Poranek zapowiadał się świetnie. Za oknem promienie słońca muskały równo skoszony trawnik, drzewa uginały się od delikatnego wiaterku niosącego zapach lata i słodyczy wolnego dnia. Ja jak królowa rozmoszczona w puchowych kołdrach z aksamitnymi poszewkami na materacu korekcyjnym za grube tysiące, za który nie musiałam płacić z własnej kieszeni. Jadłam wyjątkowo pyszne śniadanie, tosty francuskie z płatkami migdałów i konfiturą malinową ze świeżych owoców. To wszystko okraszone syropem z daktyli, który był absolutnie obłędnym dopełnieniem. W filiżankach na tacy czekało na mnie gorące kakao i kawa ze śmietanką. Miałam zmieniony opatrunek na świeży, rana goiła się powoli przez truciznę, ale dzięki temu miałam wolne i mogłam robić co chciałam (spać) i nikt mi nie przeszkadzał (w spaniu i jedzeniu) bo zostałam swego rodzaju ofiarą tej firmy niczym Jezu...
- CO TO KURWA JEST!- piskliwy wrzask przedarł się nawet przez moje ogromniaste drzwi z dębu- TESS!!!
Odłożyłam najciszej jak się da tacę z jedzeniem i przykryłam się wszystkimi kołdrami i poduszkami jakie znalazłam.
Stukocik eleganckich bucików włoskiej roboty i furkot eleganckiego skrojonego na miarę garnituru zbliżał się do moich komnat.
Drzwi otworzył z łoskotem, pewnie zrobił dziurę w ścianie klamką. A dziś skończyli łatać poprzednią... czułam jak niczym drapieżca rozgląda się po pokoju. Szukał mnie nie tylko z pomocą czujnych oczu, ale też nasłuchiwał jak nietoperz. Nie oddychałam. Zastygłam niczym trup. Nie mógł mnie znaleźć, to by była katastrofa.
- Czuje... tosty... - wymamrotał niczym szaleniec- wiem, że tu jesteś...
Doskoczył do łóżka i zrzucił na podłogę wszystkie moje okrycia. Zostałam tylko ja, całe szczęście w piżamie oraz materac (korekcyjny, cholernie drogi, zawsze taki chciałam).
- Cześć Hades. Miło Cie widzieć, pięknie wyglądasz.
Wyglądał jakby zobaczył karalucha w swojej wymuskanej kuchni. Skrzywił się z obrzydzeniem. Miałam ogromną radochę bo w ręce trzymał mój mały prezent.
- Jeśli jeszcze raz zostawisz mi tą padlinę na poduszce to przysięgam, że złożę oficjalną skargę do Zeusa i zasugeruje umieszczenie Cię w ośrodku dla obłąkanych...
- Tym razem miałeś ją na twarzy. Nie na poduszce.
Zabawy moją dawną lewą ręką sprawiały mi wiele radości. Ostatnio położyłam mu ją w nocy na poduszce. Przykryłam ją kołderką i ułożyłam palce w geście digitus impudicus. Stare ale jare. Prawie przewrócił ośrodek do góry nogami, bo nie miał pojęcia że ją straciłam. Chodził z nią po ośrodku i pytał wszystkich po kolei "to twoja ręka chuju???". Teraz ułożyłam mu ją na twarzy w matczynym geście pieszczotliwie gładzącą jego policzek. To musiała być ciekawa pobudka.
- Ty jesteś... no po prostu pojebana jakaś... no nie mam słów po prostu, wyrzuć już ją wreszcie bo zaczyna naprawdę śmierdzieć!- cisnął nią w moim kierunku. Z plaśnięciem odbiła się od ramy łóżka i upadła mi prosto na nogi. Miałam wrażenie że jest połamana.
- Hades złamałeś mi rękę.
- To już nie jest twoja ręka, kikucie, tylko zgnilizna, którą mnie torturujesz.
Wyszedł i z impetem trzasnął drzwiami.
A był taki spokojny poranek...
