę innych zabójców, którzy tolerują Cerberosa ale żaden w tak zadowalającym stopniu jak Ty. 
     Usiadłam na ziemi. fala nowych szokujących informacji uderzyła we mnie z potęgą tsunami. 
     Jestem jakimś eksperymentem? 
     - Hades idź sobie. 
     - Tylko tyle masz do powiedzenia? Żadnych pytań? 
     Spojrzałam na niego z całą nienawiścią jaką miałam w sobie. W moim obecnym stanie pewnie i tak wyglądałam żałośnie. 
     - Radzę Ci wyjść. Zamknij moją celę od zewnątrz i daj mi spokój. 
     - Przyjdę jutro, pojutrze, i jeszcze następnego dnia, dopóki nie dasz mi odpowiedzi. 
     - Nie musisz. 
     -...?
     - Nie odwołam tej walki. Chce Cię zabić. Naprawdę. Za sześć dni widzimy się na Arenie złamasie.
     - Tess, bądź rozsądna! - wrzasnął, tracąc całą otoczkę opanowanego Hadesa - W zarządzie urwą mi nogi jak Cię rozwalę. 
      Nie miałam ochoty się z nim kłócić. Po prostu rzuciłam w niego kołdrą i skoczyłam na oślepionego przeciwnika. Podniosłam go ponad ziemię i wyrzuciłam z mojej celi, trzaskając drzwiami. 
     Oparłam się plecami o ścianę dysząc ze zmęczenia. Na dziś miałam dość. Odwróciłam się w stronę łóżka i już miałam się na nim położyć i udać się w rejs do krainy Morfeusza gdy... 
     - Pardon - Otworzyłam drzwi, zerwałam z osłupiałego Hadesa swoją kołdrę i ponownie trzasnęłam nimi tak, że echo niosło się po całym obiekcie. 
    Zasnęłam myśląc o Cerberosie. 
    

2 komentarze:

  1. "Przez chwilę stałam w bezruchu. Jak mogłam go przeoczyć? Gdy wparowałam do celi ledwo widziałam gdzie stopy stawiam, ale ciężko jest nie zauważyć gościa w graniaku, który siedzi sobie na moim łóżku, tyłkiem na podusi. "


    W GRANIAKU powiadasz? :D

    OdpowiedzUsuń

Byłoby miło, jakbyś, no wiesz, coś napisał :v tak z serca :v