* * * * *
Tom wyjechał na misję i nawet się nie pożegnał. Szuka jakiegoś kretyna, który Pływa zdezelowaną łódką po oceanie zamiast polować na potwory. To kolejny napędzany cerberosem wariat. Ponoć naprawdę jest uzależniony... I teraz zostałam sama. Z jedną ręką na dodatek. Ubieranie się było moją najmniej ulubioną czynnością. Wszystko inne niemalże się nie zmieniło. Walka była ciężka, ale po założeniu obciążnika na kikut, odzyskałam równowagę. Mogłam już walczyć tylko jednym pistoletem, jednym nożem lub mieczem... karabiny odpadały, nie jesteśmy przecież w wymyślonym świecie gdzie seksowne wojowniczki strzelają z biodra i wychodzą z tego bez szwanku. Ja nie byłam ani super seksowna ani głupia.
Stałam przed szafą i wpatrywałam się w dziesiątki strojów przygotowanych specjalnie dla mnie. Każdy umożliwiał swobodną walkę, nawet kiecki, bo były skrojone tak, by nie ograniczać żadnych ruchów. Odejmowało im to lwią część uroku, ale byłam gotowa na to poświęcenie. Dziś jednak nie czekało mnie nic szykownego, lub niebezpiecznego. Miałam jedno umówione spotkanie i była to rehabilitacja. Z Ivanem. Jest przerażający.
Wybrałam luźne spodnie z twardego lnu. Miały grubą szeroką gumkę w pasie, opuszczony krok i do kompletu koszulę z tego samego materiału. Wyglądałam jak mieszanka ninja i handlarza przyprawami z Indii. Idealnie.
Włosy spinała mi sprzątaczka raz na dwa dni. Robiła jakieś dzikie warkoczyki ciasno przylegające do głowy, dzięki czemu kłaki przestały mi przeszkadzać. Wyszłam na bosaka, bo Ivan i tak każe mi chodzić bez butów. Tuptałam do podziemnej sali, śmierdzącej jak wilgotne terrarium z żółwiem. Nienawidziłam tego zapachu.
Mój rehabilitant już czekał. Znów był ubrany w żonobijke i spodenki z dwoma paskami. Jego łysa łepetyna świeciła niczym aureolka nad Jeżuskiem.
- Powinna obciąć na łyso.
- Ivan przestań, lubię mieć włosy.
- Miała nie nazywać Ivan. Imię to Pan Yo.
- Przestań się nabijać Ivan, zaczynajmy.
Spojrzał na mnie jak zwykle z ogromnym rozczarowaniem.
Przez kilka godzin wykonywaliśmy ćwiczenia ogólnorozwojowe, na refleks i równowagę. Obciążnik na kikucie obcierał mnie niemiłosiernie i musiałam robić sobie przerwy, bo uczucie rwania w nieistniejącej już dłoni niemal zwalało mnie z nóg. Nie sądziłam że coś czego nie ma może swędzieć.
Ivan nie odpuszczał mi żadnych zaniedbań z przeszłości. Już niemalże szpagat robiłam na zawołanie. Najchętniej zwinąłby mnie w precelek i wyturlał z sali za ciągłe pytanie czy był w KGB. pewnie był, ale nie chciał sie przyznać.
- Wróci jutro najlepiej łysa.
- Jeśli mogę Cię o coś prosić... nie pij tyle. Jesteś na to za młody.
- Ma 80 lat, nie pije!
- Każdy nastoletni Rosjanin tak mówi.
Machnął chudą ręką i zaczął gadać coś cichutko pod nosem. Ah, ten mój mistrz, szalony człowiek.
Resztę dnia planowałam spędzić na wkurwianiu Hadesa. Ostatnio ciągle siedział w rezydencji i dłubał w zwłokach Arachne. Śmierdział przez to jak jej leże, w którym utraciłam moją możliwość zapinania guzika w spodniach i zwijania skarpetek w kulkę. Teraz jednak nie było go ani w laboratorium, ani w pokoju.
W zasadzie nigdzie nie mogłam go znaleźć. Schował się.
W rezydencji kręciły się tylko służące i bliźniaki z piekła rodem. Pilnowali mnie, bo Zeus nie ufał mi do końca po tym jak zarzuciłam mu niekompetencje w przyszykowaniu merytorycznym do misji. Jakbym wiedziała, że idziemy na trujące pająkoczłowieki to założyłabym zupełnie inną kreację. Czołg na przykład.
Nie mogłam więc za karę opuszczać rezydencji aż dojdę do siebie. Strasznie nie uczciwe układy, bo ręką mi przecież nigdy nie odrośnie...
* * * * *
Na kolację zrobili mi steka. Wyglądał wspaniale, pachniał jeszcze lepiej, ale był w jednym kawałku. Patrzyłam na niego i na purré z marchewki jak na skarb, którego nie mogę dosięgnąć. Choć purré w sumie mogłam jeść jedną ręką.
Już chciałam wziąć mięso do ręki i jeść jak troglodyta, gdy do pokoju, jak zwykle bez pukania wszedł zaginiony Hades.
- Zostaw! Nie, nie, nie, to zbyt piękny kawałek mięsa byś jadła go jak zwierzę.
- Pokroisz mi w kawałeczki? Mamusia zawsze kroiła.
- Sama sobie pokroisz- usiadł na moim łóżku i wyjął zza pleców długie czarne pudełko z wygrawerowanym symbolem rodu Zeusa. - szef kazał mi zrobić dla ciebie rękę, żebyś przestała zostawiać starą gdzie popadnie.
- Sprzątaczka nie chce mi jej oddać.
- Wyrzuciła ją.
- To oburzające. To tak jakby wyrzuciła mnie!
Hades wyjął z pudełka matową czarną rękę wykonaną z dziwnego lekkiego materiału. Była idealną repliką tej części którą Tom mi odciął. Nałożenie jej zajęło mu dosłownie chwilę, a po zapięciu wszystkich klamerek, przykleił mi elektrodę do karku.
- Poruszaj nią troszkę. Nie będzie się nadawała do walki i nie zastąpi Ci idealnie tego co straciłaś, ale kotleta pokroi.
To bez sensu. Po co mi złom, który może tylko widelec utrzymać.
- Ma też skrytkę na przekąski.
O jezu chce ją mieć.
W jej wnętrzu faktycznie znajdowały się przekąski. Najlepszy prezent na świecie.
- Dzięki Hades.
Palce protezy poruszały się niemal równie płynnie, co te u prawdziwej dłoni. Łokieć zginął się i prostował, a nadgarstek oferował pełną gamę ruchów. Całość była dziwnie lekka i zwinna, jej połączenie ze mną było tak naturalne... niesamowita technologia.
Wzięłam nóż i widelec w dłonie, by pokroić mięso. Nie sądziłam że tak bardzo zatęsknię za pełną samodzielnością.
Zjadłam w milczeniu zachwycając się zarówno smakiem jak i precyzyjnymi ruchami protezy. Zachowywała się jak prawdziwa ręką. Nie była tak powolna i toporna jak te, które widziałam w telewizji nim trafiłam do tego cyrku na kółkach.
- Ćwicz codziennie i zdejmuj ją przed snem. Ja musze juz jechać.
- Jest jakaś nowa misja?
- Tak, musimy ściągnąć Toma i jego... cel spowrotem do rezydencji. Sam nie da rady.
- A nie mogę jechać z Wami?
- Dopiero co straciłaś kończynę na misji musisz odpocząć
- Jeśli jeszcze jeden dzień spędzę z tym Rosyjskim pijakiem to wyjde z siebie i stanę obok. To jakiś koszmar.
- Pan Yo pochodzi z Chin.
- Tobie też próbował to wcisnąć?
Pokręcił tylko głową i westchnął. Z obrzydzeniem otrzepał się z niewidzialnych pyłków i wygładził garnitur. Przez chwilę patrzył mi prosto w oczy i zastanawiał się co mi odpowiedzieć.
- Ja teraz wychodzę z rezydencji. Nie zdążyłabyś nawet...
Poderwałam się z łóżka i naciągnęłam dzisiejszy strój na piżamę. Ominęłam autentycznie zdegustowanego Hadesa (było mi widać kolana) i otworzyłam drzwi do swojej komnaty.
- Idziemy?
Pierwszy :v
OdpowiedzUsuńMa wrażenie, że tutaj z bohaterki wychodzi jej prawdziwe 'ja'. To strasznie urocze jak bardzo jest transparentna i bezkompromisowa w tym co robi.